Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Z pamiętnika o trzeciej siedmioletniej wojnie

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Habsburgów       Data : 2018-05-22 16:39:58

Odkurzony pamiętnik.Opis w tym artykule sytuuje się w okresie czasowym, który nazywany jest Śląską trzecią wojną Prus z Austrią lub wojną siedmioletnią. Cesarzowa Austrii Maria Teresa podjęła starania, aby doprowadzić drogą sojuszy militarnych do okrążenia Prus.

Nie tylko po to, by odzyskać Śląsk, który utraciła na rzecz Prus w dwóch pierwszych śląskich wojnach, ale także by sprowadzić państwo Fryderyka do roli trzeciorzędnej siły politycznej Rzeszy. Król pruski zdecydował się jednak uprzedzić działania strony przeciwnej. Pierwszym celem Prus było zdobycie Saksoni. Następnie Fryderyk zawarl 1756 roku sojusz z Anglią, od której otrzymał znaczne subsydia dla prowadzenia wojny, której kontynuacja leżała w interesie Anglii. W tym samym roku doszło do porozumienia Austrii z Francją. Zaś układ Wiednia z Rosją sprawił okrążenie Prus od strony północno-wschodniej. Kilka wygranych bitew przez Fryderyka i wcale niemało porażek spowodowało, iż król pruski znalazł się w położeniu trudnym, tym bardziej, że w 1761 roku Anglia przestała go wspierać finansowo. Jego położenie stało się prawie beznadziejne. Lecz niespodziewanym sprzymierzeńcem Fryderyka okazała się Rosja. Śmierć carycy Elżbiety w styczniu 1762 roku, która była wrogo nastawiona do Fryderyka i jednoczesne wstąpienie na tron carski Piotra III, uratowały królestwo Prus przed całkowitą klęską. Piotr III. zawarł z Fryderykiem w maju 1762 roku pokój, a następnie przymierze wojskowe. Odstąpienie Rosji wystarczyło Fryderykowi, aby powstrzymać nową 80-tysięczną armię austriacką pod dowództwem gen. Dauna. Udało mu się nawet doprowadzić do odzyskania w październiku tego roku twierdzy świdnickiej. A zaś w listopadzie tego samego roku obydwie strony rozpoczęły sondowanie możliwości zawarcia pokoju. Rozmowy rozpoczęto 30 grudnia 1762 r. w zamku Huberusburg. (G. Wąs...).

 

***

Górny Śląsk i Franciszkanie. Na Górnym Śląsku założyli synowie św. Franciszka pierwsze klasztory już w połowie trzynastego wieku: w Wodzisławiu i w Bytomiu w 1257 roku, w Opolu w 1260, w Głogówku 1264, w Opawie 1269. Do Raciborza zawitali pierwsi Ojcowie w 1491 roku. Miasto podarowało im miejsce pod murami twierdzy, naprzeciw zamku książęcego. Klasztor zbudowano z pomocą jałmużny, która z miasta i okolicy była składana na ich ręce. Kościół i klasztor zostały poświęcone na cześć św. Wacława i św. Jadwigi. Ale niedługo cieszyli się Ojcowie swoim dziełem. W roku 1519, w piątek po św. Jakóbie o drugiej godzinie w nocy stanał klasztor w płomieniach. Wszystko strawił szlejący ogień. Gruzy i popiół wskazywały miejsce, gdzie dniem i nocą Bogu służyli pokorni zakonnicy.

Dopiero w roku 1689 dnia 1 maja założono kamień węgielny pod nowy klasztor. W trzy lata później nastąpiło jego uroczyste poświęcenie. Różne koleje przechodziła osada klasztorna na „Bosacu”, ale najbardziej wycierpieli zakonnicy w wojnach śląskich. Wszystko to spisał sumiennie pewien Ojciec zakonny w kronice klasztornej po łacinie, z której czerpiemy interesujące wiadomości, i które tu podajemy.

zamek

Zamek Piastowski w Raciborzu na przełomie XVII i XVIII wieku. Artysta obrazu Friedrich Bernhard Werner (1690-1776). Źródło: Grzegorz Wawoczny. Domena publiczna, Wikimedia Commons.

