Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Dzieje górnictwa i hutnictwa na G. Śląsku do 1806 r. /1

Kategoria :  Dzieje Śląska pod władaniem Habsburgów       Data : 2020-06-13 18:33:00

Pod panowaniem Habsburgów

1.Autor publikacji książkowej, Jak w tytule, dr Wojciech Zaleski rozpoczyna opis dziejów górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku od czasów, które są wspominane w zachowanych materiałach źródłowych. Te pierwsze źródła mają charakter wymyślonych legend. Mieszczanie bytomscy mieli być tak bogaci, że w domach ich pojawiały się kolebki ze srebra, a nawet jakieś schodki również ze srebra, którymi wchodziło się do łóżek. Tak właśnie miało być w czasie gospodarczej prosperity w kopalniach srebra i ołowiu na obszarze bytomskim, gdzie pojawił się mściwy Szarlej, który zapowiedział zalanie gór (kopalń) wodą. Podobna legenda zrodziła się na tarnogórskim górniczym obszarze. Chłop Rybka wyorał bryłę rudy i tak się zaczęło. Wojciech Zaleski rozpoczyna od legend, ale następnie porusza się drogą rzeczywistych konkretów, aby opisać i uzasadnić rzeczywiste motywy rozwoju górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku, jak i występujące przyczyny kryzysów gospodarczych.

2.Słowo wstępne. Towarzystwo imienia Romana Dmowskiego cieszy się niezmiernie, że może ogłosić między wydawnictwami cenną, bogatą treścią i nowatorstwo przeprowadzonymi badaniami, niniejszą pracę Wojciecha Zaleskiego. Cóż może bowiem bardziej obchodzić badawczą myśl narodową, która usiłuje w warunkach emigracyjnych znaleść sobie wyraz w pracach prowadzonych w naszym towarzystwie, niż zagadnienie przeszłości Śląska, jego wielkiego dziejowego dorobku i wkładu w Polską kulturę i polskie życie gospodarcze? Dzieło to należy do dorobku myśli narodowej nie tylko przez swą treść i temat, lecz także przez osobę autora.

3.Wojciech Zaleski. Był ongiś członkiem Stronnictwa Narodowego, odgrywając niepoślednią rolę w jego komórkach zajmujących się sprawami ekonomicznymi. Później z jego stronnictwa wystąpił, ale to nie znaczy, że porwał łączące go z ruchem narodowym więzy. Był on jednym z założycieli ugrupowania, które oderwało się od Stronnictwa Narodowego, i które pod koniec życia Dmowskiego stało wobec niego w ostrej opozycji. Ale ugrupowanie to nie przestało być cząstką ruchu narodowego w szerokim pojęciu i zachowało podstawy myślowe poglądom politycznym i ideowym Stronnictwa Narodowego niezmiernie pokrewne. Byłem zawsze przeciwnikiem Obozu Narodowo-Radykalnego i nie zmieniłem swego krytycznego poglądu na rolę, jaką on w skomplikowanych warunkach życia polskiego w okresie międzywojennym odegrał – ale właśnie jako przeciwnikowi tego ugrupowania, dziś gdy od ustania wszelkiej jego działalności minął czas wystarczajacy do narodzenia się i wejścia w życie nowego polskiego pokolenia – wolno mi chyba powiedzieć, że różnice jakie nas dzieliły nie były duże i sprowadzały się bardziej do ocen taktycznych, niż do wniosków praktycznych, do spraw dyscypliny, niż do podstawowych zagadnień ideowych i światopoglądowych. Jeśli były jakieś głębsze różnice pod innymi względami, to na pewno najmniej ich było w poglądach na sprawy ekonomiczne.

Wojciech Zaleski był ekonomistą narodowym – i to wybitnym, oryginalnym i twórczym – przez całe życie.

4. Krótki rys biograficzny. Wojciech Syriusz Zaleski urodził się dnia 17 kwietnia 1906 roku w Pustowarni na Ukrainie jako syn Antoniego i Marii z Kirchmajerów. Do szkół średnich uczęszczał na Ukrainie, w Krakowie i w Zakopanem, po czym studiował prawo na uniwersytetach lwowskim i krakowskim, uzyskując w r. 1928 tytuł magistra i w r. 1931 doktorat prawa ze specjalizacją w naukach ekonomicznych. Zarabiał na chleb jako dziennikarz, pisując w warszawskiej „Gazecie Handlowej” (1931-32), w warszawskim „ABC” (1932-34), w katowickiej „Polonii” (styczeń-czerwiec 1936), znów w „ABC” jako redaktor naczelny (wrzesień 1936-czerwiec 1938), wreszcie w miesięczniku „Nowe Wiadomości Ekonomiczne Y Uczone” (lipiec 1938 do wybuchu wojny). W chwilach wolnych od pracy zarobkowej zajmował się pracą naukową, opracowując dla Polskiej Akademii Umiejętności dzieje górnictwa i hutnictwa śląskiego. Zagadnieniu temu poświęcił swe urlopy, spędzając je w bibliotekach Berlina i Wrocławia; niniejsza książka (pt. jak na wstępie LAH) jest owocem tych właśnie badań.

