Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Krzyż przydrożny na Radloku i przy szosie tarnogórskiej.

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Prus       Data : 2020-07-14 14:26:22

1. Pod panowaniem Prus. 2.Władztwo Habsburgów. 3. PRL. Pierwsza pisemna wzmianka o krzyżu na Radloku pochodzi z 1875 roku i wyszła spod ręki ks. Teodora Christopha; "jesienią tego roku odnowiono go z własnych środków lokalii". Ale dawna kartografia daje świadectwo o tym, iż krzyż stojący przy starodawnej ścieżce pniowieckiej został postawiony już wcześniej, bo przed 1827 rokiem (dawna kartografia Górnego Śląska).

Dawny Radlok. To trudne dzisiaj do oszacowania leśne obszary miejskie i polne, na których wydobywano rudy, uprawiano pola i prowadzono gospodarkę leśną. To ostatnie nie odbiegało od opisu tych leśnych obszarów z lat 80. XIX stulecia; były to ciemne, gęste bory, w których rosło mnóstwo grzybów, czernicy, borówek i jeżyn, a w lasach tych pracowali węglarze, wyrobnicy gontów, sadzy, którzy żyli w tajemniczych ziemiankach (A. Hein...5/2007).

Nazwa Radlok. Obejmowała nie tylko zachodnie pola miasta, ale rozciągała się na miejskie tereny porośnięte hrabiowskim lasem (J. Nowak...1927), a ponadto przekraczała ona jego administracyjne granice dochodząc do rewirów leśnych Wymysłowa i Pniowca, które w części również należały do siemianowickich Donnersmarcków.

dworyec

Dworzec kolejowy na Radloku, foto własne.

O rozległości obszaru nazywanego Radlokiem świadczą następujce odniesienia: dworzec kolejowy wybudowany na Radloku, krzyż przydrożny na Radloku, dzisiaj przystanek autobusowy przy ulicy Dworcowej, testament sporządzony w latach 50. XX wieku, który określał położenie pola przy Witkach, w bliskości dawnej posesji Stachowiaków (Skrabacka) podkreślając, iż testamentodawca rozporządza polami położonymi na Radloku, a nie w Miasteczku (kopia testamentu Benona Przybyłka). Radlok, do czasu, był czymś odrębnym nie tylko od Miasteczka Śląskiego, ale i dawnego miasteczka Georgenberg, a nazwa zachowała się w przekazie ludowym i była używana dla uściślenia położenia konkretnego miejsca, o czym świadczy przywołany odręcznie sporządzony testament.

Według tarnogórskiego kronikarza obszar naszego miasta, na podstawie ustaleń z XIX stulecia, obejmował 848 ha i 50 arów, a z tego prawie 30% zajmowały lasy, lecz jego drzewostan należał do nakielsko-siemianowickiego Donnersmarcka. Ten intersujący stan prawny był pochodną z czasów, gdy miasteczko Georgenberg stanowiło jego prywatną (feudalną) własność; gmina nie posiadała własnych lasów. Początki zalesiania nieużytków miejskich, rozpoczęto w pierwszej dekadzie XX. stulecia, za Boksą, po prawej stronie dzisiejszej ulicy Cynkowej, lecz niecoś dalej na północ. Wyrośnięty obszar leśny nazywano Stadtwaldem.

U samego początku dziejów krzyża na Radloku mógł on być wystawiony w bliskości lasu, a nawet w jego otoczeniu, przy rozwidleniu dróżek-ścieżek.

Krzyż

Krzyż na Radloku, z jego prawej strony widoczna dawna dróżka pniowiecka, z lewej ścieżka przyległa do drogi prowadzącej do Dworca kolejowego. Został on w 1963 roku powalony przez silną wichurę. Autor foto : Józef Dańda. Pobrano z monografii Marka Wrońskiego "Miasteczko Śląskie dawniej i dziś." Własność Muzeum Miasta Katowice.

Dróżka pniowiecka.Ta z prawej strony była zwyczajną, polną ścieżką, którą później, już przejezdną, nazwano pniowiecką. Prowadziła ona do kopalń przy Jasiowej Górze, ale wcześniej przechodziła przez najstarszą dróżkę na południowo-zachodnich obrzeżach i dochodziła do kopalń w lesie pniowieckim, które wyłączono z ruchu w ostatnim ćwierćwieczu XIX wieku.

Ścieżka odnoga od ulicy Dworcowej. Dywersanci w skrócie. A zaś ta z lewej strony zmierzała w kierunku Dworca kolejowego, lecz jej lewa odnoga na wysokości zabudowań gospodarczych Wiktora Hendla prowadziła do zachodnio-północnych pól i łąk Radloka, przechodziła obok drewnianej stodoły wspomnianego gospodarza.

