Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Rozważania o nazwie i miejscu Kasarni / 2

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Habsburgów       Data : 2018-08-02 18:16:44

 W traktacie o organizacji obrony Śląska, autorstwa Achillesa Nolanusa zalecał on, aby chłopi przechowywali broń palną u sołtysów i jednocześnie projektował ćwiczenia w strzelaniu dla młodzieży wiejskiej. Odnosiło się to do samoobrony, gdy zawodził  dziedzic wioski w zapewnieniu bezpieczeństwa mieszkańców.

Pierwszy magistrat. Po wydaniu aktu lokacyjnego dla miasta Georgenberg, jego władze powinne mieć swoje miejsce dla wykonywania urzędowych funkcji. Zapewne wystawiono jakąś drewnianą budowlę, którą nazywano magistratem. Można sądzić, że była ona wzniesiona jako pierwsza, bądź była jedną z pierwszych, przy wyznaczonym ulicznym rynku. Bowiem ówczesny plan przestrzenny ustalony przez starostwo bytomskie, skończył z dowolnością osiadłego budownictwa. Plan przewidywał miejsca pod zabudowanie kościoła i magistratu oraz ciągu innych domostw po obydwu stronach dawnych ulic Tarnogorskiej i Woźnickiej. Każdorazowa nowa budowla w tym ciągu musiała uzyskać aprobatę bytomskiego starosty.

Od 13 kwietnia 1561 roku burmistrz miasta, wójt wraz z ławnikami także powinien mieć swój „kąt” i to (zgodnie z wymaganiami prawa magdeburskiego) wcale nie za ciasny, dla prowadzenia rozpraw sądowych, uczestniczących w tym procederze stron, świadków. Niezależnie od tego wykonywał on czynności cywilne, a wtedy także petenci powinni być obecni w pomieszczeniu, a w takich sprawach zainteresowanymi mogło być kilka rodzin. Wójt sporządzał akty kupna i sprzedaży nieruchomości, takie upoważnienia posiadał także burmistrz, który również musiał gdzieś urzędować; chociażby tylko do czasu wybudowania drewnianego magistratu. Gdzie więc te procedery prowadzono, albo gdzie mogły być prowadzone? Do tego celu nadawała się budowla koszarowa, nazywana Gródkiem lub Zamkiem.

Gdyby budowla magistratu nie została wzniesiona zanim wydano akt lokacyjny, to sprawy należące do burmistrza i wójta prowdzono by w budowli koszarowej. Jeśli weźmiemy pod uwagę te wszystkie potrzeby i towarzyszące im okoliczności, to można się pokusić o postawienie prawdopodobnej hipotezy, że ta pierwsza drewniana budowla, którą F. Triest nazywał Gródkiem albo Zamkiem, nie musiała być wcale fantazją. W tej początkowej fazie rozwojowej miasta istota prowadzenia spraw urzędniczych, mogła się w tym miejscu koncentrować; przy znakomitej ochronie straży porządkowej.

Dla monografistów niemieckiego pochodzenia wszystko to co najważniejsze, zanim wydano akt lokacyjny dla nowego miasta, koncentrowało się w Kasarni. Dopiero w połowie XIX stulecia wspomniano, że przy Rynku był magistrat, lecz nie poświęcono mu żadnego opisu, chociażby takiego, że jest to jedna z typowych budowli dla tej osady targowej. Trudno gdziekolwiek znaleść powód tej powściągliwości, pomimo tego, iż osada targowa posiadała burmistrza i wójta, a już wkrótce przyznano jej ponownie status miasta.

Samoobrona we wsi i w mieście. Dawniej, w okresie początków naszego miasta, kmieć we wsi był uprawniony do posiadania broni palnej, którą można było nabyć u rusznikarza, w tej dobie czasu były to popularne półhaki – rodzaj strzelby bądź długi pistolet. Do obrony używano także broń białą - szable, którą w każdej miejscowej kuźni kowal mógł ją sporządzić. Nie chodziło w takich przypadkach o broń pokazową, paradną, ale praktyczną dla obrony. Kmieć na jej posiadanie nie potrzebował żadnego zezwolenia urzędu, ale mogła być prowadzona jakaś forma ewidencyjna w urzędzie sołtysa bądź burmistrza. Tego rodzaju praktyka była dopuszczalna i zrozumiała, gdy właściciel wsi bądź miasta nie potrafił zapewnić mieszkańcom bezpieczeństwa. Jest to aktualne w każdej formie ustrojowej, lecz nie każda dzisiejsza władza uznaje takie rozwiązanie za zasadne, najczęściej z jakimś mętnym usprawiedliwieniem, a czasami i bez tego.