Jest to fragment ze Słowa Wstępnego autorstwa Jędrzeja Giertycha, ze stycznia 1967 r. a napisane w Londynie, do wymienionej publikacji książkowej Wojciecha Zaleskiego.

I. Górnictwo śląskie w świetle najdawniejszych źródeł. Pierwsze wiadomości o istnieniu górnictwa rud ołowiu i srebra na Górnym Śląsku pochodzą z XII i XVIII wieku ( Przypis1.). Są to jednak tylko krótkie wzmianki, nie pozwalające na wyciągnięcie żadnych wniosków o jego rozmiarach. Nie o wiele więcej wiadomości posiadamy o górnictwie bytomskim w XIV w.po Chr., które musiało już być prowadzone na większą skalę, bo o bogactwie mieszczan bytomskich krążyły w późniejszych stuleciach legendy (2.). Relacje o zamordowaniu dwóch księży bytomskich przez mieszczan wspominają o tym, że podłożem zatargu był spór o dochody z górnictwa (3.).

   Na podstawie relacji mnicha klasztoru św. Wincentego, Libentala, o demonie Szarlenie, Steinbeck (4.), wyciąga wniosek, że w Bytomiu miał miejsce spór o wolne kuksy lub dziesięciny. Wszystkie relacje są o tyle zgodne, że stwierdzają, iż wkrótce po zamordowaniu księży bytomskich górnictwo tamtejsze upadło, a miasto zubożało (5.). Przyczyną jego upadku miała być kara boska, pożar lub wody zalewające kopalnie.

   Powtarzająca się u Libentala i Roździeńskiego relacja o zalewaniu przez wodę kopalń bytomskich znajduje potwierdzenie w liście mieszczan bytomskich do margrabiego Jerzego Fryderyka z 1584 r. Mieszczanie wspominają o istniejących niegdyś w Bytomiu licznych budowach górniczych, jakich obecnie już nigdzie nie ma, o hutach i płuczkach, których ślady można jeszcze znaleść, a nawet o stosowaniu w dawnym górnictwie bytomskim „kunsztów” (mechanizmów), poruszanych wodą. Przyczyną nagłego upadku tak rozwiniętego górnictwa mogły być ich zdaniem tylko wody, których i później nie można było opanować (6.).

   Pewniejsze źródła wiadomości o górnictwie bytomskim ograniczają się zaledwie do paru znanych dokumentów. Bezpośrednio po zajściu z księżmi, w r. 1369 ks. Konrad II Oleśnicki dzieli się z ks. Przemysławem Cieszyńskim m.in. dochodami z górnictwa (7.) we wsiach Miechowice i Bobrek (Mochwicz i Bobrick). W akcie tym książęta stwierdzają, iż dochodami z tego górnictwa dzielić się będą po połowie, przy czym mają utrzymywać każdy swojego żupnika i sędziego dla górnictwa w tych wsiach, wspólnie udzielać nadania górnicze i dzielić po połowie dochody. Tak samo dzielone są dochody z górnictwa we wsiach Polskie Piekary i Bobrownik.

   W latach 1401-1407 ławnicy igławscy odpowiadają na szereg pytań prawnych mieszczan bytomskich. Z pytań i odpowiedzi (8.) wynika, że w Bytomiu, względnie pod Bytomiem istniały wówczas trzy huty (smelzhütte). W jednym wypadku wyraźnie jest mowa o hucie ołowiu (bleihütte), ale niewątpliwie wszystkie trzy odpowiedzi dotyczą hut ołowiu, gdyż hutnicy żelaza tzn. huty dymarkowej nigdy nie nazywano „smelzhütte” (9.).

   Wszystkie trzy zapytania górników bytomskich skierowane do ławników z Igławy oraz otrzymane przez nich odpowiedzi rzucają nieco światła na stosunki w górnictwie bytomskim (10.).

   Wymienione nazwiska (Jurge Schorling, Petir Swacz, Petir Gruczner, Stasek, Andres i Krysek Rudiski) świadczą o tym, iż górnikami bytomskimi byli przeważnie Polacy.

   Huty ( z odpowiedzi można wnosić, że było ich najmniej trzy) zatrudniają już obok właściciela także robotników. Roszczący sobie pretensje do jednej z hut powołuje się na świadectwo „smelcern, kolsezern und hutleuten: widać, że w takiej hucie pracowało więcej robotników, gdyż wszystkie ich kategorie wymienione są w liczbie mnogiej. Od hut uiszcza się opłaty na rzecz panującego na ręce żupnika – o ich wysokości nic się nie dowiadujemy. Wartość huty ocenia w jednym wypadku skarżąca na sto grzywien.