Do której mieli być doprowadzeni dywersanci - Ślązacy,zrzuceni z sowieckich samolotów na zapleczu frontu niemieckiego w październiku 1944 roku. Niemcy zorientowali się co do zrzutów dywersantów sowieckich, scigali ich i i zlikwidowali wszystkich co do jednego. Jedynie ci, którzy byli wyznaczeni do obserwowania obiektów tarnogórskich uchowali sie w liczbie czterech. Ich dowódca nawiązał kontakt  ze wspomnianym już posterunkowym, a przez niego z gospodarzem rolnym Wiktorem Hendlem. Ustalono, że mają oni trafić w określony wczesny poranek do posterunku (domu) Żoka, który miał ich doprowadzić do wspomnianej wcześniej stodoły Wiktora Hendla. Żok pełnił funkcję posterunkowego przejazdu przez tory kolejowe z Miasteczka do Kalet, lecz wskutek błędnego rozpoznania topografii i pominięcia miejsca docelowego, którym miał być wspomniany posterunek, doszło do tragedii. Do tego błędu doszło jeszcze i to, że tejże nocy zamieniono służby osób, które obsługiwały stację: t.zw. stawidło, to spowodowało,że gdy dywersanci zastukali do budynku stawidła, sądząc, że to posterunek, to zostali oni przyjeci nie przez tego, z którym byli umówieni, a w konsekwencja tego kolejnego błędu miała miejsce wspomniana tragedia.

Wskazana odnoga nie miała jednego i wyraźnego zakończenia, ponieważ jej dalsze odgałęzienia umożliwiały dojście do różnych pól i łąk na północ od drogi, która prowadziła w kierunku zachodnim od drogi prowadzącej do dworca kolejowego.  Pozwalała ona na dojście, najczęściej na skróty, pod "mały mostek", pod którym płynęły wody o nazwie "potoku granicznego". A stamtąd można było dojść pod wiadukt kolejowy i dalej w  odstępy leśne, by gdzieś w ich głębi można było wybierać sobie dukty leśne według własnego uznania.       

Nieznane początki krzyża na Radloku. Wspomniany krzyż należy do tych bez metryki, lecz sięga w głąb naszych dziejów, bo pierwsze wzmianki o kopalniach przy Jasiowej Górze pochodzą z drugiej połowy XVI stulecia. Nawet ks. Teodor przy zapisie o jego odnowieniu nie wspomina żadnej osoby ani wydarzenia, któremu by można przypisać jego osadzenie w tym miejscu. Należy on do tych, które stawiano na rozdrożu dróg, licem skierowanym ku miastu, a jednocześnie u progu wejścia w leśne niebezpieczne bory.

Młyn miejski, poza miastem. W 1562 roku właściciel miasta dokonał zamiany niewielkiej części swojego gruntu za inny przy Starym Pniowcu, który należał do szlachcica Mikołaja Wrochema, między innymi właściciela tej miejcowości, Starych Tarnowic i okolicy; były to dobra rycerskie. Łąkę wraz ze stawem zasilanym wodą ze strumienia Jerzy Fryderyk Hohenzollern oddał miastu w dzierżawę, za roczną opłatą 6 guldenów po 36 groszy, a każdy grosz po 12 halerzy; a gulden w tym przypadku znaczy talar, jak napisał kronikarz.

O monetach zlotych i srebrnych. Co miał na myśli kronikarz przyrównując gulden do talara? Czy miał na myśli gulden złoty, czy srebrny albo inną monetę? Otóż w tym czasie, który on opisuje, były już w obiegu guldeny złote i srebrne. Nowe początki dla złotych monet to schyłek średniowiecza.

W XIII w. pojawiła się dobra, złota moneta wyemitowana w Genui, którą nazwano: genovino; jednak jej żywot był krótki z powodów gospodarczych tego pięknego miasta. Jej śladem poszła Florencja bijąc w 1252 r. floreny. Ta moneta była wybijana ze złota najwyższej próby, ważącej około 3,5 grama; w ciągu roku zużywano do jej produkcji kilka ton czystego złota. Floren stał się monetą międzynarodową, a jego handlowa użyteczność sprawiła, że stał się także synonimem prawie każdej złotej monety. W XIV w. pojawiły się floreny węgierskie oraz reńskie; ówczesne Węgry były wyjątkowo zasobne w złoto i srebro.

Gulden złoty

 

W 1386 r. w Niemczech, a był to czas zamętu i wojen, czterej książęta nadreńscy, w tym jeden duchowny, utworzyli unię monetarną. Jej skutkiem była emisja złotych monet; z kolońskiej grzywny złota (233,651 grama), miano wybijać 66 monet, po 3,54 grama każda. Złotą monetą był dukat, wybito go w 1285 r. w Wenecji. Powtarzał on standart wagowy florena. W XIV w. Europa podzieliła się na dwie strefy wpływów. Na północ od Alp królował floren, zaś w południowo-wschodniej części basenu Morza Śródziemnego i na Wschodzie – dukat (D.Marzęta...2013).

