Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Samorządność po drugiej WW / 2

Kategoria :  PRL       Data : 2017-07-24 18:00:46

Okres po 1945 r. Z początków samorządności. W dniu 28 maja 1945 roku odbyło się kolejne posiedzeniu MRN. Udział w nim wzięli: Słota Bernard. Wieczorek Stanisław. Buszka Franciszek. Janus Antoni. Kaczmarczyk Fryderyk. Nowak Korneliusz. Śliwka Konstanty. Wylężek Paweł i Urbański Wiktor.

Podczas posiedzenia opuścił sesję przewodniczący Słota Bernard na podstawie zarzutu, który wysunął wobec niego Janus Antoni, a dalsze prowadzenie posiedzenia sesji przejął Wilk Teodor, przewodniczący zarządu miasta. Jednocześnie wytypowano trzech przedstawicieli MRN Nowaka Korneliusza, Buszkę Franciszka i Janusa Antoniego, którzy powinni sprawę zawieszonego w czynnościach przewodniczącego przedstawić władzom powiatu.

Na tym samym posiedzeniu postawiono zarzut Kaczmarczykowi Fryderykowi. W drodze tajnego głosowania został on pozbawiony członkostwa w MRN. Za wprowadzenie władz magistratu w błąd, pożegnano się także z ówczesnym sekretarzem MRN.

Podczas czerwcowej sesji MRN byli obecni: Wieczorek Stanisław, który przewodniczył obradom, Buszka Franciszek. Janus Antoni. Wylężek Paweł. Zwadło Ryszard. Urbański Wiktor. Chmiel Ludwik. Penkaty (Pękaty) Andrzej. Nowak Korneliusz i Wilk Teodor.

Nowi członkowie zostali zaprzysiężeni, a na przewodniczącego MRN wybrano Penkatego Andrzeja.

Przewodniczący poinformował, że zgodnie z zawiadomieniem władz miasta przez organizację PPR-u, cofa się rekomendację przewodniczącemu MRN Słocie Bernardowi i członkowi rady miejskiej Śliwce Konstantemu.

Kolejna sesja odbyła się w dniu 7 czerwca w obecności v-ce starosty tarnogórskiego Paska, kierownika tarnogórskiej Powiatowej Rady Narodowej Maleckiego oraz Wilka Teodora i Penkatego Andrzeja. Wieczorka Stanisława. Buszkę Franciszka. Janusa Antoniego. Zwadło Ryszarda. Urbańskiego Wiktora. Strzyszcza Józefa i Nowaka Korneliusza.

Porządek obrad tego posiedzenia przewidywał: 1) Wysiedlenie elementów niemieckich t.zw. jedynek i dwójek . 2) Omówienie sprawy ogrodu Schwiedernocka oraz Osadnika Wiktora. Przeprowadzono głosowanie nad tym, kogo należy wysiedlić, a kogo pozostawić na miejscu.

Sesja MRN z dnia 20 czerwca 1945 roku, miała przebieg nietypowy. Podczas poprzedniego posiedzenia uchwalono i to w obecności v-ce starosty, że rodzina Szejów, dwóch braci i ich siostra nie zostaną wysiedleni. Powszechnie nazywano ich Danieloskami od imienia ich ojca Szeji Daniela, który na początku XX wieku był znanym powszechnie i szanowanym aktywistą samorządowym. Pełnił funkcję radnego, ławnika. Członkowie tej rodziny byli powszechnie szanowani, odznaczali się tradycyjną pracowitością, spokojnie uprawiali swoją rolę, ponieważ z tego żyli. Byli także właścicielami lasu, który przylegał w północnej części miasta do dawnych lasów hrabiowskich. Było kilku właścicieli lasów w tym miejscu, a nazywano je chłopskimi.

