Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Krzyż przy drodze do Wielkiego Żyglina

Kategoria :  PRL       Data : 2020-02-20 17:23:28

Po roku 1945. Wprowadzenie. Opis poniższego wydarzenia został oparty w znacznej mierze na relacji p. A. Bramowskiej, świadka tych okoliczności, z czasu jej panieńskiego życia, które towarzyszyły krzyżowi przydrożnemu przy drodze żyglińskiej. Jej opowieść rozpoczyna się od wskazania miejsca jej zamieszkania, a było ono w pobliżu wspomnianego już krzyża. Rodzina p. Bramowskiej mieszkała przy dawnej ulicy Wolności, obecnie jest to ulica Wybickiego nr 2.

Kto wybrał się kiedyś pieszo bądź rowerem z Miasteczka do Wielkiego Żyglina, łatwo zauważył a nawet odczuł, że droga, którą idzie bądź naciska pedały roweru, z każdym krokiem bądź jazdą wznosi się, było to i jest naturalne wyniesienie. Rozpoczyna się ta „przygoda” za parkiem rubinowym. Przy tym łagodnym jeszcze wyniesieniu z boku, po lewej stronie drogi, która prowadzi do Żyglina, był wystawiony murowany transformator, po którym nie ma dzisiaj śladu. Przy nim, po lewej stronie, patrząc w północnym kierunku, były ułożone tory wąskotorówki, które prowadziły, aż do Bibieli.

Po drugiej stronie drogi żyglińskiej, w "geometrycznym kącie", które tworzy droga żyglińska za Parkiem rubinowym z dzisiejszą dróżką żołnierską, stał i stoi nadal przydrożny drewniany krzyż. Czy możemy mieć pewność, że jest to krzyż przydrożny? Tak, odnośnie krzyża przy drodze do Żyglina możemy mieć pewność, że jest to krzyż przydrożny, a to na podstawie oznaczeń, które nanoszono na dawne mapki topograficzne; krzyż przydrożny jak to wiemy z doświadczenia,osadzano w ziemi. Lecz na mapce topograficznej to osadzenie było wskazane w ten sposób, jakby pionowa belka krzyża wspierała się na jakiejś podstawie, podobnej do "belki drewnianej". Jest to wyraźnie widoczne przy niektórych oznaczeniach krzyży przydrożnych na mapkach. Zauważyć to łatwo, przy krzyżu, na prezentowanym fragmencie mapki (niekolorowej) przy początku drogi żyglińskiej wychodzącej ze wsi, a także przy krzyżu na Radloku oraz po prawej stronie szosy z Miasteczka do Tarnowskich Gór, w rewirze leśnym oznaczonym nr 61. Ten krzyż już nie istnieje, był on bliżej naszego miasta, aniżeli dawnego Zollhausu.To samo można zauważyć przy krzyżu, który wystawiono za cmentarzem Żyglińskim. (niewidocznym na mapce). 

Na mapki były nanoszone również krzyże wystawione w różnych miejscach, i to niekoniecznie przy drogach, bez zaznaczenia tej dolnej, przywierającej do ziemi "belki", tak oznaczano krzyże wystawione na grobach i tym się one różniły od krzyży przydrożnych, na arkuszach kartograficznych.

Pierwotne miejsce wystawienia krzyża przy drodze żyglińskiej, było inne od miejsca obecnego. Znacznie wcześniej był on ustawiony w miejscu, na którym wybudowano w okresie trzeciego dziesięciolecia międzywojnia (1930 - 1939) murowany transformator, co potwierdzają kartografie z ostatniej ćwierci 19. stulecia, obejmujące ten obszar.

mapka

Obrazek powyższy przedstawia fragment mapki sporządzonej odręcznie, której pierwowzór można było drzeworytem powielać. Sztuka drukarska korzystała obficie z wynalazków, bo napędzało ją zapotrzebowanie na prasę, a ściślej na prasową i książkową propagandę.