Złote guldeny reńskie nazywano również florenami. Te pierwsze uznano w 1559 r. za monetę Rzeszy; była to złota moneta 19. karatowa o wadze 3,51 g, co było zgodne z konwencją z 1419 roku.

W 1484 roku władca Tyrolu arcyksiążę Zygmunt rozpoczął emisję srebrnych monet, które nazywano także guldenami (guldinerami) Miały one mieć taką samą wartość, jak gulden złoty, ponieważ starano się tutaj zachować wartościową równowagę pomiędzy złotem a srebrem, utrwaloną jeszcze w czasach średniowiecza, jak 1 : 10,8; dlatego srebrny gulden ważył prawie 30 gram, a złoty, jak podano wyżej. Zresztą zakres emisji srebrnego guldena miał charakter lokalny. Inne księstwa, mające kopalnie srebra, poszły w ślady arcyksięcia Zygmunta i tym sposobem pojawiły się srebrne guldeny w większej ilości.

W Niemczech ta dwuznaczność nazwy guldena spowodowała, że w XVI w. dla złotego przyjęło się używanie nazwy Goldgulden. W 1500 roku zasobna w srebro Saksonia rozpoczęła wybijanie srebrnych guldenów za panowania Fryderyka Mądrego; były to talary saskie.

W 1518 roku w Czechach w St. Joachimstal graf Stefan Schlick, mający bogate w srebro kopalnie, rozpoczął bicie srebrnych guldenów o szczególnie wyszukanej formie; nazwano je z czasem również talarami. O tym właśnie talarze, lecz niepełnym, pisze kronikarz. Talar był monetą udaną o wyrafinowanej estetyce, jak na tamte czasy. Cieszył się on powodzeniem i został przyjęty w obrocie towarowym. Wybijano go jedynie przez 6 lat, ale w dużej ilości. Nie był to jednak koniec emisji pięknych talarów, o zróżnicowanych motywach na ich awersach i rewersach (A. Banach...1967).

Talary niemieckie zostały wycofane z obiegu 1 października 1907 roku. Od tej daty nikt nie był zobowiązany do ich przyjmowania jako środka płatniczego, z wyjątkiem kas państwowych, którym zlecono ich wymianę po 3 mk za talara.

Co nazywano talarem niepełnym? Aby to wyjaśnić trzeba nam wrócić do XVI stulecia, do początków historii naszego miasta. Otóż z czasem emitowano 2/3 talara jako pełną monetę i nazywano ją guldenem; był to talar mniejszy, zawierający 2/3 wagi srebra talara pełnego. Wybijano połówki talarów oraz czwartą jego część również jako pełne monety, tę ostatnią nazywano ortem. Niepełny talar, czyli jego 2/3 wartości wpisał się w historię naszego miasta, o czym kronikarz wspomina dwukrotnie; przy zawarciu umowy dzierżawy w 1562 r. oraz przy umowie z 1793 roku, gdy Łazarz III zaproponował miastu 100 guldenów rocznie na utrzymanie szpitala, zamiast 12 furmanek rudy tygodniowo; 100 guldenów stanowiło tylko 66 i 2/3 talara.

Cząstkowe talary zastępowały skutecznie coraz gorszy srebrny grosz, który tracił swoją dotychczasową powszechną użyteczność, ponieważ ich obwody brzegowe skrajano, książęta śląscy i nie tylko oni wymuszali obowiązkową wymianę srebrnych groszy na nowowybite o mniejszej zawartości srebra. Było to zuchwałe oszustwo, które z reguły występuje przy każdej wymianie pieniądza.

Na gruncie oddanym w dzierżawę, przy wodnym zalewie, wystawiono młyn, który należał do miasta, chociaż był on położony poza jego administracyjnymi granicami. Tylko w nim obywatele miasta mogli mielić zboże. Gospodarze, z uwagi na znaczną odległość, przewozili je do młyna zaprzęgami zwierząt pociągowych, korzystając z dróżki obok krzyża, bo dochodziła ona do starodawnego traktu drogowego; brał on swój początek w dawnym Wielkim Żyglinie, snuł się po południowych obrzeżach miasta w kierunku zachodnim i wpadał w leśne bory pniowieckie, dochodząc wielkim łukiem w kierunku Małego Pniowca, aż pod Boruszowiec. Był on, jak to w tamtych czasach bywało niebezpieczny, dlatego podróżowano w grupie i to uzbrojonej. Ten leśny przejazd został przerwany w latach 80. XIX wieku z powodu budowy kolei żelaznej z Tarnowskich Gór do Kluczborka. Od tego czasu większego znaczenia nabrała dróżka pniowiecka, łącząca miasto z Pniowcem, a zaś przejazd przez tory kolejowe odbywal się pod nadzorem (szlabany).

