Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Czy drewniany kościół u swojego zarania miał wezwanie św. Jerzego?

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Habsburgów       Data : 2019-10-29 15:16:01

Pod panowaniem Habsburgów. Tytułem wstępu. W jaki sposób wszedł margrabia brandenburski Jerzy Hohenzollern w posiadanie księstwa opolsko-raciborskiego? Następca Jerzego Pobożnego (luteranin), a sprawa Ziemi Bytomskiej. Akt lokacyjny dla Żyglińskich Gór. O co upominał się Łazarz I Henckel von Donnersmarck? Kto wystawił drewniany kościół w miasteczku Georgenberg? Od kogo zależne było ustanowienie św. wezwania dla nowo wystawionego kościoła?

Margrabia brandenburski Jerzy Hohenzollern. Wskutek różnych układów oraz wsparciu i interwencji książąt niemieckich, a nawet króla polskiego Zygmunta Starego (Jerzy był jego siostrzeńcem),i układem z Pragi z 17 czerwca 1531 roku uzyskał zgodę Ferdynanda I Habsburga na przejęcie księstwa opolsko-raciborskiego (w tym i Ziemi Bytomskiej) na warunkach zastawu za dodatkową sumę 183 333 guldenów. Po śmierci Jana Dobrego (12 marca 1532 r.) Jerzy Hohenzollern w 1534 r. objął we władanie spuściznę po księciu opolskim.

W 1543 roku zmarł Jerzy Hohenzollern, zwany pobożnym. Jego następcą w księstwie opolsko-raciborskim został syn Jerzy Fryderyk. Po osłabieniu pozycji protestanckich książąt niemieckich (po klęsce pod Mühlbergiem), wykorzystał to cesarz i pozbawił go wspomnianego księstwa (1552 r.), ale pozostawił mu chwilowo na warunkach zastawu Ziemię Bytomską.

Akt lokacyjny dla Żyglińskich Gór. Wydany został dnia 23 kwietnia 1561 roku. Jego mocodawcą był ówczesny władca Ziemi Bytomskiej, margrabia Jerzy Fryderyk Hohenzollern, który był synem Jerzego Hohenzollerna, zwanego Pobożnym (luteranin).

W 1603 roku zmarł bezpotomnie Jerzy Fryderyk Hohenzollern. Przekazał zastaw bytomski swemu krewnemu – elektorowi brandenburskiemu Joachimowi Fryderykowi. W 1607 roku elektor oddał te ziemie swemu synowi Janowi Jerzemu.

Donnersmarckowie. O Ziemię Bytomską coraz natarczywiej upominał się Łazarz I Henckel von Donnersmarck, gdyż Habsburgowie od dłuższego czasu zaciągali pożyczki u jego przodków, których nie byli w stanie zwrócić.

Wróg cesarza. Do zakończenia sporu i odebrania Hohenzollernowi zastawu doszło w zaistniałej wówczas sytuacji politycznej w Niemczech i krajach habsburskich, która zapoczątkowała wybuch wojny trzydziestoletniej (1618 – 1648). Rozpoczęło ją antyhabsburskie powstanie protestantów w Czechach, które objęło i Śląsk. Wzorem Czech również na Śląsku powstał rząd krajowy oraz kilkutysięczna armia, na czele której stanął pan Ziemi Bytomskiej, Jan Jerzy Hohenzollern, stając się tym samym wrogiem cesarza.

Powstanie czeskie zakończyło się klęską wojsk czeskich pod Białą Górą 8 listopada 1620 r., a kraj został poddany brutalnej akcji kontrreformacyjnej.

Jan Jerzy Hohenzollern w 1621 roku został skazany na banicję i utratę wszystkich posiadłości śląskich, w tym i Ziemi Bytomskiej.

Dwa lata później cesarz przekazał ją w zastaw Łazarzowi I Hencklowi a 26 maja 1629 r. sprzedał mu Ziemię Bytomską ( z Bytomiem i Tarn-Górami) za 367 tys. guldenów (wliczając w to dotychczasowe pożyczki). Dnia 28 stycznia 1632 roku cesarz oddał ją w dziedziczne władanie Łazarzowi II Hencklowi. Ziemia Bytomska otrzymała też status „państwa stanowego”.

O drewnianym kościele w miasteczku Georgenberg. Jak już wyżej wpisano, dnia 23 kwietnia 1561 roku został wydany akt lokacyjny dla powstania miasta Georgenberg  w miejsce Żyglińskich Gór. Wtenczas nie było jeszcze w miasteczku Georgenberg drewnianego kościoła, bo i w niewielkiej odległości jak na ówczesne czasy, gdy najczęściej chodziło się piechotą, znajdował się kościół parafialny w Wielkim Żyglinie. W czasach, gdy Ziemia Bytomska należała do Hohenzollernów, to władztwo protestantów kwitło jak kwiatki w ogrodzie na wiosnę, dlatego też parafialny Kościół w Wielkim Żyglinie przekształcono w zbór protestancki.