Zamieszczony wyżej obrazek obejmuje najważniejsze miejsca topograficzne określonego terenu, które mają charakter orientacyjny, szczególnie dla wojska. W naszym mieście zaznaczono kościół drewniany, cmentarz, przy drodze wychodzącej z miasta do Tarnowskich Gór, lecz pominięto murowany kościół, ponieważ go jeszcze nie było. Na oznaczenie zasłużył nasz przydrożny krzyż przy drodze do Żyglina.Ten maleńki liniowy wężyk, który wychodzi ze wschodnio-południowej części miasteczka Georgenberg i przecina się z drogą żyglinską, to dzisiejsza dróżka o nazwie żołnierska. W tym "geometrycznym kącie", które tworzą te dwie drogi, usadowiony został krzyż przydrożny od samego początku swego istnienia.

Dróżka żołnierska wraz z drogą żyglińską obejmują nasz starodawny krzyż przydrożny; ledwie widoczny, kto chce, to go na obrazku znajdzie, jeśli pójdzie "wzrokiem" od miasta dróżką żołnierską, przejdzie drogę żyglińską, to dojdzie do miejsca, na którym krzyż przydrożny został najpierw osadzony. On już istniał, zanim wybudowano nasz kościół murowany w 1908 roku, to dobra i trwała metryka dla tego przydrożnego krzyża.

A co sprawiło, że został on przeniesiony na drugą stronę drogi? Łatwo odgadnąć. Miejsce to miał zająć wspominany kilkakrotnie murowany transformator. Było to związane z doprowadzeniem prądu elektrycznego z Oberschlesische Elektrizitätwerke w Chorzowie O.E.W., aż do Lublińca. Miało to miejsce prawdopodobnie w okolicach 1935 roku; w tym samym czasie prąd popłynął przewodami elektrycznymi także do naszego miasta.

W latach trzeciego dziesięciolecia międzywojnia listonoszem w naszym mieście był miejscowy mieszkaniec p. Heflik. Rodzina Heflików mieszkała po prawej stronie drogi, która prowadziła i nadal prowadzi od rynku na obszar zachodnio-północny, nazywany Skrabacką.( jeszcze w moich chłopięcych latach nie mówiło się Skrabaczka, lecz Skrabacka). W latach po ostatniej wojnie przemianowano ją na ulicę Sienkiewicza, a obecnie nosi miano Andrzeja Frycza Modrzewskiego. Heflikowie przybyli prawdopodobnie do naszego miasta ze Słowacji, a dokładnie w czasie, gdy południowe ziemie Słowacji należały do północnej części Królestwa Węgier; były to obszary górnicze i zapewnie to sprawiło, że przybyli oni na Górny Śląsk, i  osiedlili się w naszym górniczym mieście. Widocznie mieli w sprawach górniczych jakieś dobre zawodowe przygotowanie.

Wydarzenie, które poniżej zostanie opisane, miało mieć miejsce w okresie trzeciego dziesięciolecia międzywojnia (1930 -1939). Otóż mężczyzna z rodziny Heflików, wykonywał zawód doręczyciela poczty; donosił listy i przesyłki pocztowe do Wielkiego i Małego Żyglina, Bibieli, Brynicy i Radloka. Razu pewnego latem, gdy niósł przesyłki pocztowe zaskoczyła go burza. Podczas jej trwania został śmiertelnie ugodzony piorunem, na wspomnianym już drogowym wyniesieniu, którym dochodziło się do Żyglina.

To wydarzenie wspomina w swojej relacji p. A. Bramowska, zachowało się ono również w pamięci starszych rodzimych mieszkańców naszego miasta. Opowiadała mi o tym również moja śp. chrzestna matka, ciotka Anna, mieszkająca z naszymi dziadkami w pobliżu; przy dawnej ulicy J. Hallera. Mówiono, że to tragiczne wydarzenie spowodowało wystawienia w tym miejscu przydrożnego krzyża. Lecz mija się to z prawdą, ponieważ wcześniej już wykazano, że krzyż przydrożny został wystawiony kilkadziesiątków lat wcześniej, a potwierdza to dawna kartografia.