Wieś Bosac. Rozciągała się ona po prawej stronie rzeki Odry. U swych początków był to niewielki folwark, na którym prowadzono hodowlę drobiu i bydła dla zamku książęcego. W roku 1491 zbudowano tamże na obszernym miejscu w pobliżu zamku, po jego przeciwnej stronie, klasztor, w którym osiedlili się zakonnicy św. Franciszka reguły obostrzonej; lud nazywał ich Bosakami, a miejscowy żargon sprawił, że wymawiano ich nazwę Bosacami, ponieważ chodzili boso, (podobnie jak i u nas się mówiło, gdy byłem podrostkiem; lotało się po bosoku). Od przydomku tego pochodzi nazwa, którą z czasem nadano całej wsi. Klasztor ów spalił się do szczętu w roku 1519. Zbudowano go na nowo dopiero w 170 lat później. W roku 1811 został on zniesiony, a jego zabudowania zamieniono na lazaret i składy wojskowe.

Pruski dekret kasacyjny odnosił się do całego Królestwa Pruskiego, to jednak jedynie na Śląsku zrealizowano go natychmiast i całkowicie; zlikwidowano 56 klasztorów męskich i 13 żeńskich na terenie Śląska.

Folwark Bosac przeniesiony został w roku 1600 do Brzuchowa, a na gruntach bosackich osadził ówczesny właściciel zamku 12 zagrodników. W 1620 roku zniszczył straszliwy pożar całą wieś, część miasta i zamku. Lecz później wieś ta rozwinęła się ponownie i wzrosła liczba jej mieszkańców,

20 marca 1741 r. Generał pruski de la Motte odkomenderował 40-tu huzarów do naszego klasztoru wraz z konnicą, zapowiadając, że wszystkich w kajdanach odeśle do Berlina, skoro chcociaż jeden z nich ucieknie od chorągwi (pruskiej). Dniem i nocą musiały bramy klasztoru dla wojska być otwarte.

21 marca. Dwaj Ojcowie, Ludwik i Szczepan Tobisz, zostali odprowadzeni z klasztoru pod eskortą podporucznika wraz z pięcioma żołnierzami pod bronią. Do nich dołączono także dwóch Ojców Dominikanów z klasztoru raciborskiego. Z jakiej przyczyny aresztowano zakonników?

Otóż Austriacy złapali szpiega pruskiego, który się przekradał przez linię frontową w ubraniu kobiecym. I to była przyczyna aresztowania przez Prusaków zakonników jako zakładników. Na wiadomość o tym Austriacy odesłali szpiega Prusakom, ci atoli zakonników nie zwolnili z aresztu, przeciwnie, kazali ich odprowadzić do miasta Brzeg (Brieg). Zdarzało się, że z wojska pruskiego uciekały całe oddziały do Austriaków, dezercja indywidualna także miała miejsce, a winą za te dezercje przypisywano zakonnikom. Jako kaucję zażądano od klasztoru 3000 talarów. A że zakon takiej sumy nie tylko nie posiadał, ale i nikt takowej na oczy nie widział, dlatego w odwecie odprowadzono O. Ludwika i O. Grzegorza do twierdzy w Brzegu.

2 kwietnia 1741 r. Wojsko zabrało znówu dwóch zakonników w nocy. Przez całą noc naigrywali się z nich żołnierze w bezwstydni sposób; rankiem zaś ze złodziejami, mordercami i inną hołotą musieli maszerować przed wojskiem. Gdy ludzie się litowali nad nimi, i chcieli im podać coś do zjedzenia, to wojskowa eskorta na to nie pozwalała; innym więźniom podawano chleb dwa razy dziennie, zaś zakonnikom kazano zjadać to, co żołnierze porzucili, a przy tym znieważano ich okrutnie. W Głupczycach zamknięto ich do izby karczemnej z innymi więźniami, nie pozwolono im ani Mszy św. odprawiać, ani w kościele Mszy św. słuchać. Siedemnaście dni trwała ta udręka. Wtedy udało się austriackim huzarom schwytać trzech oficerów pruskich, między którymi był także pokojowy samego króla. Austriacki hrabia Neuperk ofiarował tych jeńców w zamian za zakonników. Ostatecznie zgodził się na to król pruski Fryderyk II. i Ojcowie zostali uwolnieni.