Zasada samoobrony. Jeśli kmiecie we wsiach posiadali broń palną, to tym bardzie mogli nią dyspospować obywatele w naszym mieście. A zaś miejskie uzbrojenie mogło być zdeponowane w budowli koszarowej, lecz obywatel mógł ją zapewne przechowywać w domu, aby była pod ręką, bowiem w razie zagrożenia potrafił się bronić od zaraz i nie tylko siebie, ale rodzinę i majętność, a zarazem wszystkich pozostałych mieszkańców. W większych miastach straże miejskie opierały się na miejscowych cechach, co regulowało prawo miejskie.

Wtenczas samoorganizacja obywatelska miała sprzymierzeńca we władzach miejskich, które z podatków miejskich nie tylko wyposażały, ale i utrzymywały „koszary”. Było to w zgodzie z ówczesnym porządkiem prawnym i filozofią samoobrony, bo zapewniało to ochronę rodziny, majętności oraz wyznawanej religii; dopóki jest co bronić, to mężczyźni walczą, tylko ten co nic nie posiada jest bierny, chociaż wyjątki się zdarzają, lecz to tylko potwierdza regułę.

Samoorganizacja obronna stała się koniecznością dla dobra bronionych. Była ona w stanie stawić czoło każdej ówczesnej bandzie, ale nie wytrzymywała starcia z regularnym wojskiem. To też w czasie wojny 30-letniej wystawiano na drogach prowadzących do miasta czujki, aby zawczasu mieszkańcy mogli zdążyć ujść do lasu wraz z dobytkiem, tam było bezpiecznie; takie są pisemne przekazy, lecz nie zawsze się to udawało, o czym świadczą kronikarskie zapiski.

Ochrona przeciwpożarowa. Można sądzić, że w którymś z pomieszczeń koszarowej budowli mógł być zdeponowany jakiś sprzęt przeciwpożarowy, niezależnie od indywidualnego przy każdej posesji. Nie wiemy czy to pierwsze obowiązywało wtenczas z urzędu, natomiast drugie brało się z życiowego doświadczenia; w czasach pruskich było jednak już obowiązkiem. Wszystkie wymienione funkcje dają podstawy do postawienia wysoce prawdopodobnej hipotezy, iż w późniejszym czasie administracja „koszar” mogła należeć do władz miejskich, które z mocy prawa były odpowiedzialne za bezpieczeństwo mieszkańców.

Samo koszarowe zabudowanie znajdowało się na posesji margrabiego. Wiele wskazuje na to, że ta posesja nadal należała do Donnersmarcków, także w tym czasie, gdy jej właściciel urządził na niej folwark. Z chwilą, gdy Donnersmarckowie utracili władztwo feudalne nad ich prywatnymi miastami, nastąpiła także zmiana dotychczasowych stosunków własnościowych i to zarówno względem miasta jak i jego dotychczasowego właściciela; dla porządku, tak można sądzić, wymierzone zostały obszary własności miejskiej i znajdujących się w granicach miasta nieruchomości ziemskich Donnersmarcków.

Rozwój lokalnego górnictwa w naszej okolicy zachęcał do osiedlania się nie tylko znakomitych znawców prac górniczych i okołogórniczych, ale także odważnych, przedsiębiorczych i zuchwałych cwaniaków, gotowych do rabunku i wyrządzania szkód materialnych. Bez miejskiej straży, więziennego pomieszczenia, uzbrojonych nocnych stróżów, jak i obywatelstwa, otoczone lasami miasteczko stałoby się wkrótce miejscem łatwym dla rozbojów.

Koszary zaś stały się czymś szczególnym w krajobrazie miasta, jako ważny fragment należący do niego, a w przekonaniu mieszkańców obiektu koniecznego. To mogło sprawić, że jego nazwa, wymieniana nie tylko dziesiątki , ale i setki razy, zapadła w pamięci pokoleń. Było to coś, w co wpleciono codzienność mieszkanców tej małej mieściny, a szczególnie ich bezpieczeństwo, o czym mówiono i wspominano, nawet z sentymentem i stało się to fragmentem nie tylko miejscowego przekazu, ale i topografii.