Miejsce zamieszkania rodziny Heflików znałem od lat chłopięcych, mieszkali oni po prawej stronie, dzisiejszej ulicy Andrzeja Frycza-Modrzewskiego. (na Skrabacce w drewnianym domie, typowym dla naszego „miasta”). Najstarszy z Heflików przyjaźnił się z naszym ojcem, odwiedzali się wzajemnie. Pan Heflik posiadał stary gramafon i sporo płyt; zapamiętałem to, że na środku płyt była kolorowa naklejka i na niej przedstawiono psa w kolorach, który przyjął pozycję siedzącą, to była zapewne reklama firmy. Bardzo lubiłem ten gramofon z jego wszystkimi tajemnicami, które były z nim związane, a nakręcało się go małą korbką. Od czasu do czasu posyłał mnie ojciec po ten gramafon, a głównie na moją prośbę.

Na dawnych mapach tej części obszaru za parkiem rubinowym (Messtichblatt Tarnowitz) był już zaznaczony krzyż przydrożny, o czym wspomniano już wcześniej, przy drodze z naszego miasta do Wielkiego Żyglina. Ta kartografia została sporządzona znacznie wcześniej od okresu, który przyjmujemy jako międzywojnie. Na pierwszej z nich, którą sporządzono w 1881 roku, ten krzyż przydrożny został już zaznaczony. Kolejna kartografia tego samego obszaru została wznowiona w 1925 roku, na której w tym samym miejscu wspomniany krzyż był także zaznaczony. Wyklucza to przypuszczenia, że krzyż przydrożny przy drodze żyglińskiej został wystawiony w tym miejscu z powodu śmierci listonosza śp. Heflika.

Krzyż

Mapka została sfotografowana w 1881 roku. Znajduje się w zasobach Archiwum Map Zachodniej Polski, w zbiorze Marka Zielińskiego. Stamtąd została pobrana.

Na powyższej mapce zostały umieszczone dwa krzyże przydrożne i to przy drodze, która prowadziła z miasteczka Georgenberg do Żyglina. Pierwszy z nich, osadzony przy początku drogi z Żyglina, jest wyraźnie widoczny. Drugi blisko Miasteczka i parku rubinowego, został "zamazany" natłokiem dróg i ścieżek, i z tych przyczyn jest trudno widoczny.Jedyny sensowny punkt nawigacyjny to duża nad nim litera E, z nazwy pierwszego jej człona Georgen-berg.

Wystawiony krzyż przydrożny mógł mieć charakter oznaczenia granicznego pomiędzy terytorium dawnego miasteczka Georgenberg, a Wielkim Żyglinem. Tym bardziej, że przez drogę z Wielkiego Żyglina do miasteczka Georgenberg przechodziła własność ziemska Donnersmarcków, na co także wskazują dawne szkice topograficze. Niech to ostatnie będzie zatem hipotezą roboczą do końca jeszcze nie zweryfikowaną.

Więcej wiadomości o tym krzyżu zachowało się z czasów po ostatniej wojnie. Od p. A. Bramowskiej dowiadujemy się, że jej mama Helena Bramowska w 1948 roku zapadła na zdrowiu. Lekarz dr Obuchowicz z Tarnowskich Gór, którego dowieziono do chorej furmanką, po zbadaniu chorej nie rokował wyzdrowienia. Trzeba się modlić o cud powiedział, taka była jego diagnoza i zalecenie. Widocznie modlitwy pomogły, bo matka p. Bramowskiej wyzdrowiała.

Gdy już odzyskała zdrowie, podjęła wolne spacery w okolice zamieszkania i dochodziła często do wspomnianego krzyża, który wtenczas był już wystawiony po prawej stronie drogi prowadzącej do Żyglina. Nasza matka, opowiada dalej p. A. Bramowska, dzieliła się z nami swoimi spostrzeżeniami i wspominała również to, że drewno tego krzyża jest poważnie pochylone i grozi upadkiem. Mając w pamięci swoją chorobę i jej uleczenie, dzięki Bożej pomocy, postanowiła ufundować nowy drzewiec tego krzyża wraz z pasyjką.