Do tej najdawniejszej drogi do Pniowca, już prawie zapomnianej, powrócono w okresie drugiej wojny światowej, ponieważ planowano rozbudowę rozjazdu kolejowego; stan dzisiejszy jest repliką tej koncepcji, chociaż nie z aptekarską dokładnością. Wiązało się to ze zniesieniem dróżki pniowieckiej, która prowadziła przez tory kolejowe do Małego Pniowca. Rozpoczęto zatem budowę nowej, która miała być odgałęzieniem od ulicy Dworcowej w kierunku zachodnio-północnym i przechodzić pod wiaduktem,który istnieje do dnia dzisiejszego za stacją kolejową w stronę Kalet, i dalej prowadzić w las, aż do Pniowca. Lecz zakończenie działań wojennych przekreśliło rozpoczęte prace budowlane. Ślady po rozpoczętej, a następnie porzuconej budowie pozostały w lesie, lecz dzisiaj niełatwo je dostrzec. Dawniej jej cechą było to, że zanikała nagle, była to droga prowadząca do nikąd. Do koncepcji rozbudowy rozjazdów torowych powrócono w latach 60. minionego stulecia.

Ks. Władysław Branny. Objął urząd administratora parafii w styczniu 1947 roku. Zapewnie już w następnych latach przeprowadzona została inwentaryzacja przydrożnych i przykościelnych krzyży wraz z oceną ich stanu; okazało się, że drewnostan niektórych wymaga ich wymiany. Znalazło się kilku fundatorów dla wystawienia nowych, a o wymianę pozostałych musiała zatroszczyć się parafia. Drewnostanu krzyża na Radloku nie wymieniono, ale poddawano go okresowej konserwacji.

Pielgrzymowanie do Sanktuarium Samotrzeciej. Związane jest z niewielką, drewnianą figurą św. Anny, którą umieszczono w kościele św. Anny Samotrzeć, na szczycie Chełmskim, na początku XVII w. Masowe pielgrzymowanie do tego miejsca kultu religijnego ożywiło objęcie tego ośrodka przez Franciszkanów reformatów z prowincji małopolskiej (1655 rok).

Gora św. Anny

Widok na Górę św. Anny od strony północnej (położenie: Leśnica). Foto pobrano z Wiki...

Pielgrzymowanie na Górę św. Anny zostało zakazane przez władze pruskie w 1874 roku. Jednak zakaz ten został wnet przyćmiony przez ożywczy przejaw religijności ludu górnośląskiego, dzięki misjom parafialnym i popularyzowaniu tego miejsca w katolickiej prasie. Już od 1883 roku wzrastała liczba pielgrzymek do tego Sanktuarium.

W kancelarii kościelnej pw. św. Anny prowadzono tzw. Acta Montis, w których rejestrowano notki o ruchu pielgrzymkowym i to już od 1764 roku. Stąd pochodzą pewne informacje o tym, że do kościoła na Górze św. Anny w drugiej połowie XVIII w. zdążali wierni z górnośląskich parafii: tarnogórskiej, pszczyńskiej, bytomskiej, radzionkowskiej, miasteczkowskiej lokalii i parafii mikołowskiej.

Pierwszy drewniany kościół zbudowano na Górze Chełmskiej w latach 1480-1485, a pierwsza udokumentowana wzmianka o kościele pochodzi z 25 czerwca 1516 r.  W 1656 roku przybyli tutaj franciszkanie, a w sto lat później drewniany klasztor zastąpiono murowanym.

Wielkim orędownikiem pielgrzymek do Sanktuarium Samotrzeciej był ks. T. Christoph; lokalista kościoła w naszym niedużym mieście. Łączyły go więzy przyjaźni z tamtejszymi ojcami i braćmi zakonnymi, którzy kilkakrotnie prowadzili w tutejszej lokalii Misje św. Od 1884 roku mieszkańcy naszej lokalii i nie tylko oni odbywali regularne pielgrzymki do Sanktuarium św. Anny. A w 1934 roku, nasi ojcowie i dziadkowie z wielką radością mogli świętować 50-tą rocznicę swego pielgrzymowania (L. Musioł...1965). A radość ta jest niewyczerpalna, bo pielgrzymowanie do św. Babci Jezusa trwa niezmiennie.