Jak Donnersmarckowie dbali o ład i bezpieczeństwo w zakresie ich władztwa? W czasie wojny 30-letniej, władca ziemi bytomskiej, Łazarz II Młodszy, wyjechał na dwór cesarski do Wiednia, ponieważ tam był bardziej bezpieczny wraz z jego florenami i papierami dłużnymi, aniżeli w Świerklańcu. A dlaczego akurat został wybrany Wiedeń? Ponieważ już znacznie wcześniej Łazarz I Starszy, aby być bliżej dworu przeniósł się do tego pięknego miasta. Wraz z żoną zakupili dom przy Rynku Mięsnym (niem. Fleischmarkt). W 1581 roku został przyjęty do prawa miejskiego miasta Wiednia. Osiem lat później zasiadał już w wiedeńskiej radzie miasta. Dlatego Łazarz II Młodszy nie musiał się martwić o kwaterunek, bo zamieszkał u siebie.

Rynek

Akwarela z 1846 roku przedstawiająca Fleischmarkt w Wiedniu z 1846 roku. Artysta: Rudolf Moritz Leybold (1806-1857). Źródło: Albertina. Public domain, via Wikimedia.

Droga do fortuny. Łazarz I Starszy rozpoczął interesy od kredytu na 40 tys. florenów, w połowie udzielonego w gotówce, a w połowie w suknach na ubiory dla wojsk stacjonujących na granicy. Pod koniec stulecia jego interesy obejmowały ogromny obszar cesarstwa. Utrzymywał faktorie w Lipsku i Norymberdze. Na praskim dworze Rudolfa II miał swego urzędnika. Kupione winnice umożliwiły mu prowadzenie handlu winem w wielkim stylu. Pośredniczył w handlu bydłem z Węgier, Siedmiogrodu i Hospodarstwa Wołoskiego do Wiednia i dalej do Niemiec. Szacuje się, że w 1590 roku zostało sprzedanych za jego pośrednictwem ok. 5 tys. sztuk bydła. Jakby na to nie patrzeć, było to wzorcowe budowanie podwalin dla wzrostu rodu.

Warto się zatrzymać przy tym wydarzeniu. Otóż cesarz Ferdynand I Habsburg prowadził wojny z Turkami o ziemie węgierskie. Wojna zubożała skarb cesarsko-królewski. Gdy brakowało pieniędzy zjawiał się Łazarz I, nazywany Starszym, bądź Łazarz II, nazywany Młodszym. Byli to zamożni i zaradni kupcy, którzy mieli z czego pożyczać, bo posiadali piękną i pękatą skarbonę, która się zapewne cesarzowi często majaczyła w nocnych snach, a może i na jawie. W zamian otrzymywali przywileje i nadania.

Smutna refleksja. Wszystkie te okoliczności są powiązane z wojną. Cesarz się zadłużał, a Donnersmarckowie się bogacili, bo największe łupy wojenne zbierają nie ci, którzy wojują, ale ci, którzy ją finansują i często wojny prowokują. O to ostatnie raczej nie można Donnersmarcków posądzać, ale co my tam dzisiaj wiemy, takich tajemnic się nie rozgłasza, nawet własnej żonie się tego nie mówi, dlatego o wojennych pożyczkodawcach, każdego czasu, niewiele trafia do wiadomości publicznej.

O przywilejach dla miasteczka Georgenberg. Łazarz Młodszy przebywając w Wiedniu, przyjął prośbę władz miasteczka Georgenberg, które zwróciły się do niego o potwierdzenie dawnych i nadanie nowych przywilejów, ponieważ z powodu zawieruchy, którą wywołała wojna 30-letnia, nie zachowały się żadne dokumenty, które by poświadczały nadania. Prośba władz miejskich znalazła zrozumienie u właściciela miasta. Odpowiedni dokument został wydany w Wiedniu 26 stycznia 1637 roku. Łazarz II potwierdził w nim dla miasta wszystkie jego wcześniejsze przywileje i dodał do nich kilka nowych, tak wypadało, aby nie być posądzonym o skąpstwo dla zrujnowanej mieściny i jakby tego nie nazwać, był to liczący się i dobry gest dotychczasowego kupca, pożyczkodawcy, który rozpoczął władanie Ziemię Bytomską.

Kronika z dawnych czasów. Repliki przywilejów, ale i inne miejscowe wydarzenia, które zapisane zostały w dawnej kronice z wyszukanym artyzmem, są przechowywane w depozycie PA w Katowicach, zachowane w dobrym stanie. Fachowe skopiowanie tekstów, bo tylko taka procedura jest dopuszczalna, wraz z tłumaczeniem treści na język współczesny, mogłoby spowodować duże zainteresowanie ich posiadaniem, co by pokryło w znacznej części poniesione wydatki, a może i przy odpowiedniej promocji tego jednostkowego o wielkiej rzadkości zabytku i całość poniesionych kosztów, a zatem sprawa jest do rozważenia.