W ówczesnym miasteczku mieszkało sporo protestantów i zapewne oni uczęszczali do tego katolickiego kościoła, który został zamieniony w zbór protestancki, a nie można wykluczyć i tego, że i katolicy brali udział w tej protestanckiej celebrze, często nieświadomi tego co się stało, bo działo się wszystko zgodnie z wytycznymi, które przychodziły „ z protestanckiej góry” , że należy działać ostrożnie.

Dlaczego w miasteczku Georgenberg wzniesiono drewniany kościół tak późno, patrząc na datę nadania przywileju praw miejskich, bo minęło od daty lokacji ponad 100 lat zanim mieszkańcy zabrali się do budowy drewnianego kościoła. Ta dziwna „zwłoka” spowodowana była jakimiś przyczynami, którymi mogły być dla przykładu; bliskość żyglińskiego parafialnego kościoła oraz panujące na tym obszarze (Ziemi Bytomskiej) władztwo religijne augsbursko-luterskie, kiedy sprawy kościelne i życie religijne były inaczej pojmowane niż za czasów katolickich. Dopiero odrodzenie katolickie około połowy XVII stulecia po n. Chr., wzbudziło u obywateli miasta pragnienie posiadania kościoła blisko, u siebie.

W międzyczasie liczba wiernych kościoła rzymsko – katolickiego wzrosła, a spowodowane to zostało załamaniem się reformacji luterańskiej.

 

kościół

Jest to foto widokówki z początku XIX w. Jej wydawca to Georg Bernert. Fotografowie: Otto Reiche i Józef Nowak. Foto pobrano z publikacji M. Wrońskiego "Miasteczko Śląskie dawniej"

O budowie drewnianego kościoła zachowały się zapisy i to niekoniecznie w formie pergaminowej bądź papierowej, pomimo tego mają one charakter źródłowy. Otóż zwyczajem owczesnym mistrz ciesielski (budowniczy kościoła) wyrył bądź wyciosał na belce tęczowej dość dokładne dane odnoszące się do poszczególnych etapów wznoszenia drewnianego kościoła. Ks. Wł. Branny podczas katechezy dla naszego rocznika – nazywał tę belkę, brzemieniem, czyli czymś, co dźwiga albo unosi jakiś ciężar – trudno się z tym nie zgodzić.

Otóż wspomniany mistrz ciesielski wyciosał nie tylko na belce tęczowej zasadnicze dane i daty etapów budowy, ale także na belkach zakrystii.

Z tych wyciosanych bądź wyrytych słów dowiadujemy sie m.in. o tym, że fundamenty i ciężkie pecki założono już w r. 1665, belki ścian bocznych układano do dnia 16 września 1666 r., a z końcem marca 1667 r. prace budowlane zostały zakończone.

Inny napis głosi, że do dnia 23 października 1666 r. kościół już stał w zrębie swoim gotowy; a jedynie jego wewnętrzne urządzanie zakończono wiosną następnego roku. Obraz figuratywny Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w głównym ołtarzu nosi datę 1669 r.

Kościół został poświęcony dnia 8 maja 1670 roku, przez biskupa – sufragana krakowskiego, Mikołaja Oborskiego i to pod wezwaniem Wniebowzięcia N.M.Panny.

Biskup Oborski w owym czasie odwiedzał kościoły dekanatu bytomskiego i pszczyńskiego, aby na własne oczy przekonać się o ich stanie i ponownie poświęcić te wszystkie, które w okresie panującej w tych dekanatach reformacji protestanckiej były w ich rękach. Można mieć pewność, że wtedy i żygliński kościół został ponownie poświęcony, bo ks. bp także kościół tarnogórski pw. św Piotra i Pawła odwiedził i poświęcił, a z Tarnowskich Gór do Żyglina to nie nadzwyczajna odległość, tym bardziej, że ks. bp zapewne nie wędrował pieszo.

Na budowę nowego kościoła w granicach diecezji krakowskiej potrzebna była zgoda biskupa miejsca, a był nim wtenczas bp Andrzej Trzebicki (1654 – 24.08.1669). Tutaj można dostrzec, że miejscowe władze świeckie nie wchodziły w zakres jurysdykcji kościoła rzymsko – katolickiego. Wybudowany kościoł bez zgody biskupa miejsca mógł powstać, np. w wyniku plebiscytu, albo z polecenia Donnersmarcka i zapewne mógł być wybudowany, ale nigdy to naruszenie kościelnej jurysdykcji nie byłoby uznane przez biskupa miejsca i kościół taki nie zostałby poświęcony. Mamy zatem przykład wyraźniej różnicy skuteczności pomiędzy urzędowym aktem świeckim , a jurysdykcją kościoła rzymsko-katolickiego, i to samo można odnieść do ustanowienia św. wezwania dla nowego kościoła.

Ks. bp Andrzej Trzebicki został mianowany ordynariuszem diecezji krakowskiej w 1658 r. Tak się złożyło, że dawne górnicze miasteczko Georgenberg związało się jakąś nicią wspólnoty z tym biskupem, poprzez śluby lwowskie, które miały miejsce 1 kwietnia 1656 roku.

