Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Początki orkiestry dętej, przykościelnej / 2

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Prus       Data : 2017-03-23 02:10:17

Pierwszy nauczyciel. Pod władaniem Prus. (Dyrektor szkoły). K. Golletz będąc pierwszym nauczycielem posiadał tytuł do tego, aby grać na kościelnych organach. W 1909 roku ukazała się w katolickiej prasie notka następującej treści: „Odkąd w naszym kościele odbywają się nabożeństwa, nie wolno grać na organach nikomu innemu, jak tylko nauczycielowi Golcowi. Więc gdy p. Golec gdzieś wyjedzie lud śpiewa w kościele bez wtórowania muzyki organowej, tak było w ostatnią niedzielę. Szczęściem, że mamy tutaj kapelę, która nam do śpiewu przygrywa pod dyrekcją p. Hieronima Przybyłka. W orkiestrze jest sześciu, którzy grać na organach potrafią, ale p. K. Golec nikogo nie dopuszcza do gry”.

Z notki dowiadujemy się o tym, że w sierpniu 1909 roku były już w murowanym kościele organy, a miejscowa kapela kościelna liczyła więcej, aniżeli sześciu i to wyjątkowo uzdolnionych muzykantów, którzy jedynie okazyjnie przygrywali podczas uroczystości religijnych w murowanym kościele.

Ks. Konstanty Bibiela. W niedzielę 12 lipca 1908 roku obchodził srebrny jubileusz kapłański ks. K. Bibiela. Uroczystość odbyła się w naszym mieście, które było miejscem jego urodzenia. Pracował w Rumunii, gdzie doszedł do znacznej pozycji w tamtejszej hierarchii Kościoła katolickiego. Należał także do wychowanków ks. T. Christopha. Bibielowie to zasłużona rodzina dla naszego miasta; przynależeli do nielicznej rodzimej inteligencji. Ks. Konstanty został procesyjnie wyprowadzony z domu swoich rodziców do nowego, murowanego kościoła, który jeszcze nie był poświęcony; co miało miejsce dopiero 5 listopada 1908 r.

ks. Bibiela

Ks. kanonik Konstanty Bibiella. Fot. z archiwum parafialnego.

Dom rodziców ks. Konstantego był wystawiony, prawdopodobnie, w głębi dzisiejszej ogrodowej posesji p. Alojzego Nastuli potomka Bibielów. Graniczyła ona i nadal graniczy z posesją plebanii. Oprawę muzyczną tej uroczystości powierzono miejscowej orkiestrze. Jej udział był oczywisty, także przy innych miejscowych, rodzinnych wydarzeniach: jubileusze, wesela, pogrzeby. Te muzyczne wystąpienia dowodzą o aktywności, a nie uśpieniu miejscowej orkiestry.

Puszka spod krzyża z wieży kościelnej. W 2002 roku podczas zmiany pokrycia dachu wieży kościelnej, murowanego kościoła, zdjęto i otwarto puszkę spod krzyża, zamocowanego na szczycie wieży. Znaleziono w niej oprócz pamiątkowych, cennych drobiazgów, również dokumentację sporządzoną w języku polskim i niemieckim, w których zapisano między innymi o uruchomieniu w tym roku dwóch kopalń rudy żelaza, jednak nie wymieniono ich z nazwy. A były to kopalnie: Juliusz i druga odwodniona w Gerzinie, którą nazwano Konstanty; w obydwu prowadzono wydobycie rud żelaza. W tej ostatniej w marcu 1908 roku zawieszono eksploatację.

Podstawą był proces sądowy, który wytoczył Guido Donnersmarck ze Świerklańca wobec spółki Caro-Hagenscheid z Gliwic. Stawiał jej zarzut, że prowadzi działalność wydobywczą na jego gruncie i wnioskował o wstrzymanie eksploatacji rudy do czasu wydania sądowego orzeczenia w sprawie. Robotnicy kopalni Konstanty zostali na razie zatrudnieni w kopalni Bibiela, którą zarządzała wspomniana spółka, jako jej dzierżawca.