Trasa pątnicza do Sanktuarium św. Anny ropoczynała się wyjściem z naszego kościoła i prowadziła obecną ulicą Dworcową (dawniej Pniowiecką) do krzyża na Radloku. Był on od dawna świadkiem niezliczonych wydarzeń, nabożnych westchnień, próśb i podziękowań. I to przy nim polecali się Bożej opiece pątnicy zmierzający do Sanktuarium św. Anny.

Dalej szli oni dróżką pniowiecką, a następnie duktem leśnym Tillyny dochodząc do Pniowca. Stamtąd przechodzili przez Boruszowiec, Hanusek k/dworca, następnie obok Wielowsi, przez Błażejowice, Toszek, a gdy strudzeni dotarli do Kotulina, tutaj się zatrzymali, aby odpocząć i przenocować. Na drugi dzień pielgrzymka docierała do Sanktuarium św. Anny. Przebywali w tym miejscu przez trzy dni. Na powrót do parafii i rodzinnych domów potrzebowali dwóch dni.

Ze wspomnień wiemy, że przewodnikami, którzy prowadzili pątników byli: Walter Kaczmarczyk, Szymek Wodarczyk, Tomek Wodarczyk, a bliżej naszych czasów Antek Lech; nie jest to wykaz wyczerpujący, bo pamięć o innych się zatraciła. Bywało, że przykościelna orkiestra również towarzyszyła pątnikom.

Zakazy pruskie i socjalistyczne. Pielgrzymowanie było zakazane nie tylko w czasach pruskich, ale i w PRL-u. Bez zgody władzy administracyjnej nie można było iść w grupie z symbolami wiary katolickiej: sztandarem, obrazem, a przede wszystkim krzyżem, który był niesiony na czele pielgrzymki. Jednak zaradni pątnicy sporządzali krzyże z młodych pędów brzozowych, na których zawieszano małe pasyjki. Była to taka konstrukcja, że można ją było łatwo złożyć, co było istotne, ponieważ należało zachować ostrożność przed wszędobylskimi, służbami wiadomego rodzaju. Przewodnicy rozkładali je ponownie przy dojściu do sanktuarium i przy powrocie do parafialnego kościoła.

wnętrze

Prezbiterium drewnianego kościoła p.w. NMP w Miasteczku Śląskim. Wnętrze prezbiterium widziane z empory. Autor: Adrian Tyc. Praca własna. Pobrano z Domeny publicznej. Stan po profanacji.

Po przybyciu z Góry św. Anny zawieszano te pątnicze krzyże na bocznej ścianie w drewnianym kościele. Cieszyły one wiernych, bo wzbudzały pielgrzymkowe wspomnienia i zadowolenie z „wykolegowania” władzy ludowej. Wszystkie one zostały zniszczone w jakimś diabolicznym szaleństwie w nocy, w której dokonano profanacji w drewnianym kościele. Skradziono wota obrazu MB Częstochowskiej i drewniane figury aniołów przy ołtarzu (czwartym), a także drewniane postacie czterech ewangelistów; były one wkomponowane w górną część obwodu kazalnicy. Ich repliki wykonał, wg. zachowanych fotografii, znany miejscowy śp. rzeźbiarz amator Franciszek Siwy; wielokrotnie nagradzany za swoje prace.

Rada Dzielnicy i jej skuteczność. Gdy ukonstytuowała się Rada Dzielnicy, której przewodził Hubert Rupik, to w ich skromnym pomieszczeniu biurowym dzisiejszego magistratu zawieszono na ścianie jeden z tych pątniczych krzyży, aby każdy, kto wszedł do tego biura mógł się szybko zorientować z kim będzie miał do czynienia, i nie tracił nadaremnie swojego czasu. Ta grupa miejscowych zapaleńców starała się o ustanowienia z dotychczasowej dzielnicy Tarnowskich Gór autonomicznej, miejskiej jednostki administracyjnej, czyli Miasteczka Śląskiego; zdali swój obywatelski egzamin na celująco.

W roku 1960 rozpoczęto budowę Huty Cynku. Już w 6 lat później nastąpił rozruch pierwszego pieca przewałowego do produkcji tlenku cynku. Prawie trzy lata wcześniej wybudowano osiedle dla 2500 mieszkańców, a ponadto nowy budynek szkolny, nowoczesny ośrodek zdrowia, obiekty usługowe i oczyszczalnię ścieków.

Po odwilży roku 1956 władze komunistyczne ponownie rozpoczęły prowadzenie antykościelnych działań. Na początku 1958 roku w specjalnym piśmie sekretariatu Komitetu Centralnego do instancji partyjnych zawarto bardzo ostrą analizę działań Kościoła katolickiego przeciwko państwu socjalistycznemu i atak na program obchodów Milenium Chrztu Polski zaproponowany przez Episkopat (prof. W. Roszkowski...1997).

