Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : O miejskiej topografii i żydowskim cmentarzu

Kategoria :  9 PRL       Data : 2018-12-04 17:33:06

Żydowski cmentarz. Został założony w najstarszej części miasteczka Georgenberg, lecz poza zabudowaniami, na obrzeżu miasta. Geograficznie położony był w jego południowo-wschodniej części. Jego powierzchnia miała kształt prostokąta. Miejsce jego usytuowania było w zgodzie z ówczesnym pruskim porządkiem prawnym. Teren był suchy i piaszczysty, o czym można się przekonać i dzisiaj.

Dawny plac targowy i jarmarczny. Aby dojść do kirkutu, orszak pogrzebowy przechodził przez Bismarckplatz, który w okresie międzywojnia był nazywany Placem Jana Sobieskiego, a dzisiaj nosi nazwę Władysława Jagiełły. I dopiero stamtąd zmierzano do Georgstrasse; tak nazywaną w czasach pruskich, a w okresie międzywojnia ulicą Jerzego. Idąc tą dróżką w kierunku dawnego dworca kolejowego w Wielkim Żyglinie, z jej prawej strony, odbiegała uliczka o nazwie Sandstrasse i należy ona także do katalogu znanych nam nazw ulic z czasów pruskich. W początkach założenia cmentarza prowadziła ona na południe i gdzieś na wysokości dawnych Nowin stawała się ścieżką i wpadała w południowe lasy; według kartografii z 1883 r. Ale w swym wcześniejszym biegu można było nią dojść do kopalni rudy żelaza, o której wspomniano w innym miejscu, a jej dłuższą odnogą na zachód do dawnej rozległej Sandgruby (kopalni piasku) i przez nią, albo bokiem do szosy tarnogórskiej. W okresie międzywojnia, a nawet wcześniej dochodzono nią do piaskowni na Kirchoku, i zapewnie bliskości żydowskiego cmentarza zawdzięczała ona swoją nazwę.

Kolejka konna. Od września 1881 r oddano do użytku kolejkę konną, którą transportowano tutejsze rudy przez Tarnowskie Góry do Huty „Pokój” przy Chebziu, o czym napisał ks. T. Christoph, martwiąc się utratą pracy przez miejscowych i okolicznych wekturantów (woźnicy rudy żelaznej). Ale w 1883 roku była ona już także ułożona do kopalń w Bibieli, przechodziła w bliskości zachodniej strony żydowskiego domu przedpogrzebowego i cmentarza. Aby dojść do tego domu przy cmentarzu, należało przejść przez tory kolejki, a następnie krótką ścieżką orszak pogrzebowy dochodził do niego.

Zmienne nazewnictwo ulic i dróżek. Gdy wyłączono z ruchu kopalnię rudy żelaza, która położona była na południowy – zachód od cmentarza żydowskiego, nie chodzi tu o kopalnię „Juliusz”, która była położona na zachód od szosy tarnogórskiej, lecz o tę na wschód od tej szosy. Jej nazwa, jak dotąd nie jest nam znana. W okresie międzywojnia zaprzestano eksploatacji piasku w Sandgrubie, a póżniej i na Kirchoku. Gdy zbudowano nasyp linii kolejowej łączący Tarnowskie Góry z dworcem kolejowym w Wielkim Żyglinie, wtenczas południowa część Sandstrasse przestała być użyteczna gospodarczo, ponieważ zatraciła swoją komunikacyjną funkcję, co doprowadziło do jej prawie całkowitego zaniku po południowej stronie obrzeży miejskich zabudowań. A zaś tę po jej przeciwnej, lewej stronie, idąc w stronę cmentarza, która ostała się do dnia dzisiejszego, została po wojnie obdarzona imieniem i nazwiskiem narodowego wieszcza Adama Mickiewicza, obecnie nosi nazwę ulicy Niepodległości. Od niej brała początek, już w odległych czasach, krótka dróżka w kierunku południowo-wschodnim o nazwie Ackerstrasse, którą po plebiscycie, za "Starej Polski", nazywano Polną, a obecnie Gierzynową.