Guido nie podnosił zarzutu eksploatacji rud żelaznych, ponieważ ta domena należała do Bytomsko-Siemianowickich Donnersmarcków, w których imieniu działała spółka Caro-Hagenscheid, dlatego stawiał zarzut naruszenia własności terenu. Z tego powodu do sporu wplątało się miasteczko Georgenberg, ponieważ przy wodnych stawach w Gerzinie w sposób dość skomplikowany przebiegała granica pomiędzy obszarem należącym do miasta, a własnością świerklanieckich Donnersmarcków.

Kopalnia Bibiela. W tej, w której wydobywano rudy żelaza należała do siemianowicko-bytomskich Donnersmarcków, na podstawie ich rodzinnej ugody z końca XVII w. Ale i tak eksploatacja kopalin, w czasach pruskich, mogła być prowadzona jedynie na podstawie koncesji, wydawanej przez królewski urząd górniczy; nie było o to trudno, lecz trzeba było płacić. Wątpliwym jest, aby doświadczona spółka podjęła się przywracania zdolności eksploatacyjnej kopalni w Gerzinie bez koncesji i ustalenia praw własności nieruchomości. Dlatego staje się zrozumiałym powrót do przerwanych prac w tym samym roku. Jednak z niezanych nam powodów kopalnia Konstanty nie spełniła pokładanych w niej gospodarczych nadziei.

Osadzenie puszki na szczycie wieży kościelnej. Dokumentacja i inne przedmioty zostały złożone do puszki, którą szczelnie zamknięto i razem z krzyżem zamocowano na szczycie wieży, a miało to miejsce 26 września 1906 roku. Opisy zamieszczone w dokumentacji obejmowały to, co wydarzyło się przy budowie kościoła do 26 września 1906 roku włącznie oraz inne o charakterze nie tylko lokalnym. Znalazło się w nich kilka wzmianek, które odnosiły się do zakończenia ciesielskich robót przy murowanym kościele. Ich treść jest następująca: „...,w czerwcu obchodzono uroczyście dokończenie robót ciesielskich, przy czem wypłacono robotnikom dniówkę i ich ugoszczono”. Opis ten koresponduje z notką prasową z miesiąca maja 1906 r. A przywołane wydarzenie, opisane w dokumentacji z puszki, odnosi się do miesiąca czerwca 1906 roku, bowiem w tekście występuje ono jako następstwo po innym, które datowano na 15 październik 1905 roku.

Dwie różne relacje. A więc dysponujemy dwiema relacjami tego samego wydarzenia, które są jednak osadzone w różnych miesiącach kalendarzowych. Pierwsza sytuuje je w miesiącu maju, a druga w czerwcu. Różnica w czasie nie jest wielka, lecz jedna z nich jest opatrzona błędem. Spróbujmy go znaleść.

Data uroczystości z 12 maja 1906 roku została podana w polskojęzycznej prasie z 29 maja 1906 roku („Górnoślązak” 121/1906). A zatem informację o tym wydarzeniu wydrukowano w 17 dniu po 12 maja tego samego roku. Korespondent, który przesłał ją do redakcji, musiał być na miejscu tego radosnego spotkania parafian, bo inaczej nie byłby w stanie go wymyślić, opisać i to w miarę dokładnie. To stąd bierze się pewna data tego lokalnego zgromadzenia przy murowanym kościele.

Natomiast dokument do gałki złożono dobre cztery miesiące po spotkaniu z 12 maja. Lecz w opisie z puszki spod krzyża podano jedynie miesiąc czerwiec, jako ten, w którym odbyło sie uroczyste zakończenie robót ciesielskich, jednak bez wskazania daty dnia. Można sądzić, że osoba sporządzająca dokument do puszki posiadała wiedzę jedynie o tym, że odbyło się zawieszenie różdżki, ale bez znajomości dokładnej metryki tego wydarzenia. Nie miała ona wątpliwości, co do tego, że miało to miejsce przed kilkoma miesiącami. Jednak brakowało jej wiedzy, bądź już nie pamiętała dokładnej daty dnia tej wyjątkowej uroczystości. Dlatego wskazanie jedynie miesiąca czerwca, jest rezultatem kalkulacji z powodu braku pewności.