Był to początek nowej odmiany dawnych wojen kulturowych, i tak jak te z przeszłości były skierowane przeciwko kościołowi katolickiemu i polskości.

Stojący krzyż przy wjeździe na teren dużego osiedla nie mieścił się w hołubionych założeniach przewodniej reprezentacji narodu, dla której wzorem był zupełnie ktoś inny, człowiek sowiecki na wzór i podobieństwo Soso; za tą ksywą stał w ówczesnej literaturze, w naszych szkolnych latach, Josif Dżugaszwili. Zatroskanie powiatowej, jak i miejscowej organizacji PZPR nie było udawane. Jawne usunięcie krzyża mogło doprowadzić do zawsze nieobliczalnych w skutkach zdarzeń w parafii, którą zarządzał odważny i wierny Tradycji Katolickiej proboszcz Władysław Branny. Usunięcie bądź zniszczenie krzyża w nocy nie wypadało komitetom PZPR akceptować, bo czy przewodnia siła narodu może tolerować zbójeckie metody niszczenia mienia, nawet jeśli jest ono kościelne; wtedy trudno byłoby stawiać przeszkody dla wystawienie w tym miejscu nowego, bo można byłoby to postrzegać jako usprawiedliwienie czynu sprawców, prowokując tym podejrzenie zlecenia im tego barbarzyństwa.

Skutki sił przyrody. W dniu 30 czerwca 1963 roku przeszła nad naszym miastem gwałtowna burza z porywistą wichurą, której skutki pamiętają nie tylko szkolni rówieśnicy, ale i wielu starszych i młodszych i nie tylko rodzimych mieszkańców. Wiatry huraganu dęły od zachodniej strony. Drewniane obudowanie poziomej i pionowej belki krzyża na Radloku zwiększyło znacznie jego powierzchnię i to właśnie od zachodniej strony. Napór siły wiatru wzmógł się przez to wielokrotnie, napierając na jego wieloletni już drewnostan, który nie mogąc znieść siły jego parcia, został powalony. Kilka pokryć dachowych zerwał huragan, przenosząc je na dalekie od nich odległości, miały miejsce i inne szkody.

Ten krzyż przydrożny z charakterystyczną, drewnianą obudową pamiętają ci, którzy obok niego wielokrotnie przechodzili, aby oglądać mecze piłki nożnej Odry Miasteczko Śląskie, jak również pracownicy i uczniowie, którzy, z wyjątkiem niedziel i dni świątecznych, dochodzili do stacji kolejowej, aby stamtąd dojeżdżać pociągami w kierunku Tarnowskich Gór bądź Lublińca. Prawie mój cały rocznik klasowy przechodził obok wiekowego krzyża na Radloku przez wiele lat z wyjątkiem tych, którzy zamieszkiwali na banie, tj. przy dworcu kolejowym bądź w jego okolicy.

Skoro siły przyrody wyręczyły tych, którzy głowili się nad sposobem usunięcia krzyża, uznano to zapewnie za prawdziwy cud, chociaż oficjalnie w komitetach w żadne cuda nie wierzono. Nie zachodziła również potrzeba wszczęcia dochodzenia, bo któż by się ośmielił ukarać prawa przyrody. Ten przyrodniczy przypadek wystarczył, by proboszcza parafii powiadomić, że na tym publicznym miejscu żadnego krzyża postawić nie wolno. Czy już wtedy państwowa administracja uzasadniła decyzję planowanej budowy, aby w tym miejscu wystawić przystanek autobusowy? Tego nie wiemy. A jest to zresztą nieważne, bo rzeczywistym celem administracyjnej decyzji było pozbycie się w tym miejscu katolickiego symbolu. Przystanek autobusowy wystawiono przy końcówce drogi dochodzącej z osiedla do ulicy Dworcowej.

Pokonywanie przeszkód. Lecz tylko ten, kto nie znał ks. proboszcza Władysława, mógł zacierać ręce, że udało się go zniechęcić do starań o postawienie krzyża nowego, w miejscu powalonego przez wichurę. Przeciwnicy podnosili argument, że skoro siły przyrody zadecydowały o jego upadku to może się to powtórzyć, dlatego postawienie w tym publicznym miejscu nowego może okazać się niebezpieczne.

Jednak wytrwały ks. Władysław nie ustępował. Bo czy ktoś, kto przeżył kilka lat w niemieckich obozach koncentracyjnych najpierw w Sachsenhausen, a następnie cztery lata w Dachau, gdzie bywał upodlony z powodu kapłaństwa katolickiego i stał się zwyczajnym przedmiotem dla medycznych eksperymentów, może zdradzić krzyż, który był w tych przedsionkach piekła jego niezawodną podporą.