Dojście do kirkutu i bóźnicy. Już od początku założenia cmentarza, którego powstanie lokuje się na ostatnie ćwierćwiecze XIX stulecia, jak i w okresie międzywojnia, można było do niego dojść indywidualnie, jak i orszakiem pogrzebowym od ulicy Tarnogórskiej do Bismarckplatzu, ale również  dzisiejszymi ulicami Jana Matejki, Stefana Czarneckiego i Józefa Wybickiego. Poza ostatnią z wymienionych ulic przechodził orszak przez wspomniany Plac i przez prawie 1/3 ulicy Kazimierza Przerwy –Tetmajera, to dawna Georgstrasse, a dalej jej odnogą ulicą Niepodległości; jeszcze kilka dobrych kroków i dochodzono do kirkutu.

Rynek

Fotografia z drugiego dziesięciolecia XX wieku. Zamieszczona została w publikacji monograficznej "Miasteczko Śląskie dawniej i dziś", autorstwa Marka Wrońskiego. Własność foto Jacek Kalke. Z tej publikacji książkowej została pobrana.

Fotografia widokówki przedstawia duży fragment prawej strony ulicznego rynku, nazywany w czasach pruskich Ring, a za tzw. "Starej Polski" - Rynkiem, obecnie nosi to samo miano. Widoczny fragment szosy prowadzi z Szyndrosa przez nasze miasto do Tarnowskich Gór. Z obu jej stron utwardzono pobocza ulicznego Rynku łupanym kamieniem i także kamieniste rowy odpływowe dla wody deszczowej. Na dalszym planie, w głębi, w widocznej dużej kamienicy, od 1 września 1863 roku, miała siedzibę ekspedycja pocztowa II klasy, 20 lutego 1879 roku uruchomiono w niej stację telegraficzną.

Żydzi z Wielkiego i Małego Żyglina, Brynicy, Bibieli i Jędryska przynależeli do gminy żydowskiej w naszym mieście. Kondukt żałobny z trzech pierwszych miejscowości mógł się przemieszczać dzisiejszą ulicą św. Marka w kierunku miasteczka Georgenberg, aż po krzyż przydrożny, przy którym zbaczał w lewo do dróżki należącej do grupy najstarszych; to dzisiejsza ulica Żołnierska, którą dochodzono do Steigerstrasse, która nosi obecnie miano Stefana Czarneckiego, jak i nieco wcześniej do ulicy Józefa Wybickiego; Steigerstrasse dochodziło się wprost do Bismarckplatzu, jak i dzisiaj, ale do Placu Wł. Jagiełły, a zaś ulicą Józefa Wybickiego do ulicy K. Przerwy-Tetmajera, dawnej Georgstrasse. Gdy się przeszło wprost od ulicy Żołnierskiej przez ulicę Stefana Czarneckiego w kierunku zachodnim i dalej, to dochodziło się do Rynku, a stamtąd do boźnicy. Z Bibieli był dojazd do niej dobrą drogą, nazywaną nawet szosą, a z Jędryska drogą leśną, która przebiegała przy zabudowaniach kolonii Kolybka (Kolibka), prowadziła ona wprost do ulicy Woźnickiej i łączyła się z nią na jej zakolu przy krzyżu przydrożnym Penkatego; w Jędrysku w 1890/91 roku nie było już żadnych Żydów, podobnie było w Nowym Chechle i Truszczycy.

resztki

Foto resztek kamiennych opraw grobowych na miejscu dawnego cmentarza żydowskiego w Miasteczku Śląskim. Autor foto: Karolina Kot. Foto wykonano w 2014 roku.