Wspominał o tej kronice L. Musioł, który w okresie przedwojennym miał ją w ręku i napisał, że składała się z „z 10 pergaminowych stron”. Ale po zakończeniu drugiej WW, ta historyczna księga jego zdaniem przepadła i to swoje zmartwienie opisał w kronice naszego miasta. Lecz ku radości tych, którzy się pasjonują przeszłością a w szczególności lokalną, kronika się odnalazła i znajduje się w archiwum, o czym wspomniałem już wcześniej, także ją przeglądałem.

Miejsce Kasarni i Amtshaus. Ezajasz Storch, takie nazwisko nosił cieśla, który wystawił w 1608 roku dom drewniany w miasteczku Georgenberg, był to „dom urzędniczy” – Amtshaus. W. Krause w Lexikonie, t. 1, str. 86 (za L. Musiołem) opisując drewnianą budowlę nazywa ją właśnie tym mianem. Była ona wzniesiona na posesji nadleśnictwa, która należała wtenczas jeszcze do Hohenzollernów, a nazywana Kaserne (obszar tej posesji).

F. Triest nazywa Amtshaus Burgiem, a więc Zamkiem, Grodem. Nie podziela tego poglądu monografista miasta L. Musioł, a uzasadnia go następujaco: „Nazwy Zamek, Burg nie są ścisłe, ponieważ w domu urzędniczym mieszkał i urzędował przedstawiciel margrabiego, a później Donnersmarcków”. Jednak F. Triest nie wzmiankuje nic o tym, że był tam tylko jeden urzędnik. Natomiast pisze, że budowla była piętrowa, a w roku 1807 została rozebrana”. Po co budowla piętrowa dla jednego urzędnika?

Po co wystawiono drewnianą budowlę Amtshausu w 1608 roku? Czym zajmowano się w domie urzędowym? Wydaje się pewne, ze gospodarką leśna, za czym przemawiały ogromne obszary leśne, należące do właściciela Ziemi Bytomskiej. Następnie górnictwo kruszcowe i rudy żelaziste. Ale były w mieście również komory celne, przy wjeździe do miasta od strony Tarnowskich Gór z jednej strony i Woźnik z drugiej; to główne ulice wjazdu i wyjazdu z miasta. Trzeba było również w bezpiecznym miejscu lokować depozyty pieniężne. Ponad to ktoś musiał dbać o porządek i bezpieczeństwo na polach górniczych i w rozbudowującym się mieście.

Amtshaus był zbudowany z drewna i to najlepszego, bo Hohenzollerna było na to stać; należały do niego ogromne zasoby leśny, w których różnorakich odmian drzewnych było bez liku. Dla zbudowania margrabiowskiej budowli, w części leśniczowki ( dla gości) wybrano najlepsze drewno, które stosowano wtenczas do budowy domów mieszkalnych, kościołów i innych konstrukcji drewnianych. W bliskości miasteczka Georgenberg występowały obszary leśne, częściowo przetrzebione pod pola górnicze, o nazwach: Wielka i mała Dębina, Dębieńsko , za Chmielnikiem, Pod Dębieńskiem.

Czy drewno, które zostało użyte do wystawienia Amtshausu, było już w 1807 roku zniszczone z powodu „starości”? Od wzniesienia tej budowli minęło tylko 200 lat, a nasz drewniany kościółek zbudowany z drewna trzyma się zdrowo już prawie 350 lat; w ostatnich latach zmieniono jedynie poszycie gontowe i zakonserwowano boczne ściany. W okresie międzywojnia występowała potrzeba łatania niewielkich fragmentów gontowego dachu.

Można zatem z pewnością przyjąć, że to nie z powodu spruchniałego drewna rozebrano Amtshaus, ale dlatego, że w tym miejscu miał być zbudowany nowy dom, tym razem murowany z wieloma pomieszczeniami. Działo się to wtenczas, gdy Panem Bytomia i Siemianowic był Karol Donnersmarck. Prawie w tym samym czasie przeprowadzono w państwie pruskim po 1806 roku reformy. Wskutek tego górnośląscy feudałowie utracili sporo z zakresu swego władztwa.