20 grudnia 1744 r. W czwarta niedzielę adwentu wkroczył Fryderyk II. znów w kraj górnośląski z liczbą 200 000 wojska. Jeden z oddziałów zajął Racibórz i okolicę. W naszym konwencie zakwaterowało się trzech kapitanów ze służbą. Potem przyszedł jeszcze jeden podchorąży z setką ludzi. Zajęli refektarz klasztorny, piekarnię i inne zabudowania. Nawet kobiety sprowadzili do klasztoru. Żądali pożywienia i drzewa na opał. Na koniec umieszczono w klasztorze i felczera z jego służbą. Obrał on sobie celę Ojca Marcina Orlika na kwaterę. Ale jak naoczni świadkowie opowiadają, jakaś siła nieludzka trzykrotnie go wyrzuciła z łóżka.

Wieczorem cały szwadron huzarów pruskich wtargnął do klasztoru. Dowódca wjechał na koniu do samej furty. Przekleństwami i bluźnierstwami obrzucali zakonników, żądając pożywienia dla siebie i obroku dla koni. Czego nie dostali, to skradli. Rąbali meble i palili, a co nie mogli zabrać zniszczyli. Z kobietami bezwstydne orgie wyprawiali nocami.

24 grudnia 1744 r. Nareszcie w wigilię Bożego Narodzenia opuścili nasz klasztor, tak, żeśmy mogli spokojnie obchodzić urodziny Jezusa Chrystusa, Króla pokoju.

3 kwietnia 1760 r. W wielki czwartek zaprosiliśmy do klasztoru na skromny obiad komendanta pułku Chorwatów (byli bowiem znów Austriacy panami sytuacji i miasta Raciborza) i pana radcę Józefa de Lipa. Gdy już byli w pobliżu furty klasztornej, spotkał ich niespodziewanie pan Generał wojsk austriackich, sławny Laudon. Zapytał ich, dokąd idą? Odpowiedzieli „Do Ojców Franciszkanów!” Wtedy pan generał powiedział: „Gdzie wy jeść dostaniecie, tam i dla mnie starczy!” I przybyli wszyscy z p. generałem na czele, i wesoło było przy stole, a choć skromny był posiłek, jednak wszystkim smakowało. A gdy według zwyczaju już były dzięki oddane Bogu, przybyli do refektarza Wielebni ks. ks. kanonicy kolegiaty: dziekan Wawrzyniec Gorkoś, kustosz Jan de Eiche, scholastyk Tomasz Walter, oraz ks. Przeor OO. Dominikanów O. Barabasz Heinisz, by złożyc przysięgę wierności przed zastępcą Cesarzowej Marii Teresy. Potem podziękował p. generał za gościnność naszemu przełożonemu O. Urbanowi i zostawił jako jalmużnę jede luidor.

Sławny ten wódz zagarnął dwa lata przedtem cały transport pruski składający się z kilku tysięcy wozów z żywnością i amunicją, przeznaczonymi dla wojsk Fryderyka II., operującego na Morawie.

Laudon

Pomnik cesarzowej Marii Teresy na placu wiedeńskim. Na jednym z rumaków został uwieczniony dowódca wojsk austriackich marszałek Ernst Gideon Laudon. (1717-1790). Autor fot.:rela 71.Wikimapia.

Zaś w 1759 r. dnia 12 sierpnia pod Frankfurtem nad Odrą sławne nad Prusakami odniósł zwycięstwo. A dziwnym zrządzeniem Bożym, ten sam generał de la Motte, który nad naszymi Ojcami tak okrutnie się znęcał w 1741 r., tym razem dostał się z całą swą armią do niewoli generala Laudona. Tego samego roku, w uroczystość św. Anny, zdobyli Austriacy pod dowodztwem generała Laudona potężną twierdzę Klock (Glatz), przy której to sposobności uwolniono z więźienia biednych naszych współbraci, których okrutni Prusacy przez 4 lata trzymali pod kluczem.

