Wszystkich gości :   460902

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Adampol na tureckiej ziemi

Kategoria :  Wielkie Wojny       Data : 2017-09-30 10:07:26

Turcja. Skąd się wzięła nazwa Adampol na tureckiej ziemi? Opowieść ks. Aleksandra Siary, proboszcza kościoła w Adampolu - o polskich żołnierzach tułaczach. Upadek rycerskich obyczajów wojennych. Kiedy liczebność armii zawsze była decydująca o zwycięstwie? Zmiany uzbrojeń.

Adam Mickiewicz, czy Adam Czartoryski? Pierwsza opowieść będzie o mieszkańcu Adampola (turecka nazwa: Polonezköy); to polska osada na ziemi tureckiej, którą nazywano i nazywa się do dzisiaj Adampolem na cześć Adama Czartoryskiego. A jej początki były następujące: W 1841 roku Michał Czajkowski przybył nad Bosfor, mianowany przez księcia Adama Czartoryskiego szefem Agencji Głównej Misji Wschodniej Hotelu Lambert. Jej celem było przeciwstawianie się rosyjskim wpływom w Turcji. W tym samym czasie w Turcji przebywało wielu emigrantów, byłych uczestników powstania listopadowego ( 1830-1831 – powstanie listopadowe). Z inicjatywy księcia Adama Czartoryskiego Michał Czajkowski zakupił w okolicach położonych około 30 km od ówczesnego Stambułu nieuprawiane tereny, na których księża lazaryści zaczęli tworzyć wieś. 19 marca 1842 roku poświęcono pierwszą chatę, a wieś nazwano Adampolem, jak to już wspomniano wyżej. W niektórych miejscach panuje przekonania o tym, że nazwa Adampol wzięła się w dowód uznania dla Adama Mickiewicza, który starał się o utworzenie polskiego zbrojnego legionu z weteranów powstania listopadowego w Turcji, lecz związek między Adampolem a staraniem wieszcza Adama w Turcji nie zachodzi i to mniemanie nie jest prawdziwe. Czajkowski oprócz powstańców listopadowych osiedlał we wsi także wykupionych z niewoli tureckiej i czerkieskiej jeńców – Polaków przymusowo wcielonych do armii rosyjskiej na Kaukazie.

domek

Dom Kultury w Adampolu (turecka nazwa: Polonezköy) niedaleko Bosforu. Autor fot. Darwinek z 6 kwietnia 2009 roku. Pobrano z Domeny publicznej.

Dola żołnierza. Nasz bohater, który jest główną postacią tej pierwszej opowieści wywodził się z Adampola i brał udział, jako żołnierz, w konflikcie zbrojnym pomiędzy Bułgarią a Turcją. Działo się to w czasie bitwy pod Kirk-Kilisse, na linii Czataldża podczas wojny bałkańskiej. Polacy osiedleni w Turcji, wcieleni zostali do wojska tureckiego.

Opowieść o tym wydarzeniu snuje ks. Aleksander Siara, proboszcz w Adampolu, który opowiada to, co usłyszał od jednego z Polaków, który w tej wojnie brał udział.

Pod Kirk-Kilisse – opowiada ów żołnierz – oddziały tureckie już po pierwszym ataku bułgarskim pierzchnęły w popłochu. Pod Czataldżą było już lepiej. Wkopaliśmy się w ziemię i strzelali do Bułgarów. Czasami były ataki na bagnety. W takiej walce mogliśmy się rozgrzać, gdyż mróz dawał nam się we znaki.

Pewnego dnia atakuje mnie ogromny, barczysty Bułgar; nie daję się i prawie kwadrans wywijamy bagnetami. Ale moje siły ustawały, bo już od kilku dni karmili nas tylko kukurydzą, a mój przeciwnik miał tornister dobrze wypchany chlebem i słoniną, a z kieszeni wyglądała mu głowa butelczyny wódki. Widzę, że mi będzie trudno samemu go pokonać, wołam więc jednego z kolegów, także z naszej kolonii: „Hej Antek, chodźno na pomoc! Bo to bydlę uwzięło się na mnie i chce mnie gwałten zadźgać !” Na te słowa, Bułgar spuszcza karabin: „A ty nie Turek? „ – prawi po bułgarsku. „A juści, że nie; ja Polak i wierzę w Boga i Matkę Boską jak i ty !”