Gdzie podpisano i opieczętowano urbarz. Jak już wiemy urbarz z 1785 roku sporządzony dla miasteczka Georgenberg, podpisany został na miejscu, w mieście. Interesujące i to z różnych powodów jest to, gdzie to szacowne grono, w skład którego wchodzili państwowi urzędnicy, miejska deputacja oraz właściciel miasta Łazarz III Donnersmarck, podpisało i opieczętowało dokument. Te urzędowe czynności wykonano w Amtshausie albo w budynku magistratu, który wspomina w swoim opracowaniu z około roku 1861 F. Triest, a był on umiejscowiony już przy rynku. Jego położenie w tym miejscu opisuje również ks. T. Christoph. I chociaż obydwie budowle, Amtshaus i magistrat, były drewniane, to zapewne z dużą starannościa przygotowano się w jednym z nich, a może i w obydwu, na przyjęcie szacownych gości.

Czego szukał ks. T. Christoph w magistracie? Gdy ks. lokalista T. Christoph poszukiwał dokumentacji odnoszących się do ustanowionych fundacji na rzecz lokalii, skierował się do plebanii Żyglińskiej oraz do magistratu w naszym mieście, który był przy rynku (27 marca 1874 r.), a wtedy nie było jeszcze murowanego magistratu. Były to dwa miejsca, w których należało poszukiwać kopii dokumentów fundacyjnych ustanowionych dla ówczesnej lokalii w naszym mieście. W urzędzie magistrackim odnalazł kilka skopiowanych aktów fundacyjnych, ale nie wszystkie, bo niektóre znajdowały się na plebanii w Wielkim Żyglinie, np. legat Jana Myszkowskiego. Wtedy właśnie, przy tych poszukiwaniach, mógł sie natknąć na fundację lokalisty ks. Rudolfa Anderkę, która była ustanowiona na utrzymanie krzyża przydrożnego przy kolonii Kolybka, na łąkach osikowskich; o czym w innem miejscu szerzej pisano.

Ks. T. Christoph w swoich rękopisach nazywał Amtshaus Herrschaftliches Schloss (L. Musioł) i od tej nazwy w języku niemieckim pochodzi, w lokalnym obiegu, dająca się słyszeć czasami nazwa Zamek. Jednak za życia tego świątobliwego kapłana tej dawnej, pierwotnej budowli już nie było. A zatem opierał on ten zapis na podstawie miejscowego przekazu. Jednak przypisywanie tej budowli charakteru obronnego w jakiś sposób koresponduje z nazwą Kaserne.

Kronikarski dokument. W wydanym około 1861 roku dokumencie pt. „Topograhisches Handbuch von Oberschlesien”. Miasteczko Georgenberg jest tak opisywane: W miejscowości znajduje się rynek z ratuszem, a w jego pobliżu dawny zamek myśliwski margrabiego, obecnie nadleśniczówka (...) Jest to skrót z opisu. Nas interesuje wzmianka o zamku myśliwskim, który znajduje się w pobliżu rynku i należał do Hugo I Donnersmarcka Pana Siemianowic, przemysłowca. Jest to opis stanu, tak można sądzić, najpóźniej z przełomu pierwszej i początkiem drugiej połowy XIX wieku.

Ten dawny „zamek” znajdował się na terenie dzisiejsze posesji rodziny Urbańczyków, w niewielkim oddaleniu od rynku, a zatem był osadzony na terenie Kasarni, po lewej stronie szosy prowadzącej do Tarnowskich Gór.

Czy Kaserne wymyślili pruscy kombatańci? Kasarnia mogła być identyfikowana ze strzelnicą, która miała istnieć przy kasarni bądź w jej pobliżu, bo i takie pojawiały się poglądy. W istnienie strzelnicy nie należy powątpiewać, coś takiego mogło istnieć i zapewne po zakończeniu pierwszej WW powstała nie tylko w naszym mieście, ale i w wielu innych: łączy się to z tzw. Kriegsfereinami, które zrzeszały byłych żołnierzy armii pruskiej, to nic innego jak ówczesne związki kombatanckie. Jeśli byli wojskowi spotykają się, a przy okazji strzelają z broni palnej w miejscu do tego przeznaczonym i wzbudzają przy tym zainteresowanie młodzieży i to w różnym wieku, jest to godne naśladowania, bo każdy mężczyzna powinien umieć posługiwać się bronią i pielęgnować tę umiejętność, a nie liczyć na to, że jego wraz z rodziną obroni ktoś inny.