Można było sięgnąć do zapisów w parafialnej kronice i pewnie tak się stało. Lecz data zawieszenia różdżki nie została w kronice zanotowana, ponieważ nie podano jej w dokumencie z 26 września 1906 roku, który sporządzono i złożono w puszce pod krzyżem wieży kościelnej.

A ponieważ znamy datę pewną, tak dnia jak i miesiąca, to ta prawdopodobna wskazująca jedynie na miesiąc czerwiec nie może być prawdziwa.

Dlaczego aż tyle rozważań o zawieszeniu różdżki i dniu 12 maja 1906 roku? A to dlatego, aby dokładnie i bez wątpliwości ustalić datę pewną, kolejnego publicznego wystąpienia dętej orkiestry w dawnym miasteczku Georgenberg. Ponieważ to ona zapewniała muzyczną oprawę tej uroczystości, chociaż z nazwy nie została wymieniona.

Może ktoś postawić pytanie: dlaczego nie została ona nazwaną wprost, że jest orkiestrą miejscową? Oczywiście korespondent, mieszkaniec naszego miasta mógł o tym wzmiankować, bo taką wiedzę posiadał. Czy mieszkańcy jej nie mieli? Pewnie, że mieli i to już prawie od siedmiu lat, bo od 1899 roku („Katolik” 65/1899).

Liczba ludności w mieście nie była zbyt wielka, a każda uroczystość religijna, czy świecka to było wydarzenie, które gromadziło sporo mieszkańców i to w różnym wieku. Nie było wtenczas ani telewizji, ani dyskotek, dlatego pamiętało się o uroczystości, ponieważ brało się w tym udział.

Ale czy mieszkańcy miejscowości sąsiednich mieli wiedzę o istnieniu i muzykowaniu orkiestry dętej w naszym mieście? Jeśli orkiestra udzielała się już od prawie siedmiu lat, to ten fakt był zauważony, a zapewnie nie brakowało rozmów o tym, która to z nich jest lepsza, wasza czy nasza, a ocena była zawsze ta sama – nasza, w zależnosci od tego, czy był to rogol czy żyglaniok.

Każdorazowy jej występ to było lokalne wydarzenie i najczęściej w połączeniu ze śpiewem; takie przeżycia zapadają w pamięci. Można sądzić, iż autor korespondencji mógł sobie w ten sposób to tłumaczyć, gdy spisywał to, czego był świadkiem.

Ta forma uprawiania kultury była typową dla tych czasów. Taki sposób jej wyrażania nobilitowało miejscowość. Stąd dążenie do tworzenia orkiestr i towarzystw śpiewaczych.

Pierwsza informacja o chórze śpiewaczym. Józef Nowak, zwany królem Polski, pisał, że zorganizowano u nas towarzystwo śpiewacze. Miało to mieć miejsce w ostatnich latach XIX wieku. Towarzystwo mogło uprawiać śpiew polski, ale na spotkaniach zamkniętych, podczas ćwiczeń. Następnie z żalem podaje, że się ono rozpadło wskutek nieporozumień węwnętrznych oraz z powodu trudności lokalowych dla ćwiczeń. A w innym miejscu wskazywał jeszcze dodatkową przyczynę słabości polskich organizacji kulturowych, a miała to być znikoma liczba miejscowej inteligencji identyfikującej się z polskością.

Jak już wiemy polskie towarzystwo śpiewacze upadło w przeciwieństwie do niemieckiego Gesangvereinu, które dobrze się rozwijało i to bez przeszkód, co nie powinno dziwić. Przy ważniejszych kościelnych uroczystościach, odprawianych w języku niemieckim, ten chór prezentował swoje umiejętności. Prowadził go pierwszy nauczyciel miejscowej szkoły i organista Klemens Golletz. Było im łatwiej. Lecz towarzystwa o profilu polskim z okolicy, spełniając warunki formalne nie tylko się organizowały, ale i trwały. Jedynie w bliskich Tarnowskich Górach i ówczesnym miasteczku Georgenberg towarzystwa chcące zachować charakter polskości, nie potrafiły się w sposób trwały zorganizować.