Był taki zwyczaj przy żydowskiej ceremonii pogrzebowej, że zanim orszak dotarł do domu przedpogrzebowego, to trumnę ze zmarłym należało przenieść w bliskości synagogi, a taka w naszym mieście położona była przy dzisiejszej ulicy Piwnej, po jej lewej stronie idąc w kierunku zachodnim. To też ten zwyczaj pogrzebowy można było praktykować od czasu jej wzniesienia; nie ustalono jak dotąd daty jej budowy. A zaś stamtąd dochodzono, przechodząc szosę prowadzącą do Tarnowskich Gór przez Plac Rynku, do krótkiej uliczki, która obecnie nosi nazwę Gwiaździstej, prowadziła ona do dawnego Bismarckplatzu; to tam odbywały się dawne targowiska – Kaczy Rynek, a i dzisiaj do tego samego miejsca nazywanego Placem Władysława Jagiełły.

Przyczyną utrudnień z dojściem do boźnicy mogły być miejskie jarmarki i targowiska; odbywały się one na Bismarckplatzu, ale nie można wykluczyć i tego, że i wzdłuż Rynku. Nie stanowiły one jednak przeszkody dla samego pogrzebu; od strony północnej orszak pogrzebowy wchodził na obecną ulicę Dębiny; było to najdawniejsze drogowe połączenie z naszego miasta do Jędryska. Stamtąd przechodzono do Steigerstrasse, a od niej do dróżki, która dzisiaj nosi nazwę ulicy Józefa Wybickiego, prowadziła ona do Georgstrasse.

Ring

Foto płyty grobowej Rosalii Ring ze cmentarza pożydowskiego w Miasteczku Śląskim. Autor foto: Karolina Kot, wykonane w 2014 roku.

Od strony wschodniej, z dzisiejszej ulicy św. Marka, kondukt dochodził ulicą Żołnierską do wspomnianej już ulicy Józefa Wybickiego. To jedna z najstarszych dróżek, przy najdawniejszych zabudowaniach miasta, to jego wschodnie obrzeża; służyła ona do wejść i wjazdów do tamtejszych posesji, z nich wyprowadzano, jak i wprowadzano domowe zwierzęta i wszelaki sprzęt gospodarczy. Tamtędy dochodzono nią do Georgstrasse, a od niej do ulicy Niepodległości.

A zaś od strony południowo - zachodniej przechodzono na wschodnią od Bahnhofstrasse oraz dawną Kirchofstrasse przy parafialnym cmentarzu, która zachowała się jeszcze w okresie międzywojnia i nazywano ją Cmentarną; prawdopodobnie była to nazwa zwyczajowa, gdy domy oznaczano jedynie numerycznie, a dzisiaj C. K. Norwida; wspomina się również o dróżce po południowej stronie parafialnego cmentarza, która z czasem zanikła, co spowodowane zostało budową parowozowni dla wąskotorówki.

Wszystkie wymienione ulice i dróżki były już urządzone jako przejezdne i przechodnie i to od czasu założenia żydowskiego cmentarza. Nie były to jednak drogi bite, a w większości miały charakter polnych, gospodarczych dróżek, wyjątkiem były: dzisiejsza ulica Dworcowa, która od 1885/6 była drogą bitą, wcześniej bo w 1874 roku zakończono budowę tego samego rodzaju drogi od Schindroßa (leśniczówka-Zollamt) przez miasteczko Georgenberg do Tarnowskich Gór. W roku 1904 utwardzono drogę łączącą Wielki Żyglin z naszym miastem, wykorzystując do tego celu kamieniste hałdy pogórnicze, co można było łatwo rozpoznać, zanim pokryta została dzisiejszą nawierzchnią; fragmentem tej drogi była gruntowa służebność, należąca do świerklanieckiego Donnersmarcka, bo musiano uzyskać zgodę właściciela na jej przebudowę.

Karolina

Foto płyty grobowej Karoliny Rieseneld ze cmentarza pożydowskiego w Miasteczku Śląskim. Autor foto: Karolina Kot, wykonane w 2014 roku.