Odbyło się to w katedrze lwowskiej przed obrazem Najświętszej Maryi Panny Łaskawej w dniu 1 kwietnia 1656 roku, W tym dniu i roku król Jan Kazimierz składa śluby, w których obiera po wieczne czasy Matkę Najświętszą za Patronkę i Królowę Polski, błaga Ją o pomoc i przyrzeka imieniem swoim i całego ludu, rozszerzać cześć Jezusa Chrystusa i Matki Najświętszej. W 1668 roku Jan Kazimierz abdykował, a zaten nie wytrwał w realizacji złożonych ślubów lwowskich, zmarł cztery lata później. Podnosi się również, że była to tajemnicza śmierć.

Jakby na to nie patrzeć, to Rzeczpospolita Polska jest monarchią, bo Ta, która została obraną Królową Korony Polskiej przez ówczesne stany Rzeczpospolitej żyje w niebie, a ponieważ żyje to jest nieprzerwanie Królową Polski. W Częstochowskim Sanktuarium, wierni podczas Apelu Jasnogórskiego zawsze śpiewem pozdrawiają Królowę Korony Polskiej, Która żyje i króluje po wieczne czasy.

obraz

Tę wiekopomną scenę przedstawia na obrazie jeden z najwybitniejszych malarzy polskich Jan Matejko. Król Jan Kazimierz klęczy przed obrazem Najświętszej Maryi Panny Łaskawej i w ręce biskupa Andrzeja Trzebickiego składa uroczyste śluby, obierając Najświętszą Maryję Pannę Królową Korony Polskiej. Foto pobrano z Niezależnego Portalu Obywatelskiego (ruch kontroli władzy), Stowarzyszenie RKW. Autorem tekstu ślubów lwowskich króla Jana II Kazimierza był św. Andrzej Bobola.

https://stowarzyszenierkw.org/gospodarka/sluby-lwowskie-krola-polski-jana-ii-kazimierza-waze-zlozone-na-zyczenie-matki-bozej-w-dniu-1-kwietnia-1656-roku-w-katedrze-lwowskiej-p-w-wniebowziecia-najswietszej-maryi-panny/

Prośba o zgodę na wzniesienie kościoła. Otóż dnia 12 września 1664 r. ówczesny właściciel Ziemi Bytomskiej Łazarz II Młodszy, tytułujący się baronem cesarskim od 1636 r., hrabią cesarskim od 1651 r., Panem Bytomia, Tarnowskich Gór i Bogumina 1624 – 1664 r., wygotował on pismo do J. Eksc. bp Andrzeja w imieniu własnym, jako właściciel miasteczka Georgenberg, ale również w imieniu mieszkańców miasta górniczego, zwracając się do J. Eksc. z prośbą o zgodę na wystawienie drewnianego kościoła w miasteczku Georgenberg, podkreślając, że nie będzie to żadną ujmą dla Kościoła – Matki w Żyglinie. Zgoda na budowę została przez ks. biskupa wyrażona, i miała ona zdecydowany wpływ na życie religijne naszych przodków, w tym dawnym górniczo – rolniczym miejscu ich zamieszkania.

Drewniany kościół w naszym mieście został wzniesiony staraniem wiernych należących do Kościoła katolickiego. Byli pośród nich także konwertyci z konfesji luterańskiej do rzymsko – katolickiego Kościoła, co miało miejsce po ustąpieniu skutków reformacji luterańskiej. (zob. „Entenring” numer 4/zima, 2007): „Edyktem starosty księstw śląskich, zdecydowanego katolika hrabiego von Oppersdorfa, nakazano wprowadzenie katolickich nabożeństw we wszystkich kościołach i wypędzenie kaznodziejów. Poza tym było to także dziełem jezuitów z tarnogórskiej misji, że wielka część wyznawców religii luterańskiej z czasu Hohenzollernów, których szczególnie wielu mieszkało w Miasteczku Śląskim, zwróciło się ku katolicyzmowi.”

Wspomniani konwertyci nie należeli do mieszkańców ubogich, wręcz przeciwnie, zapewnie było pośród nich sporo nowobogackich.

Pod jakim wezwaniem był nowy drewniany kościół? Do celebracji konsekracji nowego kościoła, należało również przyznanie temu kościołowi św. wezwania. Zgodnie z tradycją i prawem kanonicznym uprawnionym do tej uroczystej celebry był biskup miejsca i kuria, wówczas do tej ostatniej należały również prominentne osoby świeckie. W naszym rozpatrywanym przypadku, tym biskupem był sufragan Mikołaj Oborski, z ówczesnej diecezji krakowskiej. Wizytował on dekanat bytomski i pszczyński dokonując ponownej konsekracji kościołów, będących w latach reformacji w rękach protestantów.