Niezmienny w swym postanowieniu ks. proboszcz Władysław chodził i pukał do różnych urzędowych drzwi, rozmawiał i tłumaczył. Czy rzeczywiście przekonał oponentów, czy też mieli już dość tych niezwyczajnych starań? tego niestety nie wiemy. Wreszcie uzyskał zgodę na wystawienie nowego krzyża, ale warunkowo, bo można go było postawić, ale nie przy drodze wjazdowej do nowego osiedla i w żadnym przypadku na publicznym gruncie. Miano zapewnie nadzieję na to, że nie znajdzie się nikt, kto przeznaczy kawałek gruntu pod wielowiekowy krzyż. Liczono również na szeptaną propagandę zastraszania; o czym wiadomo z wiarygodnych źródeł.

Gotowość usadowienia krzyża na swojej posesji położonej naprzeciw miejsca, na którym stał poprzednio upadły, wyraziła zacna rodzina Galbasów, lecz ta propozycja została odrzucona, ponieważ byłby on wystawiony przy wjeździe do osiedla, a tego chciano uniknąć. Kolejną chętną rodziną byli p. Augustyniokowie. W tym przypadku administracyjne rygory zostały spełnione. Dzięki tej zacnej rodzinie starodawny krzyż, a już odnowiony i poświęcony, postawiono w niewielkim oddaleniu od pierwotnego miejsca, na którym osadzane były najdawniejsze. I dlatego możemy go nadal nazywać, jak i następne osadzone na tym miejscu, nie mijając się z prawdą, krzyżem na Radloku.

krzyż

Krzyż na posesji rodziny Augustynioków. Osadzony w tym miejscu w 2005 roku. Autor foto: Grzegorz Marszałek./2014.

Drewno tego krzyża wraz z pasyjką zostało zastąpione nowym drewnostanem i pasyjką w 2005 roku. Dolna końcówka pionowej jego belki wyniesiona została ponad powierzchnią ziemi, aby zapobiec jej butwieniu w ziemi. Pod pionową belką krzyża usytuowano betonowy fundament, wyprowadzono z niego stalowe obejmy, które zostały skręcone z drewnem krzyża. Wystarał sie o to nasz klasowy kolega Achim Darmas.

Odnowienie krzyża. W 1951 roku wystawiono nowy, drewniany krzyż, przy polnej dróżce prowadzącej od szosy tarnogórskiej do Nowego Chechła. Jego fundatorami byli Dominik i jego żona Marta Augustyniokowie. Pani Marta ufundowała również skromną pasyjkę do tego krzyża. Obróbką drewna i jego ustawieniem zajmowali się Piętka Wiktor i Przybyłek Maksymilian (Maks). Dnia 3 czerwca tego samego roku, po powrocie pielgrzymki stanowej mężczyzn z Piekar Śląskich, nowowystawiony krzyż poświęcił uroczyście ks. Władysław Branny (L. Musioł...1965).

W 1956 roku zacni małżonkowie Dominik i Marta Augustyniokowie oraz ich syn Franciszek, mieszkający wówczas w Belgii, ufundowali biały nieszpornik o dużej wartości materialnej, był doskonałej jakości. Nieszpornik to strój liturgiczny używany przy nabożeństwach nieszpornych, zwany także kapą. Wykonały go Siostry Służebniczki z Radzionkowa (L. Musioł...1965).

Dominik Augustyniok urodził się w Bodzanowicach k/Olesna Śląskiego. W Miasteczku prowadził gospodarkę rolną, ale z zawodu był mistrzem wyrobów ceramicznych, praktykował w Bochum. Jako mistrz produkcji pracował w tutejszej cegielni; przyjaźnił się z naszym ojcem, obaj pochodzili z powiatu oleskiego. Żona Dominika Marta Karolczyk urodziła się w naszym mieście.

krzyż

Foto. Praca wlasna.

Krzyż wystawiony przy szosie tarnogórskiej nie był pierwszym w tym miejscu, ponieważ dawna kartografia sytuuje go przy polnej dróżce jeszcze przed 1827 rokiem. Prowadziła ona do osady, której początki sięgają XVII stulecia, a nazywanej wtenczas z niemiecka Neu Chechlau. W naszej lokalnej kronice kościelnej zapisano, że w 1882 roku krzyż na tym miejscu został odnowiony i poświęcony, a środki finansowe z tym związane pochodziły od lokalnego Bractwa Różańcowego. Dnia 6 sierpnia tego samego roku poświęcił go ówczesny lokalista ks. T. Christoph (L. Musioł ...1965).

Dawniej zatrzymywały się przy nim pielgrzymki z naszej parafii, które zmierzały polną dróżką do Piekar przez Nowe Chechło, jak i w drodze powrotnej. Ten polnoleśny trakt używany przez pątników od XVII stulecia, a może i wcześniej, gdy tylko rozeszła się wieść o piekarskiej ikonie Najświętszej Maryi Panny, która zasłynęła z cudowności (XVI w.).