Przywołana topografia dróżek, ulic, placów posiada swoje znaczenie poznawcze, a w szczególności w konfrontacji ze stanem dnia dzisiejszego. Daje również możliwość wyrobienia sobie własnego poglądu o stanie i gospodarczym charakterze miasta, bo drogi, a w szczególności ich zewnętrzna łączność i przejezdność, może być tego stanu świadectwem.

Otoczenie cmentarza i domu przedpogrzebowego. W niewielkim oddaleniu od południowej strony żydowskiego cmentarza znajdowała się wspomniana już w innym miejscu hałda pogórnicza, zaś od zachodniej w kilkumetrowej odległości od domu cmentarnego trakt kolejowy wąskotorówki, który prowadził do Bibieli.

W latach chłopięcych wędrowaliśmy często wzdłuż tych torów i to w obydwu kierunkach, północnym i południowym; szliśmy dla zabawy po samych szynach, które w lato grzały nasze bose stopy.

Wędrówki poczynały się gdzieś z okolic nieistniejącego już murowanego transformatora, przy drodze do Wielkiego Żyglina, przy którym tory wąskotorówki, prowadzące do Bibieli, były ułożone; z początku na niewielkim wyniesieniu, a następnie w kilkudziesięciu metrowej długości wąwozie, a dalej już z „górki” aż do dzisiejszej ulicy Woźnickiej, przez którą przechodziły, prowadząc dalej aż do Bibieli. Idąc w kierunku południowym dochodziliśmy do cmentarza i stojącego przy nim domu przedpogrzebowego. Dalej nasza wędrówka prowadziła do Zandki (Nazwa wodnego zalewu po piaskowej kopalni), bo taki był nasz cel wędrowania, w czasie wakacji, ale nie tylko.

Był czas, gdy wraz z kolegami uczęszczałem do przedszkola przy dawnej ulicy Mickiewicza; budowla należała do p. Heliosów i było to ostatnie zabudowanie po prawej stronie; tak wydaje mi się dzisiaj, ale nie musi akurat tak być. Otóż nie zawsze wracaliśmy z przedszkola tą samą dróżką bądź ulicą, którą do niego dochodziliśmy, bo powrót „inaczej” był dla nas, chłopców, chociaż ciągle dzieci, bardziej interesujący. I w ten to sposób odkryliśmy dom przedpogrzebowy przy żydowskim cmentarzu. Jednak dom, jak i sam cmentarz utrwalił mi się w pamięci w okresie, gdy już byłem uczniem naszej podstawowej szkoły.

dom

Szkic domu przedpogrzebowego przy żydowskim cmentarzu w Miasteczku Śląskim sporządzil inż. Hubert Słota. Mieszkaniec naszego miasta i to od urodzenia.

Autor szkicu posiadł znajomość cmentarza żydowskiego i domu przedpogrzebowego z własnego doświadczenia, ponieważ wraz z rodzicami mieszkał w bliskości tego miejsca. Sporządził ten szkic na podstawie znakomitej pamięci, sięgając w głębię rzeczywistej, a nie wymyślonej przeszłości.

Dom przedpogrzebowy. To budowla murowana, z czerwonej cegły, a całość oparta na planie prostokąta. Dach był dwuspadowy, obłożony czerwoną dachówką. Drzwi wejściowe były duże i wysokie, prostokątne. Zapamiętałem je jako wyjątkowo wysokie, ale to mogło być wrażenie, odniesione przez dorastającego podrostka. Nad nimi było coś w rodzaju półkolistego zwieńczenia w murze, lecz nie była to architektoniczna ozdoba, a raczej symbolika nawiązująca do religii i cmentarza. A zaś po obydwu stronach drzwi były okienka.