No, to i na co mamy się mordować ? Przejdź do nas, a będzie ci lepiej. – Przejść do was, to już nie przejdę, odpowiadam, bo ja Polak , a nie zdrajca; ale bicie to zostawmy na dzisiaj, albo jeśli cię tak ręce świerzbią, to idź tam dalej i tam możesz pokłuć jakiegoś Turka. Ale łyknąć pozwolisz z butelczyny Polakowi ? - my Słowianie ! Bratankowi nie odmówię – odpowiedział Bułgar, i pociągnąłem sobie zdrowo. Potem rozstaliśmy się w zgodzie.

Zachęcano nas często, żebyśmy dezerterowali. Pokusa była wielka ! Dawano nam po pół funta chleba na dzień, a często ten nędzny kawałek czarnego chleba nie dochodził aż do okopów. Miała być do niego odrobina sera, ale ta już prawie zawsze znikała zupełnie w rękach starszyzny. Bywało, od dwóch dni nie miałem nic w ustach: nogi i rece zdrętwiały od mrozu, w głowie mi się majaczy, a żołądek burczy, jak zgłodniały pies. Wyłażę ostrożnie z rowu i, przy świetle księżyca czołgam się po ziemi, szukając trochę trawy, żeby tylko głód jakoś oszukać. A granaty i szrapnele pękają tuż obok, z hukiem piekielnym; widzę jednego i drugiego z moich towarzyszy broni martwych, sztywnych, z ustami napełnionymi brudną trawą, a z czaszką rozstrzaskaną od kul i odłamów szrapneli.

Straszne rzeczy i straszne męczarnie ! Nigdy nie zapomnę tych zabitych, co po każdym ataku pokrywały pobojowisko... My, Polacy złożyliśmy przysięgę wzajemnie, iż, jeżeli który z nas polegnie, lub zostanie raniony, to drudzy odszukają go i zaniosą do szpitala lub pogrzebią po chrześcijańsku. Święta była nam zawsze ta przysięga i po każdym ataku, chociaż nam się kolana uginały od zmęczenia, to jednak tak długo błądziliśmy po pobojowisku, ażeśmy się wszyscy spotkali. Zwykle padaliśmy wtedy na kolana wśród trupów i rannych i odmówiwszy „Ojcze nasz i Zdrowaś „ za dusze zmarłych, śpiewaliśmy „Nie opuszczaj nas” lub „Kto się w opiekę odda Panu swemu” – A zimno! Po kilku miesiącach podarły mi się buty, jakie jeszcze z domu przyniosłem; wyglądały z nich palce i pięty odmrożone, a ja musiałem stać aż po kolana w śniegu, na warcie.

domek

Tureccy jeńcy wojenni, wzięci do niewoli pod Bizani (Grecja). Autor fot. nieznany. Pobrano z Domeny publicznej. Wikipedia.

Idę do oficera, Turka, i proszę o parę nowych butów. – „A co ty sobie myślisz, żeś ty w domu ojcowskim, że po buty przychodzisz ! burknał na mnie rozgniewany – idź natychmiast do służby! Poszedłem i tak sobie nogi do reszty odmroziłem, że nie mogłem na nich stać, a wyglądały jak mydło. Zanieśli mnie do szpitala klasztornego OO. Assupcyjonistów w Kara Agadzi i tam przeleżałem aż do końca wojny.

Źródła: ŚBC; https://pl.wikipedia.org/wiki/Polonezk%C3%B6y

Wojna, burzyciel przyrodzonego porządku. Wojny niosą śmierć nie tylko ludności, ale niszczą ich materialne wytwory i sprzeniewierzają się tradycyjnym kulturalnym obyczajom. Z racji wybuchu strasznej wojny ogólnej ( 1914 rok) warto przypomnieć, jak to z rozpoczynaniem wojen bywało.