Działo się to w czasie ateistycznych rządów ówczesnego PRL-u. Dlatego uzyskanie drewna na nowy krzyż było formalnie mało prawdopodobne, wręcz niemożliwe. Jednakże p. Józef Bramowski, mieszkaniec Żyglina, który „piastował” funkcję bramkarza w miasteczkowskim klubie piłki nożnej, o nazwie: „LZS ODRA MIASTECZKO ŚLĄSKIE”, odznaczał się nie tylko znaczną tuszą i odwagą, ale i zaradnością.

Za dworcem kolejowym, w lasach Radloka była wybudowana leśniczówka, która się legitymowała dawną metryką. Już w okresie międzywojnia i w czasie przynależności Górnego Śląska do III Rzeszy, funkcję leśniczego pełnił p. Ziegler. W tym ostatnim okresie czasu jego córka prowadziła lekcje botaniki w tutejszej szkole powszechnej, była żoną p. Franciszka Andretzkiego także nauczyciela, który był swego czasu organistą w tutejszym kościele katolickim i dyrygentem przykościelnej orkiestry. Małżeństwo to opuściło Polskę w czasie powszechnej ewakuacji niemieckiej. Nadleśniczy wraz z żoną pozostali na miejscu, lecz jeszcze w 1945 roku zostali wysiedleni także do Rzeszy niemieckiej. Leśniczy Ziegler był honorowym członkiem tutejszej straży przeciwogniowej. Był on właścicielem dużego obszaru ziemskiego po wschodniej stronie dworca kolejowego.

Następcą Zieglera został p.Jarczak.Uchodził za surowego leśniczego, ale z tą jego surowością było coś teatralnego. Do niego zwrócił się p. Józef Bramowski o drewno na krzyż, bowiem wiedział do kogo należy się zwrócić z taką prośbą i to w tamtych czasach. Drewno otrzymał, bo to, że sam leśniczy ścina drzewo nikogo nie dziwi. Zostało ono przygotowane i można je było pobrać, ale nocą i tej samej nocy przewieziono je do warsztatu stolarskiego p. Gembczyka. Warsztat stolarski zasłaniały wysokie i szczelne wrota; pamiętam je z autopsji

Warsztat ten znajdował się w poseji p. Gembczyka , która była usytuowana przy ulicy Powstańców Śląskich t.j. przy szosie prowadzącej do Tarnowskich Gór. Obecnie nosi nazwę ulicy Gałczyńskiego.

Nocą nasze miasto było zaciemnione i uśpione dlatego transport drewna był bezpieczny, ale odwaga dla takich przedsięwzięć była mile widziana. Transportu drewna podjął się gospodarz rolnik p. Lukosz, którego duża posesja gospodarczo-mieszkalna była usadowiona w sąsiedztwie naszych dziadków. Położone one były przy ulicy Józefa Hallera, po lewej stronie idąc od posesji Kowalskich i Kamińskich w stronę dzisiejszego Placu Władysława Jagiełły, który był miejscem dla dawnego targowiska, i który nazywano „Kaczym Rynkiem”; nazwa ta znalazla miejsce wraz z opisem (skąd taka nazwa) w dawnej lokalnej górnośląskiej prasie.

Z tą nocną odwagą to żaden żart. Do naszego miasta przydzielono dwóch funkcjonariuszy służby bezpieczeństwa. Ulokowani zostali w jednym z domów po prawej stronie ulicy żyglińskiej; nie będę wymieniał dokładnego adresu tej posesji, bo gospodarz nie miał z tym nic wspólnego, poza wykonaniem administracyjnego polecenia t.j. przyjęcia pod swój dach nieproszonych gości. Oni zaś, już za dnia, upodobali sobie pobyt u krawca, który prowadził swój warsztat w budynku starej poczty. Dlaczego akurat wybrali sobie to miejsce? Widok był znakomity, można było zobaczyć, kto z kim się kuma, kto z kim chodzi na piwko do pobliskiej gospody, jak się zachowują osoby podejrzane itp.