W lokalnej kronice kościelnej opisano uroczystość poświęcenie kamienia węgielnego pod murowany kościół, co miało miejsce 3 września 1905 roku. Wydarzenie to zgromadziło sporo duchowiestwa, jak i świeckich reprezentantów samorządowych, parafian i wielu innych. Głównym celebransem uroczystości był ówczesny dziekan i prob. parafii w Radzionkowie ks. Józef Konietzko. Oprawę muzyczną uroczystości przyznano kopalnianej orkiestrze z Radzionkowa (A. Famuła...2007).

Już z 1891 roku pochodzą pisemne wzmianki o kościelnej orkiestrze w Radzionkowie („Katolik” 66/1891; 59/1898). Jej udział w naszym mieście jest oczywisty, co można łączyć z osobą ks. proboszcza z Radzionkowa.

Ta orkiestra była dobrze wyposażona, liczniejsza, świetnie prowadzona. Lecz tak do końca to nie wiemy, czy w Radzionkowie była jedna, czy dwie orkiestry; przykościelna i kopalniana. Jeśli była ona na utrzymaniu kopalni to nie nie mogła być orkiestrą przykościelną, co nie wykluczało jej udziału w uroczystościach religijnych, za zgodą zarządu kopalni. W pierwszej i drugiej grali ci sami muzykańci; podobnie, jak to się dzieje obecnie w naszym mieście. Prawdopodobnie utożsamiano orkiestrę kopalnianą z przykościelną.

Przy takim kopalnianym patronie, o „wypasionym” budżecie nasza miejska orkiestra nie dorównywała radzionkowskiej. Ale istniała i była czynna w lokalnych uroczystościach mniejszej wagi, chociażby już w maju następnego roku; o czym wspomniano wcześniej. Jej budżet był skromny w porównaniu z radzionkowskim, oparty na własnych składkach muzykantów; analogicznie było w miejscowej OSP, która się samofinansowała, lecz zdarzały się wsparcia od zamożniejszych mieszkańców miasta.

Wiemy również z lokalnego doniesienia prasowego, że w miesiącu marcu 1908 roku: „Dzięki zabiegom i staraniom p. Hieronima Przybyłka, ćwiczy się pilnie tutaj dla potrzeb nowego kościoła kapela. Cieszymy się z tego, gdyż śpiew kościelny z muzyką wielce serce rozrzewnia i ducha podnosi”: donosił korespondent.

Z cytatu można wysnuć konkluzję o tym, że zostało już przed ośmioma m-cami postanowione, że to miejscowa, przykościelna orkiestra dęta, pod batutą Hieronima Przybyłka, będzie realizowała oprawę muzyczną przy uroczystości poświęcenia nowego, murowanego kościoła i tak się stało.

Kolejne lokalne doniesienie prasowe z tego samego roku podaje: „We czwartek dnia 5 listopada został tutaj nasz nowozbudowany kościół poświęcony przez Wiel. ks. dziekana z Radzionkowa. Kazanie okolicznościowe niemieckie wygłosił Wiel. ks. prob. Buchwald z Bytomia, a kazanie polskie Wiel. ks. prob. Marks z Nakła. Przy poświęceniu był też obecny landrat tarnogórski hrabia Limburg-Stirum. Podczas sumy przygrywała kapela z Miasteczka”.

św. Cecylia

Obraz św. Cecylii z Rzymu. Malował Jacgues Blanchard XVII w. Znajduje się w zasobach Ermitrażu w Sankt Petersburgu. Pobrano z martyrologium.blogspot.de

Dnia 5 listopada 1908 roku poświęcono nowozbudowany kościół. W lokalnej monografii (A. Famuła...2007) przyjęto, iż oprawę muzyczną tej uroczystości powierzono miejscowej, przykościelnej orkiestrze oraz, że był to pierwszy jej publiczny występ. Udział miejscowej orkiestry przy tej uroczystości nie ulega wątpliwości, bo tak było. Jednak pierwszy publiczny występ przykościelnej, dętej orkiestry odbył się kilka dobrych lat wcześniej i podczas innej uroczystości, co wykazano.

Należy zatem początek miejskiej, przykościelnej, dętej orkiestry łączyć z czerwcowym świętem Bożego Ciała z 1899 roku. A ponieważ to święto obchodzone jest w katolickim Kościele corocznie, to i udział w nim zapewniała także corocznie miejska przykościelna orkiestra, i każdorazowo był to występ publiczny.