Dowodem na to, ze nazwa Kaserne nie zawdzięcza to miejscowej Kriegsfereinie są rozważania o niej monografisty miasta Bruno Gogolina na jej temat, poczynione jeszcze przed wybuchem pierwszej WW, o czym świadczą pisemne daty jego publikacji. Wystarczy to przyrównać z przywołanymi wcześniej zapisami F. Triesta z około 1861 roku.

Karczma na terenie Kasarni. Gdy prowadzono znany nam już spór sądowy, pomiędzy miastem a Łazarzem III, to teren, na którym wystawiony był Amtshaus należał do Donnersmarcka, jak i sama budowla; wtenczas obszar posesji był już przekształcony w folwark, jako jeden z wielu należących do jego majątku. Na terenie tego folwarku, który został utworzony na terenie nazywanym Kasarnia, znajdowała sie również karczma folwarczna, browar, palarnia gorzałki i inne gospodarcze zabudowania; to w tej karczmie po ugodzie z miastem w 1793 roku, mogła służba Donnersmarcka warzyć i szynkować piwo, a także palić (tak to dawniej nazywano) gorzałkę i ją także szynkowano.

mury

Resztki zabudowań folwarcznych z posesji Donnersmarcków (Kasarni). Fot. własne.

Herman Blumenreich. Najstarsza, mi znana, pisemna wzmianka o H. Blumenreichu pochodzi z 1892 roku ; prowadził on już wtenczas gospodę w naszym mieście . W jej pomieszczeniu odbywały się kontrole poborowych, którzy byli przeznaczeni do zaciągu w armii pruskiej. W pierwszej dekadzie XX. wieku wynajmował H. Blumenreich pomieszczenia w murowanym ratuszu, które zajmował wraz z rodziną. Należał on do diaspory żydowskiej. Wynajmował również magistrackie zabudowania gospodarcze, bowiem wtenczas zawodowo trudnił się spedycją. Był właścicielem kilku zaprzęgów konnych, zajmował się również eksploatacją piasku w miejscowych piaskownicach, ale także poza naszym miastem, które należały do niego bądź je dzierżawił, parał się również usługami spedycyjnymi przy kopalniach bibielskich.

W czasach pruskich pełnił w miejscowym samorządzie funkcję ławnika, po ustąpieniu z funkcji burmistrza Jerzego Seidla, wraz z pierwszym ławnikiem Kuboszkiem kierowali komisarycznym urzędem burmistrza przez prawie 9-cy.

willa Gregora

Willa Gregora wystawiona na terenie Kasarni. Obecnie własność rodziny Urbańczyków. Autor fot. Grzegorz Marszałek.

Wyprowadzil się z magistratu, gdy nabył posesję wraz z domem, który należał do Edwina Donnersmarcka, Pana Nakła, a była to wspominana wcześniej leśniczówka, usytuowana na terenie nazywanym Kasarnią, w niewielkim oddaleniu od rynku; to dzisiejsza własność pp. Urbańczyków, przy szosie prowadzącej do Tarnowskich Gór.

Od H. Blumenreicha nabył willę przy dawnej ulicy Tarnogórskiej leśniczy, w stanie spoczynku Georg (Jerzy) Gregor, miało to miejsce w okresie miedzywojnia. Blumenreich wyprowadził się do Tarnowskich Gór, gdzie w tamtejszej żydowskiej diasporze był bardzo czynny, a w kilka lat później, przed drugą WW, wybrał się w nieznane, zapewne za „Wielką Wodę”.

Z willą Gregora ma także swój epizod ks. Bennon Drzezga, którego staraniem wybudowany został murowany kościół.

Źródła: J. Nowak. „Kronika miasta i powiatu Tarnowskie Góry“ 1927; L. Musioł. „Z przeszłości dziejów politycznej gminy Miasteczka” 1965; Jerzy Hajda. „Monografia Miasteczka Śląskiego”. A. K. Podrucki. „Henckel von Donnersmarckowie – kariera i fortuna rodu” 2003; M. Wroński. „Miasteczko Śląskie dawniej” 2002; Jan Kwak. „Dzieje Polityczne”, w: „Historia Tarnowskich Gór”. Praca zbiorowa pod red. Jana Drabiny; Gabriela Wąs. „Śląsk we władaniu Habsburgów”, w: „Historia Śląska”. Redaktor tomu: Marek Czapliński.

  https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Fleischmarkt-Leybold-1846.jpg

Dodano:sierpień 2018 rok - fragment muru budowli gospodarczych z okresu, gdy była to posesja folwarczna.

 

 

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com