Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Krzyż przydrożny przy szosie woźnickiej

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Prus       Data : 2016-12-22 15:35:27

 

Śląsk pod władaniem Prus. Szosa łącząca Woźniki z Tarnowskimi Górami przez Georgenberg. Ulica Woźnicka była jedną z pierwszych dróg wylotowych w dawnym miasteczku Georgenberg. Do 1874 roku nie była to droga bita, a raczej polna, piaszczysta, ale przejezdna w kierunku dzisiejszego Żyglinka, a stamtąd w niewielkim oddaleniu od dawnego Zollamtu prowadziła już lepsza. Ta dobra droga rozpoczynała się od ważnego wtedy już Świerklańca, do którego wcześniej przeniesiono kasztelanię z dawnego Bytomia. Tą lepszą drogą można było dotrzeć do starodawnego miasteczka o nazwie Woźniki; to niewielkie wtenczas miasteczko zawdzięczało swoją handlową użyteczność położeniu przy drodze będącą odnogą od głównej trasy Kraków - Olkusz - Bytom - Wrocław. Na tej odnodze drogowej były urządzone komory celne w Siewierzu, Woźnikach, Lublińcu i w bliskim Lubecku, a także w Oleśnie.

Miejsce osadzenia krzyża. Na zakolu szosy woźnickiej, po lewej stronie od miasta, w kierunku Żyglinka wystawiony był i jest nadal krzyż przydrożny. Został on osadzony na tym miejscu, po raz pierwszy, w ostatniej dekadzie XIX stulecia. Jego fundatorem był zamożny, miejscowy gospodarz Pękaty (Penkaty). Nie zachował się przekaz o motywach jego osadzenia w tym miejscu.

Postawiono go na dawnym i zachowanym do dzisiaj rozdrożu. Z prawej jego strony ułożyła się polna dróżka w kierunku północnym, którą można było dojść do kolonii Kolybki i dalej, aż do Jendryska; dzisiejsza ulica Cynkowa stanowi obecnie jej fragment. A zaś z lewej strony urządzona była szosa prowadząca do Żyglinka. Wcześniej była to droga bita, z kamiennego tłucznia bądź żwiru. Ks. T. Christoph w swoich zapiskach wymienia rok 1874, jako zakończenie jej budowy.

Kim był jego fundator? Fundatorem krzyża był zamożny gospodarz, z rodzimego rodu Pękatych (Penkatych) o imieniu Emanuel. Jeszcze o nim w innym opracowaniu przeczytamy. Według przekazów ród Pękatych wywodzi się z Małopolski, z okolic  Olkusza; zajmowali się kuźnictwem. Dawne kuźnictwo było czymś w rodzaju manufaktury. W latach lokacji naszego miasta kuźnictwo pozostawało w związku z lokalnym górnictwem, innymi słowy była to skupiona górniczo-hutnicza zawodowość.

W powszechnym użyciu nazywano ten krzyż: koło Pękatego.W 1998 roku wywrócił się on z powodu zbutwienia drewna osadzonego w ziemi. Upadek pionowej belki krzyża spowodował rozbicie się porcelanowej pasyjki, przymocowanej do jego drzewca. O nową wystarał się ówczesny proboszcz ks. Paweł Laby. Ten upadły krzyż nie był pewnie tym, który wystawiono pod koniec 19. stulecia, bo upłynęło ponad sto lat od jego osadzenia na rozstaju dwóch ważnych dróg: do Jendryska i w kierunku Woźnik.

Krzyż na zakolu

Rodzimi mężowie przy zbożnej pracy.

Starania i prace przy wystawieniu nowego.Nowe drewno przeznaczone do złożenia konstrukcji krzyża było pochodzenia świerkowego, również i o to drewno wystarał się ks. prob. Paweł Laby. Transportem drzewa z lasu do tartaku i jego pocięciem na odpowiednie gabaryty zajmowali się: Brol Jan (Hanik) wraz z zięciem Morawcem. Roboty stolarskie wykonał, nasz kolega klasowy, Achim Darmas wraz z synem Dominikiem. To Achim wymyślił koncepcję drewnianej obudowy górnej części krzyża. Została ona wykonana ze skrawków drewnianych, które pochodziły z obróbki drewna w tartaku.