Szczegóły tej symboliki nie zachowały się w mojej pamięci, a także u tych, którzy o tym pamiętają, lecz nie są w stanie wydobyć z pamięci szczegółów. Ten element był osadzony nad drzwiami wejściowymi, przez które wnoszono do środka zwłoki zmarłego; to akt szczególny w każdym wyznaniu religijnym. Dlatego nie można go w tym skromnym, dokumentującym opisie pominąć, ponieważ przez jego przypomnienie, jak i każdej innej istotnej wzmianki wypełnia się wiedza o przeszłości tego miejsca. Lecz jego właściwe odczytanie wymaga wiedzy, której sobie nie przypisuję.

W ciągu dnia, gdy bywaliśmy w środku domu, było w nim widno.Tylna część budowli położona była na terenie cmentarnym i z tamtej strony było nań wyjście. Po prawej stronie zabudowy miała być niewielka, pod względem kubatury, mała przybudówka, ale na terenie już cmentarnym; uważa się, że mogła to być przechowalnia narzędzi i drobnych przedmiotów potrzebnych przy pochówku.

Ostatni pogrzeb. Odbył się w 1937 roku, zmarłą była kobieta, z Lubszy Śląskiej, prawdopodobnie z żydowskiej rodziny Winerów; to z relacji naocznego świadka. W okresie międzywojnia na kirkucie pełnił służbę stróż.

Ogrodzenie. Pomiędzy boczną ścianą domu przedpogrzebowego, a początkiem muru okalającego teren cmentarny zamontowana była furta wejściowa i wyjściowa z kutych, żelaznych elementów; tamtędy można było wyjść z cmentarza po pogrzebaniu zwłok, co praktykowano w żydowskiej kulturze pogrzebowej. Dość wysokie ogrodzenie było zbudowane z ciosanego, białego dolomitu, który, co jest wysoce prawdopodobne pozyskiwano z miejscowych kamieniołomów; górna powierzchnia murku była obłożona czerwoną cegłą lub solidną dachówką tego samego koloru, pod lekkim skosem na zewnątrz. Patrząc na ogrodzenie z dalszej odległości można było zauważyć, że murek obniżał się wraz z terenem cmentarnym, w kierunku tylnej części pola cmentarnego, bo jego płaszczyzna nie była równa, ale jego podłoże było suche i piaszczyste, o czym można się i dzisiaj przekonać. Fronton budowli był poza cmentarzem, zaś pozostała jej część osadzała się już na nim.

Moje wrażenia. Z początku poznania tej budowli, a więc z czasów przedszkolnych, drzwi były solidnie zamknięte, ale można było patrzeć do środka przez szparę wierzeji drzwiowych, przez co jednak widoczna była tylko lewa strona wnętrza i zapamiętałem to, co zrobiło na mnie niezwykłe wrażenie; otóż na lewostronnej ścianie od wejścia widać było kolorowe malowidło ogromnych postaci, jedna z nich z księgą w ręku; zapewnie przedstawiała ona kogoś ze stron Starego Testamentu; kolory malowideł emanowały świeżością i soczystością barw, jak gdyby ktoś niedawno nałożył je na ściany; w środku było widno. Patrzyłem na nie z podziwem, ale i z bliżej nieokreśloną, dziecięcą obawą, graniczącą ze strachem, bo jej ogrom i powaga powodowały niezwykłe wrażenie; takie były moje odczucia z czymś do końca jeszcze nie odkrytym, a wtenczas sześciolatka - siedmiolatka. Powracałem tam, conajmniej kilka razy i to już w starszym wieku, rzadko który z kolegów podzielał moje zainteresowanie.