Skoro już wiemy, kto był uprawniony do wyboru i przyznania św. wezwania, a jeśli do tego dodamy, że za tym wyborem wezwania mogła stać i św. Panienka, czego nikt nie odważy się wykluczyć, wtedy dla oponentów, którzy się z tym nie zgadzają, pozostają jedynie: "Daremne żale - daremny trud"  (Adam Asnyk).

Dowodem ustanowienia św. wezwania dla nowego kościoła był i jest nadal dokument pisemny, sporządzony w języki łacińskim, z którego się dowiadujemy, że nowy drewniany kościół otrzymał św. wezwanie Wniebowzięcia NMP.

łaciński dokument

Dokument w języku łacińskim odnoszący się do konsekracji drewnianego kościoła w naszym mieście, a obejmujący również ustanowienie św. wezwania Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej

Na ten dokument powołuje się monografista Gminy kościelnej w Miasteczku Śląskim (L. Musioł), który stanowi wkładkę do jego opracowania.

Nic nam nie wiadomo o tym, czy wspomniany dokument opatrzony datą 8 maja 1670 roku, został sporządzony na miejscu czy też w kancelarii biskupiej w Krakowie. W każdym razie został on zdeponowany w parafialnym archiwum w Wielkim Żyglinie, ponieważ nowo wystawiony, drewniany kościół miał jedynie status filii parafialnego kościoła przy Wielkim Żyglinie; filia nie miała własnego kapłana, a nabożeństwa dla mieszkańców miasteczka Georgenberg odprawiał proboszcz żygliński, i stan ten trwał do roku 1849, gdy filia otrzymała status lokalii i urząd kapłana lokalisty, który z początku mieszkał w miejscowym mieszczańskim domu, ponieważ nie było wtenczas jeszcze plebanii, o którą postarał się dopiero ks. lokalista T. Christoph.

Gdy drewniany kościół otrzymał status lokalii i przyznany jej został kapłan lokalista oraz wyznaczone dla tego urzędu wynagrodzenie jak i tymczasowe lokum na plebanię, to prawdopodobnie wteczas zostały przekazane w jakiejś części także archiwa dotyczące kościoła rzymsko – katolickiego w naszym mieście. A dlaczego tylko ich część?

A dlatego, ponieważ z chwilą, gdy lokalistą został ks. Teodor Christoph, to zapisał on w swojej rękopiśmiennej kronice, iż odnalazł on w miejscowym magistracie fundację Aleksandra Lissoka (90 guldenów) oraz legat Katarzyny Płonka (100 guldenów) i sumy te zgodnie z wolą fundatorów mogą być użyte na budowę kościoła (były to zapisy w Grundbuchu, protokoły z 26 marca i 23 lipca 1805 r znajdujące się w ówczesnym magistracie). Tak samo, na ewentualną budowę kościoła, może być użyty legat Jana Myszkowskiego. Dokument ten znajdował się w Wielkim Żyglinie, jak i inne dokumenty dotyczące drewnianego kościoła, chociażby ten już wspomniany i sporządzony w języku łacińskim, a wydany przez właściwy dla tych spraw urząd biskupstwa krakowskiego, bądź został on sporządzony na miejscu. a może i na plebanii w Wielkim Żyglinie, przez ks. bp sufragana Mikołaja Oborskiego.

Można bez większego ryzyka przypuszczać, że sporo jeszcze brakowało do kompletu archiwalnego założonego w lokalii. Dopiero z chwilą, gdy kronikę rękopiśmienną dla naszej lokalii założył ks. Teodor Christoph, wspomniana metryka w języku łacińskim stała się wkładką wraz z inną dokumentacją do rękopiśmiennej kroniki ks. Teodora i w ten sposób się zachowała.

Treść tego dokumentu rozstrzyga jednoznacznie o tym, pod jakim św. wezwaniem był nowy drewniany kościół od 8 maja 1670 r.,t.j. od dnia konsekracji drewnianego kościoła i ustanowienia przez ks. bp wezwania Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej, i nikt Jej nie wyprzedził ani nie zastąpił na tym miejscu, które było przeznaczone wyłącznie dla Niej, i co trwa od samego początku konsekracji drewnianego kościoła, aż po dzień dzisiejszy.

A jednak, wyrażono pisemny pogląd, że najpierw było św. wezwanie pod patronatem św. Jerzego i dopiero, gdy św. Jerzy Męczennik ustąpił miejsca św. Panience, objęła Ona św. wezwanie w naszym drewnianym Kościele, lecz nie podano ani daty tego wydarzenia, ani bp, który o tym zadecydował; nie ma również żadnych metryk kościelnych w tej sprawie.

Z powodu braków źródłowych przywołuje się jeden argument. Otóż o tym, że św. Jerzy zajął miejsce św. wezwania w drewnianym kościele miał zadecydować dokument świeckiej natury, a dokładnie miał to być akt lokacyjny ustanawiający dotychczasowe Żyglińskie Góry miastem o nazwie Georgenberg. Przywilej lokacji miasta został wydany dnia 23 kwietnia 1561 roku, a ten kwietniowy dzień poświęcony był św. Jerzemu.