1.październik 1761 r. W tym dniu gen. Laudon zdobył silną twierdzę Świdnicę, bez wystrzału armatniego i z utratą tylko kilku żołnierzy.

13.maja 1762 r. Wojsko pruskie pod komendą gen. Wernera zajęło Racibórz. Część wojska została w mieście, inne oddziały biwakowały na pagórku przy Starejwsi. Pagórek ten pamięci jest godzień, bo na nim obozem stał książę wrocławski Henryk, gdy ścigał biskupa Tomasza II, który szukał przytułku w twierdzy raciborskiej. Ale pogodził się książę z biskupem w kościele we Starejwsi. Kościół wybudowany został 1060 roku, a ludzie opowiadają, że dawniej był żydowską bożnicą.

Niepokój o dalszy los naszego klasztoru nas trapił Ale podczas, gdy w okolicy głód panował i za drogie pieniądze nie można było chleba kupić, to my, dzięki Bogu, zawsze mieliśmy dostateczne pożywienie.

***

W czasie powodzenia Austriaków w 1757 roku ludność górnośląska wyrażała swą radość z nieszczęść wojsk pruskich, a Austriaków witała jak przyjaciół. Z księstwa nyskiego i hrabstwa kłodzkiego młodzież masowo uciekała przez granicę austriacką, chcąc uniknąć zwerbowania do wojska pruskiego. Król Fryderyk nakazał przeprowadzenie wielu śledztw wobec osób, które podejrzewał o sprzyjanie wrogom. Podejrzenia te żywił zwłaszcza wobec duchowieństwa katolickiego. W areszcie znaleźli się wszyscy ważniejsi przełożeni dużych klasztorów i instytucji kościelnych: premonstratensów, krzyżowców z Czerwoną Gwiazdą, kanoników regularnych, dominikanów, minorytów, franciszkanów, kapucynów oraz bonifratrów. Posądzano ich zwłaszcza o przyjmowanie dezerterów i pomoc w ucieczce.W lutym 1758 roku król nakazał zawiesić postępowanie wobec duchownych, nie chcąc doprowadzić do radykalizacji katolików śląskich. Z wszystkich śledztw przeciwko księżom tylko jedno zakończyło się skazaniem. Wyrok śmierci zapadł wobec księdza z Kłodzka. Gorzkim doświadczeniem w tej wojnie dla króla Fryderyka było odstąpienie go przez ks. biskupa Schaffgotscha. Na życzenie Marii Teresy biskup wyjechał do Jawornika, do zamku Johannesburg, położonego w austriackiej części Śląska. (G. Wąs...).

***

18. maja 1762 rok. O godzinie 9-tej rano przybył do klasztoru komisarz pruski z burmistrzem miasta i rozkazał zawołać O. Gwardiana, któremu oznajmił, że musi zbadać nasze zapasy żywności. Ojciec Robert odpowiedział –„Mamy tyle zboża, że starczy na biedę dla nas zakonników i dla głodnych żebraków.” - A czy gospodarze nie złożyli zboża swego w waszym spichlerzu? – pytał się komisarz dalej. A Ojciec Robert odpowiedział” „Nie”. – „Wtedy – rzekł komisarz – nie ma co szukać!” – zasiadł potem z nami do stołu, posilił się skromną polewką ziółkową. Potem, podziękowawszy serdecznie, opuścił nasz klasztor.

20.maja 1762 . W święto Wniebowstąpienia Pańskiego nowe wojska pruskie weszły do miasta, w sile około 2000 ludzi: pułki elektora wirtemberskiego zakwaterowały się w Starejwsi, zaś husarzy Wernera poszli na Nowe Zagrody i do Sudoła.

23.maja 1762 rok. W niedzielę po Wniebowstąpieniu musieliśmy na rozkaz pruskiego gen. Wernera odprawić uroczystą sumę z wystawieniem Przenajświętszego i Tedeum jako podziękowanie za pokój zawarty między królem Fryderykiem, a carem Rosji, Piotrem III. Armaty w obozie grzmiały na wiwat. Przy tej strzelaninie jedna z armat pękła i zraniła 17 żołnierzy.