Po tych lokalnych dygresjach wracamy do tematu głównego. Wysłużony dotychczasowy drzewiec krzyża przydrożnego został z ziemi wydobyty, a w to samo miejsce osadzony nowy; wykonano te prace w tajemnicy i bez niepotrzebnych świadków. Pasyjka do niego została prawdopodobnie zakupiona w Piekarach Śląskich. Te wszystkie zabiegi wraz z usunięciem poprzedniego krzyża i osadzeniem nowego, odbyły się przed uroczystością Wniebowstąpienia Pańskiego, ten pośpiech miał swoje przyczyny.

W Kościele katolickim przed uroczystością Wniebowstąpienia Pańskiego obchodzone są t. zw. Dni Krzyżowe (3 dni). Według zachowanej tradycji katolicko-rzymskiej, w dniach tych udawały się procesje wiernych do krzyży przydrożnych należących do parafii, ale nie tylko.

Procesję do nowo wystawionego przydrożnego krzyża przy drodze do Żyglina prowadził, jak to wcześniej bywało, ks. Władysław Branny. Po odprawieniu przewidzianej liturgii został on poświęcony.

Dnia 9 lipca 1994 roku znieważony został krzyż przydrożny, stojący od dziesiątek lat przy drodze prowadzącej z naszego miasta do Wielkiego Żyglina. W tym samym prawie czasie na placu położonym naprzeciw kościoła parafialnego od strony północnej i plebanii od strony zachodniej (dawny ogród należący do posesji p. Żyłków - zobacz: "Historia zakupu działki pod zbożny cel). dobiegały końca roboty przy wznoszeniu kaplicy i Dróżek Siedmiu Boleści, Matki Boskiej Bolesnej. Całość została urządzona wg. projektu architekta Zygmunta Szymy z Tarnowskich Gór. Zbeszczeszczony Krzyż postanowiono ustawić przy kaplicy Matki Boskiej Siedmiobolesnej na wspomnianym już placu przy plebanii.

kaplica

Kaplica na placu Dróżek Siedmiu Boleści wg. projektu arch. Zygmunta Szymy z Tarnowskich Gór. Przy prawym brzegu kaplicy osadzono sprofanowany krzyż przy drodze żyglińskiej. Foto własne.

 

nowy krzyż przydrożny

Na miejscu krzyża przydrożnego, który przeniesiono i usadowiono przy kaplicy Matki Boskiej Bolesnej, osadzono nowy, który został przez ks. proboszcza Labego poświęcony. Krucyfiks do tego krzyża ofiarował ks. prob. Laby, który go przywiózł ze swojej rodzinnej parafii spod Trzebnicy.Foto własne.

Niemal w rocznicę znieważenia krzyża przydrożnego – rankiem 5 lipca 1995 roku – parafia została wstrząśnięta odkryciem kolejnego świętokradztwa.

obraz

Wizerunek Matki Boskiej Siedmiobolesnej sprzed profancji.Foto wizerunku pobrano z pozycji książkowej śp. A. Famuły. "Parafia i Kościół Wniebowzięcia NMP w Miasteczku Śląskim" 1998.

Bowiem przez okno witrażowe murowanego kościoła parafialnego weszli do prezbiterium złoczyńcy i zbeszcześcili Obraz Matki Boskiej Siedmiobolesnej w głównym ołtarzu, rabując srebrne wota Panience Świętej, a będące darem wdzięczności wiernych i to od kilku setek lat.

Źródła. A. Bramowska;. Antoni Famuła. „Parafia i Kościół Wniebowzięcia NMP”.; Messtischblatt Tarnowitz; Przekazy rodzinne.

 

 



Autor artykułu : Leonard




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com