Konfabulacje. Nie jest prawdziwe twierdzenie, że cmentarz został sprofanowany w okresie II wojny światowej i to ani przez Niemców, ani przez Sowietów. Obydwa cmentarze: żydowski i parafialny katolicki zachowały się w swojej pierwotnej formie i urządzeniu. Mogę o tym w ten sposób pisać, ponieważ ten stan znam z autopsji i wielu żyjących moich kolegów i koleżanek może o tym również poświadczyć. W okresie przedszkolnym (już w PRL-u) jak i  w szkolnym bywałem wielokrotnie na tym cmentarzu; jego murowane otoczenie nie było naruszone, w podobnym stanie znajdowała się budowla domu przedpogrzebowego. Przypisywanie mieszkańcom, że to oni sprofanowali żydowski cmentarz, również nie może być prawdziwe. Groby obłożone szlachetnym marmurem zostały obrabowane przez tych, którzy łatwo sobie z ich inskrypcjami mogli poradzić w swoich warsztatach, ponieważ mogli je zeszlifować. W naszym mieście nie było żadnego warsztatu kamieniarskiego. Te cmentarne hieny nie mogły pochodzić z naszego miasta, bo nikt nie przenosił ciężkich płyt grobowych do swojej posesji, aby utwardzić dojście do chlewika, jak to napisano, a nawet zaapelowano o ich zwrot. Podwórza na prywatnych posesjach były z reguły utwardzone kamieniami, które znajdowano przy orce pól uprawnych, składano je na miedzach w formie małych kamiennych kopczyków, bogactwem w kamień były wysypiska pogórnicze, jak i nieczynne kamieniołomy.

Miejski kamieniołom. Na obrzeżach miasta od strony wschodniej, gdzieś w okolicach połowy dzisiejszej ulicy Dębiny w kierunku wschodnim, w bliskości gruntów rolnych naszych dziadków, gdzie czasami pasałem ich kozy, eksploatowano kamień wapienny. Zimową porą zjeżdżaliśmy tam sankami, wykorzystując różnicę poziomów wyrobiska i jego brzegowej skarpy. W tej okolicy zalegały porzucone różnorakie łamańce kamienne, które się nadawały do utwardzenia dojść prowadzących do chlewików, ale i innych celów o charakterze gospodarczym. Z tych porzuconych złomów skalnych korzystali mieszkańcy. Dlatego oskarżanie ich o to, że okradali groby na kirkucie, można włożyć między bajki. Do dzisiaj nie wiadomo, kto i na jakiej podstawie, rozpowszechniał pomówienia o kradzieżach grobowych obudów; ktoś tam coś widział, ale tego nie zgłosił, czego się obawiał? Osoba, która widziała te niecne czyny i nie powiadomiła o tym właściwe organy o popełnianym przestępstwie, stała się udziałowcem tego zdarzenia. Może chciała się jedynie dowartościować, lecz brakło odwagi, aby to ujawnić, lecz ją to nie usprawiedliwia; tym bardziej, że w naszej miejscowości była placówka Milicji Obywatelskiej.  Żadnemu z mieszkańców nie postawiono zarzutu dopuszczenia się takiego barbarzyńskiego czynu; wszystko to, co powiedziano o mieszkańcach naszego miasta, stawiając im zarzut kradzieży, to zwyczajne pomówienia. Jest to czyn karalny. A co też mogło się ukryć w takiej małej mieścinie jak nasza? gdzie każdy sąsiad wszystko wiedział o drugim, a tzw. klachy były na porządku dziennym. Zresztą takie barbarzyńskie czyny nie należą do cywilizacji łacińskiej, chyba, że się ktoś z niej wyślizgał.

Odpowiedzialność.To nie mieszkańców miasta należy obarczać winą za stan do jakiego został doprowadzony cmentarz żydowski. Było to zaniechanie obowiązkowych działań ze strony władzy, ponieważ szkody materialne wyrządzone w granicach administracyjnych miasta albo wsi, nawet nie będących własnością komunalną nie mogą być dla władz komunalnych obojętne, tym bardziej, że posterunek miejscowej MO był obsadzony. Jeśli reakcja władz pociąga za sobą nakłady, a miejsce pobytu właściciela nieruchomości nie jest znane to obciąża się jej hipotekę, podobnie dzieje się z zaleganiem podatkami, co trwa aż do czasu jej przewłaszczenia za długi na własność komunalną. Oczywiście pod warunkiem, że ówczesny porządek prawny na to zezwalał, a wydaje się, że zezwalał, bo jak się mawia: pewna jest tylko śmierć i podatki.

tablica

Foto tablicy, widocznej na dalszym planie, z informacją o miejscu dawnego, ale już nie istniejącego cmentarza żydowskiego. Autor foto: Karolina Kot, wykonane w 2016 roku.