30. maja 1762 rok. Pruska komenda wysłała oddziały wojska w stronę Cieszyna, bo tam po polach i lasach ukrywali się dezerterzy, co opuścili szeregi pruskie. Naliczono ich w krótkim czasie około 1200 chłopa.

8. czerwca 1762 rok. Do miasta wkroczył gen. de Beck z jednym korpusem doborowego wojska. Kawaleria została poza miastem. Nasz sąsiad miał w swym młynie 200 ludzi i 6 armat, inni w Starejwsi po 100-sto ludzi w jednej chacie. Tegoż dnia stanęli także Austriacy pod murami Raciborza. I oto, pruscy żołnierze zaczęli uciekać z szeregów, a nawet i całe oddziały przechodziły na stronę cesarskich. Do godziny 9-tej naliczono już 1049 dezerterów.

29. czerwca 1762 rok. Generał Werner z korpusem maszerował w stronę Opawy. Rano przed piątą godziną przybyła pani generałowa, która była naszej wiary do klasztoru, by wsłuchać się w nabożność Mszy świętej.

3. lipca 1762 rok. Podczas obiadu zjawili się u furty klasztornej dwaj komisarze wojskowi, którzy oświadczyli, że mają rozkaz zrewidować nasze piwnice. Z zapalonymi świeczkami zstąpili w towarzystwie O. Roberta do piwnicy i znaleźli po sumiennym przetrząśnięciu wszystkich kątów pół kwaterki wina mszalnego, a pół garnca okowity. Komisarze uznali żeśmy to ukrywali i musieliśmy zapłacić karę 5 talarów i 15 groszy.

9. lipca 1762 rok. Prusacy przyprowadzili 100 jeńców do miasta. Jeden z żołnierzy powiedział „Stu żeśmy chwycili, ale 2000 utracili”.

10. lipca. Wszyscy obywatele musieli się stawić przed komendantem, by oznajmić, gdzie się ukrywają ich synowie, którzy pouciekali przed poborem do wojska pruskiego.

11. lipca. Wczesnym rankiem pędzili pruscy żołnierze młodzieńców, pochwytanych w nocy, jak bydło do Koźla.

14. lipca. Otrzymaliśmy rozkaz z pruskiego dowództwa, aby ogłosić z ambony kary wyznaczone dla tych, co opuszczają szeregi wojskowe.

24. lipca. Dzisiaj rano w pośpiechu opuszczali Prusacy miasto, a przy tym nie mało żołnierzy, porzuciwszy broń, pouciekało; Chwała Bogu!

25. lipca. Z 200 jeńców austriackich zostało tylko dwóch, drudzy pouciekali. Tegoż dnia jeden szwadron huzarów austriackich biwakował przy „Matce Bożej” w Starejwsi.

27. lipca. Prusacy w sile 500 ludzi napadli niespodziewanie na owych huzarow. Oni bronili się mężnie. Ale ulegli przemocy. Lecz jeden rotmistrz kirasjer zabił 6 huzarów pruskich, ale go pojmano, a następnie był prowadzony przez czterech huzarów pruskich. Lecz on niespodziewanie wyrwał jednemu z nich pałasz, rozpędził ich i szczęśliwie uciekł. Przez wysokie zboża dotarł aż do Odry i przeprawiwszy się przez rzekę, wrócił do swojej chorągwi.

19. września 1762 rok. W lesie przy Markowicach biwakowało wojsko, a następnego dnia w Łyskach.

14. listopada. W niedzielę 24-tą po Zielonych Świątkach musieliśmy podług rozkazu króla Fryderyka II. kazanie wygłosić za podziękowanie odbicie twierdzy świdnickiej.

13. grudnia. 1762 roku. Otrzymaliśmy rozkaz pisemny ministra Szlabrendorfa, że żaden kapłan katolicki, czy to kościelny czy zakonny, nie śmie pod surową karą listowną prowadzić korespondencję z biskupem wrocławskim Szaffgoczem.