W ostatnich czasach wybuch wojny stracił niezmiernie wiele z form uroczystych, grzeczności miedzynarodowej, jakie poprzednio obowiązywały, zanim przyszło do podjęcia kroków wojennych. Obecnie wojna jest urzędowo wypowiedziana (jak wiekszości wiadomo później i tego zaniechano - LAH). Ostatni dokument tego rodzaju przesłał rząd francuski Niemcom w 1870 roku. Zrobił to dopiero po upływie tygodnia od rozpoczęcia mobilizacji po obu stronach. Ale nawet po tym uroczystym wypowiedzeniu wojny w dniu 19 lipca 1870 roku obie strony zajęły postawę wyczekującą. Przez ten czas odbywało się gromadzenie wojsk. Do pierwszej potyczki przyszło dnia 27 lipca. Wtedy to szwadron kawalerii francuskiej, należący do oddziału jenerała de Bernisa, starł się z szwadronem badeńskim, wysłanym na zwiady w pobliżu Niederborn w lasach pod Hagenau. Po stronie niemieckiej zabito dwóch oficerów. Wzięto też 11 żołnierzy niemieckich do niewoli. Francuzi stracili 5 ludzi.

kawaleria

Francuscy lansjerzy oraz kirasjerzy pilnują pojmanych bawarskich żołnierzy. Autor grafiki Edouard Detaille - Art Renewal Center. Pobrano z Domeny publicznej.

Ale ta potyczka nie oznaczała jeszcze kroków wojennych. Naprawdę wojna rozpoczęła się dnia 2 sierpnia. Wtedy to cesarz Napoleon III, chcąc zatelegrafować wiadomość o zwycięstwie do Paryża, nakazał oblężenie miasta niemieckiego Saarbrücken. Tego dnia korpus generała francuskiego Frossarda zepchnął z wzgórza Saarbrücken maleńką kolumnę obserwacyjną niemiecką, stojącą pod wodzą podpułkownika Pestila. To wydarzenie spowodowało rzeczywisty początek wojny francusko-niemieckiej.

W sposob daleko bardziej niespodziany rozpoczęła się wojna rosyjsko-turecka w 1877 roku. Już od dłuższego czasu stosunki Rosji z Turcja były naprężone. Nawet w chwili, gdy mówiono o grożącym ultimatum, zdawało się, że będzie można jeszcze zwrócić się ku zgodzie i sprawę w ten sposob zakończyć. Ale ta nadzieja się nie spełniła. Kilka dni później, 24 kwietnia 1877 roku, wojska rosyjskie wyszły z Aleksandropola i dotarły do Nulla-Mussa i Szuraga. Wtedy Rosjanie wzięli 100 Turków do niewoli. Potem wojska rosyjskie posunęły się ku Kizil-Czestszak i obsadziły obóz turecki pod Mukhastr. Mimo strasznego deszczu wiosennego wojska rosyjskie maszerowały dalej z wielką szbkością. Do większych starć przyszło dopiero w lipcu tego samego roku.

Źródła: ŚBC

Bitwy dawniej i dziś. Pierwsze strzały w wojnie (1914 rok) już padły. Miliony żołnierzy stoją przeciw sobie, lecz inaczej niż w dawnych czasach. Najważniejszym bowiem momentem zupełnej zmiany sposobu wojowania jest nadzwyczajny wzrost liczebny armii. Fryderyk Wielki, król pruski, zgromadził jedyny raz pod Hohenfriedberg 60.000 ludzi pod swoją komendą; w innych bitwach był daleko oszczędniejszy.Większe siły gromadził już Napoleon Bonaparte przy końcu swojej pomyślności. I tak pod Lipskiem miał przeszło 175.000, a pod Smoleńskiem 180.000 żołnierzy.

Moltkie pod Gravelotte 187.000, pod Sedanem 200.000, a pod Königrecem 220.000 żołnierzy. Największa ilość sił zbrojnych okazała się w bitwie pod Mukdenem, gdzie walczyło po każdej stronie przeszło 300.000 żołnierzy.

Z powodu tak wielkiej ilości wojska, musi być linia bojowa bardzo długa, czego w dawnych czasach nie znano. Ponieważ o wyniku bitwy roztrzyga jedynie ogień karabinowy albo armatni, a nie, jak dawniej, ataki bezpośrednie oddziałów wojsk na siebie – w takim układzie najważniejsze znaczenie mają żołnierze będący na linii frontu. Zwykle rachuje się jeden karabin na krok linii bojowej. Jedna dywizja o sile 12 000 ludzi zajmie więc front na 5 km długi, co potwierdzają także doświadczenia z wojny rosyjsko-japońskiej.