Nowo złożony drewniany krzyż został osadzony w porze wiosennej 1999 roku w miejscu, w którym stał poprzedni. Mężami czynnymi przy jego osadzaniu, jak to zostało ujęte na załączonej fotografii, byli: Paweł Tobor i jego zięć Eugeniusz, Brol Hanik i jego zięć Morawiec, Achim Darmas wraz z synem Dominikiem oraz Janek Pękaty.

Krzyż na zakolu

Krzyż przydrożny na starodawnym rozdrożu, a obecnie ulic Cynkowej i Woźnickiej

Poświęcenie krzyża. W tym samym roku krzyż został poświęcony przez ks. prob. Pawła Labego. Szeroki krąg sąsiadów mieszkających w bliskości nowego krzyża, zebrał środki na jego godny wystrój przy poświęceniu. W tym uroczystym dniu Paweł Tobor złożył przyrzeczenie opieki nad krzyżem, dopóki starczy sił. To też po kilku latach, z uwagi na podeszły wiek, przejął jego deklarację opieki nad krzyżem Janek Pękaty, nasz kolega klasowy. Przyjął się zwyczaj składania intencji mszalnych za wszystkich czynnych przy pracach około niego, jak i składających ofiary dla jego upiększenia i dbających o jego otoczenie. Pan Teodor Machura ufundował krzewy ozdobne po obydwu jego stronach, widoczne na fotografii.

Mieszkańcy pięknej Italii, którzy pragnęli wrócić do swojej ojczyzny. Według zapisu w miejscowej metryce kościelnej z 19. stycznia 1945 roku, a był to już sobotni wieczór, weszli do miasta Sowieci. W przekazie z tego samego dnia, lecz z innego źródła mowa jest o tym, że  nieco wcześniej dwaj mężczyźni, w podniszczonych wojskowych niemieckich mundurach, zatrzymało się przy obejściu leśniczówki przy Kolybce. Na ujadanie psa wyszła z domu żona leśniczego i zauważyła, że wyglądali dość nędznie, lecz nie prosili o jedzenie, ale sprawiali wrażenie chęci rozmowy. Zapytała ich zatem, dokąd idą. Odpowiedzieli, że wracają do Italii i prosili o wskazanie im drogi, którą dojdą do swojej ojczyzny. Posługiwali się słabą niemczyzną. Gospodyni ostrzegła ich, mówiąc, że sowieckie patrole pokazały się już w pobliżu Żyglinka i Miasteczka. Zaproponowała im skrytkę w lesie, lecz odmówili i poszli ku swojemu przeznaczeniu. Byli to prawdopodobnie zbiegowie z obozu pracy przymusowej, który był urządzony w tyllińskich lasach, za dworcem kolejowym (więcej o  Obozie pracy przymusowej, gdy tekst zostanie umieszczony na stronie).

Na drugi dzień odkryto ich zwłoki obok krzyża Pękatego przy ulicy Woźnickiej. Zostali rozstrzelani przez Sowietów, którzy wybrali akurat to miejsce, pewnie nie bez powodu, dla dokonania egzekucji. Ich zwłoki wraz z dwojgiem innych, także w mundurach niemieckich, złożono na placu kościelnym przy murku, okalającym go od strony południowej, w samym narożu od strony zachodniej; wtedy były tam ubikacje. Ostatecznie pochowano ich na parafialnym cmentarzu, przy murowanym (dawniej) ogrodzeniu od strony południowej. Ich wspólna mogiła zachowała się do dzisiaj, jest obmurowana, na której osadzono metalowy, pięknie wyrobiony krzyż, o który się wystarał i osadził na mogile nasz ś.p. kolega klasowy Piegza Alfons – Fondzel.
 
Źródła.                                                                             
Wspomnienia i przekazy: Paweł Tobor. Achim Darmas. Józef Kaczmarczyk-syn leśniczego. Hildegarda Konieczna. Teodor Machura. Józef Paras. Alfons Piegza. Benon Przybyłek
 


Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com