31. grudnia. 1762 rok. Nasz braciszek Józef poszedł na kwestę do Tworkowa. Zobaczył go pewien żołnierz z pułku generała de Flanc, i by podrwić sobie z zakonnika, najechał go koniem. Braciszek upadł; żołnierz zaś dla większego urągowiska, nie pozwolił mu wstać. Ale braciszek, uwolniwszy się wnet od swgo ciemiężyciela, zaniósł skargę do rotmistrza, który widząc, że się krzywda stała zakonnikowi, kazał przywołać owego żołnierza i w obecności braciszka wyliczył mu piędziesiąt razów szpicrutą. Wracając z Tworkowa do Raciborza, już przed samym klasztorem, został braciszek Józef znów napadnięty przez huzara z pułku Wernera. Ten także koniem go najechał, a gdy braciszek uciekał, rzucił się za nim z dobytym mieczem, a w domu Żyda Lebla, gdzie braciszek szukał schronienia, okrutnie go męczył, kopał, w twarz bil i bluźnił. Ale i tego złoczyńcy kara nie minęła, bo musiał przez dwa dni biegać przez rózgi.

2 stycznia. 1763 rok. Nowy rok rozpoczęliśmy w naszym klasztorze z wielką duchową uciechą, choć około nas wojna dręczyła narody. Wielebny Ojciec Bonawentura Piaskuda, kaznodziej, rodem z Tarnowskich Gór, obchodził u nas złoty jubileusz kapłaństwa. O godzinie 7-mej wygłosił polskie kazanie Wiel. Ojciec Mateusz Krawitka. Przedmiotem kazania było: „Koroną godności jest sędziwy wiek” (Prov. 16.31.). Zaś o 8-mej rano kazanie niemieckie, wygłoszone przez Ojca Zozyma Ottona. Potem uroczysta suma O. Jubilata. Ceremoniarzem był Przew. O. definitor Patrycjusz, asystenci zaś O. Mateusz o O. Norbert, djakonami honorowymi byli O. Filemon, O. Dominik Machera, a ministrowali czcigodni braciszkowie: Jerzy Maurus, Audifaks i Barnaba, zaś z kadzidłem brat III zakonu Jodukus Kwasigroch. Obecny w kościele był sam general Werner z żoną swoją, która była z rodziny katolickiej Szymońskich (z Brzeźnicy. Red.). Pani generałowa ofiarowała na ugoszczenie Ojców 5 talarów.

***

Wydarzenia wojenne i okolicznościowe odnoszące się do klasztoru OO. Franciszkanów w Raciborzu, zostały wypisane z dawniejszej łacińskiej kroniki klasztornej. Autorem tekstu był ks. o nazwisku Drobny, misjonarz.

Na tym kończy się rękopis pamiętnika klasztornego. Jakaś obca ręka dopisała, że ten pamiętnik był przechowywany w klasztorze ołomunckim, żeby przypadkowo nie dostał się w ręce Prusaków, z czego wielkie mogłyby powstać dla zakonników niebezpieczeństwa.

Z powyższego pamiętnika wynika, że Śląsk wtedy z wielką niechęcią przyjął Prusaków, a że zwłaszcza do króla Pruskiego Fryderyka II (znanego pod przydomkiem „der alte Fritz”) odnosiło się duchowieństwo katolickie wrogo. Mieli też książa zupełnie słuszność, gdyż Fryderyk II był człowiekiem niemoralnym i bluźniercą. Cesarskiemu generałowi Laudonowi, który Fryderyka w bitwie zwyciężył, posłał Ojciec św. w dowód uznania poświęcony miecz. Szydził więc Fryderyk nie tylko z Papieża, lecz ośmieszał go przez różne broszurki i posunął się nawet tak daleko, że w listach ulotnych, rozrzucanych między lud, ośmieszał w wysoce nieuczciwy sposób Mszę św.

Podczas, gdy za panowania Hohenzollernów w Niemczech nie było wolno mówić i pisać o czynach Fryderyka II, to obecnie i w Prusiech pisarze katoliccy zupełnie otwarcie piętnują Fryderyka II jako szkodnika i wroga Kościoła katolickiego. (Dop. Red).

***

Źródło: Zasoby ŚBC.: G. Wąs „Śląsk pod panowaniem pruskim”, w „Historia Śląska” Redaktor tomu M. Czapliński.

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com