Panience św. nie musiał nikt ustępować miejsca w głównym ołtarzu drewnianego kościoła, a tak właśnie napisano w „Gościu Niedzielnym” Nr 30/1917, a dlaczego z miejsca przeznaczonego dla św. wezwania w głównym ołtarzu, w nowym drewnianym kościele nie musiał nikt ustępować, a konkretnie św. Jerzy, ponieważ drewniany miasteczkowski kościół nigdy nie posiadał wezwania św. Jerzego Męczennika.

A dlaczego się to nie mogło wogóle wydarzyć, a dlatego, ponieważ nie ma na to, jak już wspomniano, żadnych „papierów” ani w języku łacińskim, ani niemieckim bądź czeskim, a konkretnie rzecz nazywając brak na to dowodów. Nie jest tym dowodem przywilej lokacji miasta o nazwie Georgenberg, ponieważ nie ma on żadnego związku z kościelną jurysdykcją rzymsko-katolickiego kościoła, jest to bowiem akt „martwy” w zakresie spraw należących do wymienionego kościoła.

Przyznanie św. wezwania dla nowo wzniesionego, drewnianego kościóła w dawnym miasteczku Georgenberg aktowi lokacyjnemu z 23 kwietnia 1561 i tylko z tego powodu, że był to dzień poświęcony św. Jerzemu, jest zdumiewające (zob. „Gość Gliwicki nr 30/2017, autorstwa Szanownej Pani Anny Szadkowskiej).

A oto istotny cytat z tego artykułu za „Gościem NIedzielnym": „Kościół otrzymał wezwanie św. Jerzego i Wniebowzięcia NMP. Święty Jerzy pojawia się w roli patrona zarówno kościoła, jak i miasta, jako, że otrzymało ono herb i prawa miejskie w dniu św. Jerzego 23 kwietnia 1561 r.”

Jest to coś wyjątkowego, aby akt lokacyjny, chociaż posiada on charakter konstytutywny, lecz tylko w zakresie spraw świeckich, decydował o konkretnym przyznaniu św. wezwania dla nowo wzniesionego kościoła katolickiego; i kto jest autorem przyznania tego św. wezwania - luteranin, czyli protestant. W przypadku przyznania św. wezwania dla nowego kościoła, nie ma żadnego znaczenia akt świecki, ponieważ on nigdy nie zastąpi aktu kościelnego ze względu na kościelną jurysdykcję, a która w tym konkretnym przypadku należała do ks. bp diecezji krakowskiej. Dlatego to co zostało napisane w cytowanym „Gościu Niedzielny” można jedynie zaliczyć, i to delikatnie rzecz nazywając, do nadinterpretacji zdarzenia z 23 kwietnia 1561 roku.

 Czy może być prawdziwe to, że nowy drewniany kościół w dawnym miasteczku Georgenberg otrzymał wezwanie św. Jerzego i Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej, ponieważ przesądził o tym cywilny akt lokacyjny dla miasta Georgenberg, 23 kwietnia 1561 r.?

Warto w tym miejscu dodać, że dawcą aktu lokacyjnego dla nowego miasta, był Georg Fryderyk Hohenzollern brandenburski, który biskupem kościoła rzymsko-katolickiego nie był. I tenże nadawca lokacji przyznaje kościołowi rzymsko – katolickiemu aktem świeckim św. wezwanie dla rzymsko – katolickiego kościoła, którego w dniu lokacji miasta jeszcze nie było, miał on powstać dopiero za prawie 109 lat; a mocodawca aktu lokacyjnego dla nowego miasta nie był ani biskupem, ani prorokiem. Czy można nadać komuś coś, co jeszcze nie istnieje, gdy nie ma takiego bytu?

Działka pod wzniesienie drewnianego kościoła. Kto wyznaczył dla miasta działkę pod budowę kościoła? W monografiach o mieście pisze się, że przyznał ją burmistrz Mańka, lecz to co zrobił burmistrz Mańka było powinnością wynikającą z prawa magdeburskiego. Działki tej nie wyznaczył założyciel miasta, lecz wspomniane już prawo stanowiące o ustroju nowego miasta. Dokładne wyznaczenie miejsca pod budowę kościoła leżało w ręku starosty bytomskiego, który zapewnie wysłuchał w tej sprawie przedstawicieli samorządu miasteczka Georgenberg.

Interesujące jest również i to, że dawca aktu lokacyjnego nie „zapalił się” do wzniesienia kościoła drewnianego rzymsko-katolickiego, chociaż, jak napisano ustanowił św. Jerzego Męczennika patronem miasta, również jego następcy zlekceważyli jego „testament”! i nie kiwnęli w tej sprawie nawet palcem w bucie.

Fakt, że w drewnianym kościele było kilka obrazów wizerunku św. Jerzego nie przesądza o tym, że kościołowi temu przyznano patronat św. Jerzego. Liczne obrazy w kościele krzewią religijność wiernych, lecz nie zastępują tego, co należy z racji urzędu biskupom: ordynariuszowi bądż sufraganowi.