Gdy rozpoczęto w czasach współczesnych eksploatację piasku i to na dużą skalę, w niewielkim oddaleniu od krzyża, a pokopalniane wyrobiska zalała woda, wtedy to pątnicza dróżka gdzieś się zapodziała. Na miejscu wyrobiska powstało ogromne jezioro Chechło-Nakło.

Od tamtego czasu uczestnicy pielgrzymek maszerują do Piekar Śląskich przez Wielki Żyglin. Na czele pielgrzymki, jak to było w zwyczaju, niesiono krzyż. O niektórych przewodnikach, nosicielach pątniczego krzyża zachowała się pamięć, a należeli do nich: Józef Nowara, Józef Kaczmarczyk - syn leśnika, ale także i inni; z kroniki kościelnej wiemy, ze pielgrzymki do NMP Piekarskiej organizował również ks. T. Christoph.

W niewielkim oddaleniu od przydrożnego krzyża urządzali sobie postoje kierowcy ciężarowych samochódow, dla odpoczynku. Przez nieuwagę, przy cofaniu jednego z nich, naruszona została drewniana kontrukcja krzyża, który się rozpadł; miało to miejsce w 2005 roku. Drewniana konstrukcja miała 44 lata, więc nie mogła się oprzeć sile potężnego TIRA. Drewno usunięto, zostało ono spalone.

Ówczesny administrator parafii śp. Ks. Grzegorz Dewor postarał się o drewno dębowe, które wystarczyło na dwa przydrożne krzyże, zawieszono także nowe pasyjki dla każdego z nich. Pierwszy z tych krzyży wystawiono przy szosie tarnogórskiej, jak na fotografii, a drugi w miejsce krzyża na posesji p. Augustynioków, bo drewnostan z 1963 roku miał już także swoje lata.

Elementy jeszcze nie obrobionego drewna dla obydwu krzyży, zostały przygotowane w tartaku śp. Rudolfa Walochnika. Obrobką drewna dla złożenia konstrukcji obydwu krzyży zajął się nasz kolega klasowy Joachim Darmas; z zawodu mistrz stolarski. Jest on znawcą nie tylko sztuki obróbki drewna, ale jest również czynnym uczestnikiem przykościelnej (Hutniczej) orkiestry, którą przez 9 lat prowadził jako dyrygent.

Miejsce pod nowy krzyż przygotowano w taki sposób, aby dolna część jego pionowej belki została wyniesiona ponad powierzchnię ziemi. Dlatego w gruncie ziemi został osadzony betonowy fundament, z którego wychodziły dwa "ceowniki" stalowe, pomiędzy nie została włożona dolna część pionowej belki krzyża; stal i drewno zostały skręcone śrubami. pomysłodawcą tej zgrabnej podpory krzyża był Hubert Rupik, który zadbał również o wykonanie tych stalowych elementów.

Sprawami dowozu materiału budowlanego, drewnianych części na miejsce i innymi zajmował się miejscowy przedsiębiorca Bogdan Urbańczyk. Wielu innych mieszkańców miasta zaangażowało się przy pracach około tego przydrożnego krzyża, m.in. pp. Kalinowski, Kurzawski, Dominik Darmas, Dulscy i inni.

Obydwa krzyże zostały poświęcone przez ówczesnego kanclerza kurii biskupiej w Gliwicach ks. Bernarda Koja.

Źródła:

L. Musioł. Z przeszłości kościelnej Miasteczka 1965. Arch. parafialne; Komentarz prof. Wojciecha Roszkowskiego, z cy-klu "Dźwiękowy przewodnik po najnowszej historii Polski" 17.01.1997, aud. A. Steckiej; J. Nowak. "Kronika miasta i powiatu Tarnowskie Góry 1927"; A. Hein. "Karl Franz Mainka. Pisarz ludowy i regionalista". Entenring 5/2007; D. Marzęta. "Reformy monetarne w średniowieczu", w: "Szkoła Nawigatorów 2013". A. Banach. "Zbierajmy pieniądze" 1967; Ks. J. Myszor. "Pielgrzymki Górnoślązaków w XIX i na początku XX w". ŚSHT, 1982; A. Nobis. "Lokalność i globalność,różne formy pieniądza".

Przekazy: Janek Report. Leokadia Cofałka. Stefania Augustyniok. Joachim Darmas. Hubert Rupik.

https://www.wikiwand.com/pl/G%C3%B3ra_%C5%9Awi%C4%99tej_Anny

https://www.arcus.org.pl/test_www_2/przewodnik-po-sanktuariach-opis.php?obiekt=109

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com