Procesyjne uroczystości w dniu Bożego Ciała. Były popularne w Niemczach (Rzeszy) do czasu wystąpienia z Kościoła katolickiego protestantów z inspiracji Marcina Lutra. Potem kontynuowano je w parafiach katolickich, jeśli takie się jeszcze ostały. Po wojnie 30. letniej, nastąpiło z wolna ożywienie w odzyskanych wraz z kościołami parafiach katolickich. W dekanatach bytomskim i pszczyńskim zachodziły te zmiany w sposob łagodniejszy, niż w pozostałej części Śląska; nie działała tutaj cesarska Komisja Religijna. Rekatolizacja w wymienionych dekanatach, oparta została na tzw. „Pastoralnej...”; były to wytyczne dla duszpasterstwa, sporządzone przez krakowskiego bp diecezjalnego Bernarda Maciejowskiego, późniejszego kardynała (1600-1606).

Według tych wytycznych procesje Bożego Ciała odbywały się na Górnym Śląsku według następującego porządku: a więc uczestnicy maszerowali ulicami wsi bądź miasta. Na samym czele niesiono krzyż, za nim kroczyły związki świeckie, następnie dzieci w bieli, zakony, orkiestra, kler i kapłan z monstrancją pod baldachimem, za nim mężczyźni i kobiety, wszyscy ze świecami. Taki był zalecany procesyjny porządek w parafiach.

W miejscowościach, w których były filialne kościoły, procesje Bożego Ciała odbywały się w następną niedzielę. Tak działo się u nas, do czasu ustanowienia lokalii, w której urząd lokalisty pełnił już stały kapłan. Poświadcza to informacja o udziale przykościelnej orkiestry w obchodach Święta Bożego Ciała 1 czerwca 1899 roku, bo w mieście była już zaprowadzona lokalia. Urząd lokalisty w tym roku piastował ks. Józef Czaja.

Katolicy przechodzili ulicami miast bądź dróżkami wiosek w strojach regionalnych. Niesiono figury i obrazy świętych, a także sztandary towarzystw; w czasach pruskich z napisami niemieckimi, co było oczywiste. Na szlaku przemarszu procesji ustawiano cztery ołtarze. Śpiew był prowadzony w języku niemieckim. Czy także w polskim? W to należy powątpiewać, bo nie można byłoby tego nie postrzegać jako demonstracji katolicko-patriotycznej, a szczególnie w okresie wojny kulturowej z Kościołem katolickim (Kulturkampf). Podczas procesji ktoś tym śpiewem kierował, prawdopodobnie organista. Za polskie pieśni podczas procesji Bożego Ciała odpowiedzialny był nie tylko organista, ale i każdoczesny proboszcz; lepiej zatem było nie wywoływać wilka z lasu i to groźnego.

Z biegiem lat ciasnota w drewnianym kościele nie ustępowała, a wręcz przeciwnie i to podczas uroczystych kościelnych świąt. Ale z czasem orkiestra doczekała się swojego miejsca w nowym murowanym kościele i przygrywała do śpiewu, co stało się tradycją i trwa.

5 listopada 2018 roku. Ważna data dla miejscowej dętej orkiestry, która będzie świętować okrągłą rocznicę 110 lat jej udziału w uroczystościach poświęcenia murowanego kościoła.

Rocznica urodzinowa. Powyżej to jedna z wielu rocznic dla miejscowej orkiestry, lecz nie urodzinowa, bo jej dzień urodzin przypada w każde święto Bożego Ciała. A w 2019 roku obchodzić się będzie starszą, bo 120 rocznicę jej powstania i pierwszego, publicznego wystąpienia, co oparte jest na podstawie faktów rzeczywistych i potwierdzonych we wskazanych źródłach.

Źródła: A.Famuła. Dom Boży Na Wieki; Parafia i Kościół Wniebowzięcia NM Panny; Kopia dokumentu w języku polskim z puszki spod krzyża; A. Kuzio-Podrucki. Henckel von Donnersmarckowie. Kariera i fortuna rodu; Ks. Franciszek Maroń. „Wizytacyjne sprawozdania z pierwszej połowy XVII stulecia”; Hubert Słota. Lokalna prasa.

 

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com