Warto przypomnieć, że w akcie lokacyjnym miasta Georgenberg nie ma najmniejszej wzmianki o kościele, a gdyby była to zapewnie nie o rzymsko – katolickim, bo w tym czasie parafialny kościół w Wielkim Żyglinie należał do protestantów. Z samego aktu lokacyjnego nie da się wywnioskować, że św. Jerzy zostanie patronem miasta za 109 lat. Nazwa miasta Georgenberg nie była poświęcona św. Jerzemu, lecz założycielowi miasta, bo z szacunku dla jego pamięci tak ono zostało nazwane, nazwę nowego miasta wybrał sobie sam właściciel, pan Ziemi Bytomskiej.

Dwuczłonowa nazwa Tarnowskich Gór powstała od nazwy wsi Tarnowice oraz hałd pogórniczych. Później powstały Żyglińskie Góry – nazwa żyglińskie powstała od wsi żyglińskiej, w sąsiedztwie której rozpościerały się pola górnicze, na których wydobywano kruszce i rudy żelaziste. Nazwa Żyglińskie Góry powstała przez analogię do Tarnowskich Gór, które było już miastem od 1526 roku.

Nazwą Georgenberg posługiwano się zanim wydany został przywilej lokacyjny dla miasta, co potwierdzają dokumenty archiwalne (L. Musioł). Nazwa Georgenberg składa się z dwóch desygnatów: imienia Jerzy i Gór, były to zwyczajne hałdy, czyli góry, które powstawały przy szybach górniczych.

Nawet po upływie prawie 100 lat od „testamentu” Jerzego Fryderyka Hohenzollerna gdyby wszyscy ówcześni gwarkowie wraz z samorządem miejskim w drodze plebiscytu ustalili, że patronem nowego, drewnianego kościoła w ówczesnym miasteczku Georgenberg ma zostać św. Jerzy, ponieważ oni tak w tymże plebiscycie postanowili, i nawet gdyby ich wspomagał ówczesny władca Ziemi Bytomskiej (Donnersmarck – Łazarz Junior zwany młodszym ), który odciął się od patronatu nad budowanym kościołem, co sprawiło, że władze miasta były „przymuszone” do przejęcia patronatu nad budową kościoła rzymsko – katolickiego, nic by nie wskórali.

Gdyby rzeczywiście zorganizowano plebiscyt (dla jasności takiego plebiscytu nie było) i przegłosowano, że tak ma być, to nic by z tego nie było, a dlaczego, ponieważ jurysdykcja przyznawania świętego wezwania dla każdego kościoła rzymsko – katolickiego nie należała ani do gwarków, ani do samorządu miejskiego, ani dla starostwa, jak i żadnej innej organizacji świeckiej – stowarzyszeniowej bądź osóby indywidualnej.

Znajdowała się ona w ręku ks. biskupa miejsca, a był nim ordynariusz bądź sufragan ówczesnej diecezji krakowskiej, i to on wyznaczył 8 maja 1670 roku, że nowy, drewniany kościół jest pod św. wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej, i nic przed tą datą się nie wydarzyło pomiędzy zakończeniem budowli drewnianego kościoła, a przed jego konsekracją, w sprawie wyznaczenia św. wezwania dla tego kościóła.

prezbiterium

Widok prezbiterium w drewnianym kościele, z ołtarzem mającym elementy współczesne, z lat budowy i starsze. Obraz barokowy namalowano na płótnie przez artystę z XVII w., pozostawił po sobie sygnaturę "PT". Autor foto: M. Paszkowska, pobrano z monografii książkowej A. Famuły "Parafia i..."

Ze wskazanej metryki kościelnej w języku łacińskim dowiadujemy się, że w nawie kościelnej znajdowały się jeszcze dwa ołtarze, po lewej i prawej stronie. Na każdym z tych ołtarzy znajdował się wizerunek świętego; po prawej stronie był to wizerunek św. Jana Babtisty (św. Jana Chrzciciela), a zaś po lewej św. Jerzego Męczęnnika. Obydwa ołtarze otrzymały konsekrowane relikwie męczenników w zamkniętych pojemnikach, były to prawdopodobnie małe szklane buteleczki, których istnienie ujawniono, gdy lokalistą był ks. T. Christoph.

Każdy, kto odwiedził kościół w dniu jego konsekracji wypraszał sobie 40 dni odpustu. Dzień obchodzenia rocznicy konsekracji kościoła wskazywał biskup, a był to dzień męki Pańskiej; wygląda na to, że był to prawdopodobnie Wielki Piątek; wtedy także można było uzyskać odpust. (zob. analogię konsekracji kościoła w Tarn-Górach pw. Piotra i Pawła, dokonanej przez tegoż ks. bp Mikołaja Oborskiego – Kronika J. Nowaka).