W przeciwieństwie do tego fronty dawnych bitew są nadzwyczaj małe. W wojnie 7-letniej pod Zorndorfem stało 43 000 Rosjan w linii frontowej o długości 3,5 km, pod Kunersdorfem 70 000 na 5,4 km. Pod Austerlitz rozwinął Napoleon swoich 75 000 żołnierzy na linii długiej na 12 km, podczas gdy 83 000 Austriaków i Rosjan zajmowało front na 15 km. Pod Königretzem 215.000 wojska austriackiego ustawiło się w linii na długości 10 km, przeciw linii pruskiej, o długości na 15 km. Nie inaczej było podczas wojny francusko-niemieckiej.

strzelcy

Piechota rosyjska. Autor fot. George H. Mewes. Pobrano z Domeny publicznej.

Dopiero w wojnie rosyjsko-japońskiej występują daleko dłuższe linie zaczepne. W bitwie pod Liaolanem obsadziła armia rosyjska w sile 130.000 front długości 40 km. Pod Szacho front rosyjski o sile 200 000 żołnierzy wynosił w dniu 10 października 1904 roku 55 do 60 km. Przeciw tej sile rozwinęli Japończycy 170 000 żołnierzy także w frontowej linii długiej na 60 km. Pod Mugdenem zajmowały wojska rosyjskie 80 km frontu, a mimo tego marszałek Oyama odważył się rozciągnąć swe siły w linię frontową o długości 110 km, i otoczył skrzydło rosyjskie. Na niemieckiej linii bojowej pod Gravelotte stało przeciętnie na jednym kilometrze 12 000, a japońskiej pod Mugdenem 2800 żołnierzy.

Do tej rozciągłości dodać potrzeba wielkie przedziały linii frontowej, spowodowane doskonałością dzisiejszej (1914 rok) broni palnej. Przed 100 laty ogień karabinowy sięgał najwyżej 250 metrów. Pruskie karabiny iglicowe miały zasięg do 800 metrów, dzisiejsze karabiny (1914 rok) sięgają skutecznie na 1600 metrów. Armaty dzisiejsze sieją spustoszenie na odległość 4 km, podczas gdy armaty Napoleona sięgały najdalej do 800 metrów.

Rozwinięcie wojska w długą linię frontową wymaga obecnie bardzo wiele czasu. Pod Hohenfriedberg rozpoczął Fryderyk pruski bitwę ze wschodem słońca, a o 9 rano była już bitwa rozstrzygnięta. Pod Austerlietz rozbił Napoleon wojska sprzymierzonych w 2 godziny. W wojnie japońsko-rosyjskiej wszystkie bitwy trwały długo; i tak pierwszego dnia rozwijano linię bojową, 2-go dnia walczono, a rozstrzygnięcie bitwy następowało często dopiero dnia trzeciego.

W dzisiejszych czasach (1914 rok) główną troską wodzów jest ukrycie swego wojska, do czego przyczynia się nowoczesne umundurowanie, pozbawione wszelkich ozdób metalowych i proch bezdymny, pozwalający ukryć pozycje artylerii. Dowodzący armią nie może także nic więcej zrobić jak za czasów Napoleona, tj. zbadać teren, pozycje nieprzyjaciela i na tej podstawie nakreślić plan bitwy. Na ogromnej przestrzeni rozpada się bitwa na pojedyncze utarczki, których suma decyduje o wyniku. Za pomocą telegrafu, telefonu, automobilu, radiotelegrafu – sygnałów świetlnych, balonów i latawców informuje się dowódca o przebiegu bitwy. Umieszcza on się wraz ze sztabem w środkowym punkcie ruchu, ale poza polem walki. Ochroniony przed nieprzyjacielskim ogniem, siedzi wódz nad mapami, rozłożonymi na wielkim stole i śledzi przebieg walki na podstawie otrzymywanych wiadomości.

Marszałek Oyama kierował bitwą pod Mugdenem ze swej kwatery głównej Jantej, gdzie zbiegała się sieć linii telegraficznych. Miejscowość ta leżała w odległości 20 km, od pierwszej linii frontowej Japończyków.

Źródła: ŚBC



Autor artykułu : Wybór i zestawienie Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com