Gdy w latach chłopięcych wędrowałem do naszej starki, przechodziłem zawsze przy posesji Danielosków. Położona ona była w tym samym szeregu posesji, co nieruchomości budowlane: Gogolinów, Walochników i Piowczyków. Szejowie w moich latach chłopięcych byli już ludźmi wiekowymi, koń, którym powozili, wyglądał tak jakby chciał się dostosować do ich wieku. Gdy starszy z braci zmarł, to drugi już sam uprawiał pole, kosił trawę na miejskich łąkach za nasypem kolejowym Miasteczko – Kalety, a nawet dalej na zachód na tzw. Malisokach; podglądaliśmy go, gdy w czasie wakacji szkolnych łowiliśmy w strumieniu Granicznym, pod Małym Mostkiem miętusy, zwinne i śliskie, chowające się pod kamieniami.

Brat i jego siostra wkrótce zmarli. To, co pozostało, a przede wszystkim narzędzia na potrzeby wiejskiego gospodarstwa nadawały się jak mało co do muzeum. Tak się złożyło, że nasz kierownik szkoły Mączka Stanisław, którego nasza „banda” prześmiewczo nazywała łysym, ze względu na łysinę, opowiadał nam, że jest taka akcja zbierania różnych starych i niepotrzebnych przedmiotów gospodarczych. Więc zaraz wskazaliśmy na stare i porzucone i w zasadzie bezpańskie przedmioty po zmarłych gospodarzach. Okazało się, żeśmy ten dawny gospodarczy sprzęt Danielesków nie na darmo zachwalali, bo ktoś przyjechał samochodem i przedstawiciele któregoś z muzeum, weszli do środka tego gospodarstwa i zapewnie coś wybrali.

Ale pora wrócić do czerwcowej sesji, otóż jak już wspomniano głosowano nad tym kogo należy wysiedlić i ustalono, że rodzinę Szejów nie obejmnie wysiedlenie, a jednak na skutek intryganctwa, jak mówiono, zostali wysiedleni i osadzenie w obozie przejściowym w Lasowicach, bo przyklejono im etykietę Niemców; posugiwali się językiem polskim i niemieckim i nie było to niczym nadzwyczajnym w tym czasie na Górnym Śląsku, ponieważ dwujęzyczność jego mieszkańców była powszechna, a zaś różnice pomiędzy nimi sprowadzały się do doskonałości w jego praktycznym używaniu; bez wątpienia, ktoś miał chrapkę na ich gospodarstwo.

Radni zgromadzili się w sali, w której miała się odbyć sesja, lecz tyko trójka z nich pozostała, a reszta udała się do domów na znak protestu. To była odważna decyzja, w pełni solidarna i mogła być w tamtym czasie postrzegana jako polityczny sprzeciw i tak zapewnie to widziano. Trzech radnych, którzy pozostali oświadczyło, że nie podejmą czynności otwarcia sesji, dopóki ich uchwała nie zostana spełnione.

Sporządzono również pismo skierowane w tej sprawie do przewodniczącego Powiatowej RN w Tarnowskich Górach, następującej treści: W dniu 7 czerwca 1945 roku MRN w Miasteczku postanowiła wysiedlić wrogi element z tutejszego terenu. Działając w myśl rozporzadzenia PU Roz. (poufne) i pod osobistym przewodnictwem ob. V-ce starosty Paska, kiedy to wszyscy radni jednogłośnie postanowili obywateli Marii i Teodora Szejów nie wysiedlać. Uchwała ta została jednak przez intrygantów naruszona, bo dnia 15 czerwca 1945 roku wysiedlono dodatkowo tychże obywateli (Szejów) i to rzekomo na zarządzenie starosty. Prosimy zatem ob. Prezesa Powiatowej Rady Narodowej o informację w tej sprawie i to w możliwie najkrótszym terminie. Pismo tej treści wyśle przewodniczący tutejszej MRN do przewodniczącego Powiatowej RN w Tarnowskich Górach.

Żadne pismo od starosty do tutejszej MRN nie zostało wysłane, a może się gdzieś zawieruszyło, ale wnet z lasowickiego obozu Marta i Teodor powrócili do swojego domu.

Z powodów nam nie znanych dwóch członków Zarządu Miasta złożyło swoje mandaty: Gęmbala Franciszek i Kot Teodor. Podczas wrześniowej sesji wybrano na opuszczone miejsca: Sobańskiego Bonifacego i Chmiela Ludwika.