Odpusty w naszej lokalii, a później parafii były zawsze obchodzone w dniu Wniebowzięcia NMP (15 sierpień) i w święto Matki Boskiej Bolesnej, co miało i ma nadal miejsce wedle tradycji w każdy piątek (przed Niedzielą Palmową) poprzedzający Wielki Piątek. Natomiast tradycja nie przekazuje nic takiego, co by mogło potwierdzać obchodzenie odpustu, w miasteczkowskiej parafii, w dniu poświęconym św. Jerzemu.(23 kwiecień). W licznych kościołach na Górnym Śląsku, dla których ustanowiono św. wezwanie św. Jerzego, obchodzono odpusty kalendarzowe i nic nie stało na przeszkodzie by tak się działo i stało się tradycją. (zob. "Siedmiokrotny św. Jerzy) ".

Obraz św. Jerzego nie znalazł się w drewnianym kościółku przypadkowo, tak można sądzić, bo darczyńca nie jest znany, ale mogły to być ówczesne władze samorządowe albo jakiś prominentny nowobogacki. Cztery lata przed aktem konsekrowania nowego, drewnianego kościoła, obchodzono w mieście w 1661 roku stulecie nadania aktu lokacyjnego Żyglińskim Górom, który nadawał miejscu tego osadnictwa i górnictwa przywilej miasta i nazwę Georgenberg. Tych uroczystych świąt w dawnym miasteczku nie było zbyt wiele, a pamięć o niedawnej trzydziestoletniej wojnie ciągle jeszcze w skutkach trwała. Dlatego obraz św. Jerzego mógł być symbolicznym darem dla założyciela miasta, imiennika św. patrona, który najpierw otrzymał miejsce w bocznym ołtarzu, później zawieszono obraz na północnej ścianie prezbiterium, ale czy to jest ten sam obraz? nie ma pewności.

Na poprzednim portalu internetowym Dziecezji Gliwickiej w wykazie parafialnych kościołów, które do diecezji przynależały, podano także ich patronaty (św. wezwania). Przy obydwu kościołach w Miasteczku Śląskim wskazano, że patronat nad drewnianym i murowanym kościele należy do NMP Wniebowziętej. Dzisiaj jest inaczej.

hołd pruski

Obraz Jana Matejki (1838-1893) "Hołd pruski" rok wykonania 1878-1882. Źródło:Muzeum Narodowe w Krakowie: www.pinakoteka.zascianek.pl. Pobrano z Domeny publicznej.

Obraz przedstawia hołd pruski złożony przez Albrechta Hohenzollerna dnia 10 kwietnia 1525 roku na krakowskim Głównym Rynku. Albrecht klęczy przed królem Polski Zygmuntem I Starym.

Rozpoczęta w 1517 r. wystąpieniem Marcina Lutra reformacja okazała się przełomem religijnym, ale również politycznym, społecznym i kulturowym w dziejach całej Europy, a Niemiec w szczególności. Kraj ten podzielił się. Północ przyjęła "wiarę reformowaną". Południe zostało przy wierze Kościoła rzymskiego. Ten przełom i podział nim wywołany dotknęły również dynastię Hohenzollernów. Można nawet powiedzieć, że w jakimś sensie ród ten jest u początku ruchu reformacyjnego. To Hohenzollern - Albrecht, młodszy brat panującego od 1499 r. w Brandenburgii elektora Joachima I - był postacią wskazaną przez pierwszych reformatorów (na czele z Marcinem Lutrem) jako przykład nadużyć panujących w Kościele, które w ten sposob są wołaniem o reformę szesnastowiecznego Kościoła  "in capita et in membra" (szefowie i podwładni).

Jako dwydziestotrzyletni młodzieniec Albrecht został arcybiskupem Magdeburga i administratorem diecezji Halberstadt. Rok później, w 1514 r. został także arcybiskupem Moguncji, nie rezygnując przy tym z poprzednich godności. To kumulowanie stolic biskupich w jednym ręku, za czym szły opłaty uiszczane Kurii Rzymskiej (dyspensa od prawa kanonicznego, które zakazywało takiego kumulowania urzędów, kosztowała), było to z pewnością z punktu widzenia samego Kościoła rzeczą szkodliwą. Tym bardziej, gdy za nieuzasadniony przywilej (skupianie aż trzech biskupstw w jednym ręku) płacono zaciągniętymi w banku pożyczkami (jak Albrecht u Fugerów), które spłaca się z dochodów pochodzących ze sprzedaży odpustów. Zauważmy jednak, że to co dla Kościoła było niekorzystne, dla dynastii Hohenzollernów było niezwykle opłacalne.

Trzeba bowiem pamiętać, że godność arcybiskupa mogunckiego złączona była z godnością elektora Rzeszy. W ten sposób w 1514 r. Hohenzollerowie w kolegium elektorskim uprawnionym do wyboru cesarza mieli dwa glosy: elektora brandenburskiego i jego brata, arcybiskupa Moguncji.