Treść informacji: U góry tablicy Gwiazda Dawida. Pod nią napis: Miejsce spoczynku Żydów, dawnych mieszkańców Miasteczka Śląskiego. Cmentarz Żydowski został założony w drugiej połowie XIX wieku. Gmina żydowska działała do 1923 roku. A nieco poniżej tego opisu: Przechodniu uszanuj miejsce spoczynku zmarłych. Pod tym ostatnim  zapisem umieszczony został herb miasta.

Na cmentarzu żydowskim zostali pochowani także Żydzi: z Żyglina, Bibieli, Brynicy i Jędryska, a nawet z poza terytorialnie oznaczonej miasteczkowskiej Gminy żydowskiej, bo z Lubszy.

Upadek i ruina. Później, gdy już nie było ani drzwi wejściowych, ani tych prowadzących na cmentarz bywałem także w środku; pociągała mnie dawność i tajemniczość wystroju wnętrza tego domu, jak i samego cmentarza. Pamiętam z tego czasu, że po prawej, wewnętrznej ścianie były także malowidła, ale zarówno te z lewej jak i z drugiej strony były już podniszczone. Gdy w młodzieńczym wieku byłem w środku, wygląd wnętrza przedstawiał już smutny widok.

Strop domu miał kształ nadany mu przez dachową konstrukcję, wymalowany na kolor niebieski, ozdobiony gwiazdami, oprócz nich nie było na nieboskłonie żadnych innych malowideł; w każdym razie ja takich nie zapamiętałem. Wewnętrzne zwieńczenie dachu robiło wrażenie jego wklęsłości.

Na cmentarzu były solidne stelle z czarnego marmuru, ale także płyty z piaskowca, cienkie, leżące już wtenczas wprost na ziemi i inne elementy figuratywne. Były groby rodzinne, różniące się wielkością od pojedynczych. Kilka mogił było ogrodzonych, a wykonano je z żelaznych kutych prętów, zapewnie przez miejscowych kuźników; do grobów dochodziło się przez małe, wykonane także z prętów furteczki; u wezgłowia tych grobów osadzone były pionowo, solidne płyty o ozdobnej architekturze, a na nich inskrypcje i figuratywne wzory oraz inne elementy osadzone na płytach grobowych, przy niektórych po ich bokach były kolumienki z tego samego materiału co i płyty. Inskrypcje na stellach, płytach u wezgłowia bądź całkiem płaskich były sporządzone w językach hebrajskim, polskim i niemieckim, co potwierdzają fotografie zamieszczone w internecie. Niektóre miejsca pogrobowe robiły wrażenie zapadłych, co prawdopodobnie  spowodowały odległe czasowo pochówki.

Późniejsze moje zajęcia i opuszczenie miasta sprawiły, że nie byłem świadkiem zaniku tego historycznego miejsca kultu religijnego.

23.03.2019 i 28.04 2019 - Drobne uzupełnienia i korekty.

Wspomnienia i przekazy: Teodor Machura. Gerard Hajduk. Józef Dyrgała. Jerzy Drzyzga. Hubert Słota. Report Jan. Jerzy Hajduk. Hajnuś Machura. Benon Przybyłek. Waldek Kurc.

K. Pruszkowska „Pogrzebowe zwyczaje żydowskie”; K. Gwóźdź „Stosunki Wyznaniowe. Żydzi”, w: His-toria Tarnowskich Gór, red. J. Drabina; M. Wroński „Miasteczko Śląskie dawniej i dziś”; „Zapiski para-fialne ks. Teodora Christopha (lata 1871-1892)”, red. nacz. M. Wroński; L. Musioł. "Żyglin kronika parafialna".

 

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com