Na tym samym posiedzeniu uchwalono utworzenie dwóch komisji: Komisę Rewizyjną, w składzie: Żok Gabriel. Mańka Jan. Pełka Ludwik. Wojtas Wiktor oraz Komisję d/s Więźniów Obozowych, w składzie: Żok Gabriel. Gulba Józef i Janus Jan.

W czasie obrad wystąpiła sprawa miejskiej pieczęci, którą posługiwano się w magistracie w okresie międzywojnia. Nie znamy formy pieczęci, ale za to znamy jej piękną stylistyczną treść: Magistrat Miasta Miasteczko Śląskie. 1561 rok

W czasie obrad ustalono, że pieczęć miała się zachować u Pawła Gulby z Żyglinka. Zalecono zażądanie jej zwrotu. Niestety nie udało się ustalić czy pieczęć została odzyskana. Jednak nie można wykluczyć, że pieczęć została zwrócona, lecz jej używanie nie zostało zaaprobowane przez władze powiatu; może z tego powodu, że jej treść nawiązywała do początków miasta, które swoje powstanie zawdzięczało Jerzemu Fryderykowi Hohenzollern. Gdyby założycielem miasta był np. Bolesław Bierut, to inny byłby osąd. Zapewnie uznanie znalazłby sierp i młot, ale czas porzucić "marzenia".

Ta pieczęć nawiązywała do tej, którą posługiwano się w czasach pruskich; odbitki tych pieczęci były często zastępowane ich papierowymi wydrukami z wyciśniętym herbem miejskim. Wykorzystywano je jako przyklejki na drugą stronę listów, ponieważ zabezpieczały je przed nieuprawnionym otwarciem, bo taka ingerencja w cudzą korespondencję zostawiałaby ślad. Mogły one być również używane jako dowód opłaty za wystawienie dokumentu przez magistrat i w wielu innych sytuacjach spełniały praktyczną rolę.

Poniżej zamieszczono oryginalny papierowy wydruk pieczęci dla potrzeb miejskiego magistratu w dawnym miasteczku Georgenberg; treść tej pruskiej pieczęci była identyczna z tą na wspomnianej pieczęci, którą starał się przechować p. Paweł Gulba, ale ta ostatnia z czasów „Starej Polski” była opisana na okole pieczęci w języku polskim, jak podano już wyżej. Na papierowej naklejce widoczny jest odcisk herbu naszego miasta.

pieczęć papierowa

Wydruk papierowej naklejki tzw. Briefsigel, który naklejano na stronie sklejenia koperty; zabezpieczała ona od ingerencji w prywatność korespondencji listowej, ponieważ każde jej naruszenie pozostawiało ślad. Używano jej również do innych celów np. jako potwierdzenie uiszczenia opłat za wydanie dokumentu.

Następnie burmistrz przedstawił sprawę oznakowania mogił na parafialnym cmentarzu, w których zostali pogrzebani obok grobu Powstańców Śląskich także dywersanci sowieccy - polscy Górnoślązacy oraz radzieccy żołnierze, którzy zginęli w obrębie tutejszej parafii; w metryce kościelnej zapisano, że zginęło 3. Rosjan, ale na tablicy grobowej wygrawerowana została liczba 5. pochowanych. Grobami opiekował się Piotr Paruzel, należał on także do służby kościelnej i pełnił funkcję magistrackiego dzwonnika i grabarza. Zlecono sporządzenie oznakowań (tablic) mistrzowi stolarskiemu Jerzemu Gogolinowi.

Dopiero później dowiedziałem się od uprzejmiej Pani powiatowego referatu w Tarnowskich Górach, w którego kompetencji jest opieka nad cmentarzami żołnierzy z pierwszej i drugiej wojny światowej o tym, że dwóch żołnierzy radzieckich padło przy przydrożnym krzyżu na rozstaju dróg prowadzących do Nowego Chechła i szosy tarnogórskiej. Stąd wzięła się rzeczywista lista padłych żołnierzy radzieckich w obrębie naszej parafii w liczbie 5-ciu, co odbiega od zapisu w parafialnej księdze zgonów (trzech padłych żołnierzy sowieckich).

Źródła:PA w Katowicach; Par. Archiwum.

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com