Inny Albrecht Hohenzollern - pochodzący z frankońskiej gałęzi dynastii wielki mistrz zakonu krzyżackiego (wybrany w 1511 roku) - był twórcą pierwszego państwa luterańskiego, czyli Księstwa Pruskiego, którego międzynarodowe uznanie stało się w dużej mierze możliwe dzięki traktatowi krakowskiemu z 1525 r., zawartemu przez Albrechta z królem Polski Zygmuntem I Starym.

Albrecht jako luterański książę pruski uznał się lennikiem katolickiego monarchy polskiego. Z kolei katolicka Korona Polska, przyjmując tę zależność, uznała < de facto i de iure > dokonaną wcześniej przez Hohenzollerna sekularyzację w Prusach katolickiego Zakonu Najświętszej Maryi Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie.

Z pewnością na decyzję króla Zygmunta I Starego wpływ miały związki dynastyczne, istniejące między Jagiellonami a Hohenzollernami. Pierwszą próbą zawarcia koligacji między dwoma rodami były zaręczyny Jadwigi Jagiellonki, córki Władysława Jagiełły, z elektorem Fryderykiem II Żelaznym. Przyszły elektor parę lat spędził na krakowskim dworze i w pewnym momencie był rozważany jako mocny kandydat do polskiej korony w razie śmierci Jagiełły bez pozostawienia męskiego potomka.

Ostatecznie do pierwszego mariażu między Hohenzollernami a Jagiellonami doszło w r. 1479, gdy żoną margrabiego Ansbach i Bayeruth Fryderyka Starego została Elżbieta Jagiellonka, córka króla Polski Kazimierza Jagiellończyka. To z tego związku zrodził się Albrecht, przyszły wielki mistrz krzyżacki i siostrzeniec króla Zygmunta I Starego. Ten sam Jagiellon kontynuował politykę swojego ojca, czyli szukania zwiazków dynastycznych z Hohenzollernami, i wydał swoją córkę Jadwigę (z pierwszego małżeństwa z Barbarą Zapolyą) za elektora brandenburskiego Joachima II. Korzyści z tych dynastycznych koligacji czerpali jednak tylko Hohenzollernowie. Nie tylko chodziło o prestiż związany z mariażami z przedstawicielami potężnej dynastii, panującej do 1526 r. na czterech tronach Europy Środkowej i Wschodniej ( w Polsce, na Litwie, na Węgrzech i w Czechach). Hohenzollernowie potrafili poprzez związki z Jagiellonami rozszerzać swoje realne wpływy polityczne.

Dzięki poparciu swojego królewskiego wuja (Zygmunta I) Albrecht Hohenzollern został pierwszym księciem pruskim. Z kolei jego starszy brat, Jerzy Pobożny, wsparty przez Jagiellonów panujących w Czechach na początku XVI w., nabył posiadłości na Górnym Śląsku (księstwo karniowskie, władztwo bytomskie oraz zawarł układy sukcesyjne z Piastami opolskimi i raciborskimi, a w 1537 r. przyczynił się do zawarcia podobnego układu sukcesyjnego pomiędzy elektorem brandenburskim Joachimem II a piastowskim księciem Fryderykiem II panem na Legnicy.

Jak widać, dwie wielkie dynastie, nierozerwalnie związane z początkami i wielkością Polski - Piastowie i Jagiellonowie - solidarnie wspierali ambitnych Hohenzollernów. Dopiero objęcie tronu czeskiego przez Habsburgów po 1526 r. ( po bitwie pod Mohaczem z Turkami, w której zginał król Czech i Węgier Ludwik Jagiellończyk) powstrzymało śląskie zapędy Hohenzollernów. Nowy król Czech i Węgier, a potem cesarz, Ferdynand I Habsburg sukcesywnie unieważniał zawierane przez Jerzego Pobożnego układy sukcesyjne ze śląskimi Piastami.

Reformacja nie tylko podzieliła Niemcy. Podzieliła również ród Hohenzollernów. Najdłużej przy katoli-cyzmie wytrwała tylko linia szwabska Hohenzollernów, władająca między innymi w gnieździe rodowym, czyli w hrabstwie Hohenzollern. Do protestantyzmu zgłosiła natomiast akces linia frankońska dynastii na Ansbach oraz ci najważniejsi Hohenzollernowie - elektorowie brandenburscy (Pismo pisane petitem, autor: Prof. G. Kucharczyk).

Korekta: 21.11.2019 - (odnalezione fundacje na budowę nowego kościoła).

Źródło. „GN”, ścieżka dostępu ŚBC:; Ludwik Musioł „Z przeszłości dziejów gminy kościelnej rzymsko – katolickiej w Miasteczku Śląskim; Antoni Famuła. „Miasteczko Śląskie – Parafia i Kościół Wniebowzię-cia NMP.”.; Arkadiusz Kuzio Podrucki. „Henckel von Donnersmarckowie – Kariera i fortuna rodu”; Jan Kwak. „Dzieje Polityczne” w: „Historia Tarnowskich Gór”. Praca zbiorowa pod red. Jana Drabiny. Tarn-Góry 2000.; Grzegorz Kucharczyk. "Hohenzollernowie". W-ctwo Poznańskie 2016.

 

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com