   Jak wynika z cytowanego przez Abta podania burmistrza i rady miasta Bytom do margr. Jerzego Fryderyka z 20 IX 1584, w Bytomiu znajdowała się niegdyś mennica. W innym miejscu tego samego pisma mieszczanie bytomscy powiadają „auch unsere Nachbarn und Bürger zu Gleiwitz, welche Stadt vor Zeiten die Münz allhier zugleich mitgehalten“. Z tej relacji wynikałoby, że miasto miało swoją mennicę, podobnie jak Gliwice. Steinbeck (11.) słusznie powątpiewa czy Bytom i Gliwice mogły mieć regale mennicze. Raczej należy przypuszczać, iż miasta biły pieniądz, uiszczając za to pewne opłaty księciu. Za istnieniem tych mennic w Bytomiu i Gliwicach przemawia to, że znane są monety Siemowita Bytomskiego i jego ojca Kazimierza (XIV wiek) (12).

   Stare zapadliska wskazują, że górnictwo bytomskie rozciągało się na Szarlej, Dąbrówkę Wielką, Kamień, Miechowice, Srebrną Górę i Suchą Górę (13.). Burckhardt pisał w r. 1748, że zapewniono go o istnieniu w wielu piwnicach bytomskich wyraźnych śladów „laboratoriów”, w których mieszczanie przetapiali rudy (14).

   Znane dotychczas żródła, dotyczące dawnego gornictwa w Bytomiu są, jak widzimy, bardzo szczupłe. Przez cały wiek XV, po r. 1404, tj. po dacie ostatniej odpowiedzi ławników iławskich na zapytania bytomian, nie mamy o nim już żadnych wiadomości. Przedwcześnie byłoby jednak wyciągnąć stąd wniosek, że górnictwo zamarło wówczas całkowicie do tego stopnia, że nikt nie podejmował nawet prób wydobywania rud.

   Słuszniejsze raczej wydaje sie przypuszczenie, że wciąż podejmowano próby odnowienia tego górnictwa (15), ale ponieważ nie były one uwieńczone powodzeniem, książęta nie zajmowali się dochodami z górnictwa i stąd po próbach tych nie pozostały żadne ślady w dokumentach.

Przez cały wiek XV rozwijało się górnictwo w pobliskich okolicach Olkusza. Wiedziano tam o istnieniu rudy koło Bytomia, a górnicy olkuscy musieli próbować szczęścia i wtych okolicach, skoro zapuszczali się aż pod Kutną Horę (16.).

   Jak stwierdził Abt (por. Rozdział. IV, 13), w początkach górnictwa tarnogórskiego występują w nim wyłącznie górnicy z okolicznych miejscowości i olkuscy, oni też musieli wykorzystać odkrycie pierwszych pokładów rud koło Tarnowskich Gór, co mogło być dziełem przypadku.

   Istnieje kilka podobnych do siebie relacji na temat początku i nagłego rozwoju wokół tej miejscowości górnictwa. Zimmermann (17.) opisuje, jak według podania chłop Rybka miał znaleść kawałek rudy, wyoranej pługiem, ciągnionym przez woła. Miało to zwrócić uwagę górników bytomskich, którzy zainteresowali się dokonanym odkryciem. Zaczęto poszukiwania, które rychło doprowadziły do odkrycia płytko położonych, a zasobnych pokładów rudy.

   Roździeński znowuż opowiada, że chłop Rybka znalazł kruszec, wydobyty na wierzch przez drzewo obalone z korzeniami (18).

   Opowieść tę komplikuje jeszcze Steinbeck (19), który przypuszcza, że górnik nazwiskiem Wół musiał czynić poszukiwania na gruncie chłopa Rybki (trudno zrozumieć, po co Steinbeckowi potrzebny był ten górnik nazwiskiem Wół?). Odkrycia pokładów rud były w owych czasach zazwyczaj dziełem przypadku. Istnieje szereg legend, dotyczących wszystkich niemal ważniejszych ośrodków górniczych, na temat odnalezienia pokładów kruszcu w wykrocie obalonego drzewa, w wyoranej skibie itp. Być może, że w Tarnowskich Górach miał miejsce jakiś tego rodzajy przypadek.

   Kiedy mogło nastąpić odkrycie nowych, płytko położonych, a bogatych zasobów rudy w okolicach Tarnowskich Gór? Zimmerman pisze, iż już w 1519 r. w Tarnowskich Górach wybudowano szereg domów, że zatem wówczas już musiało się tam rozwijać wydobywanie kruszcu (20).

   Abt wyraża co do tej informacji wątpliwości. W każdym razie w 1524 r. margr. Jerzy Brandenburski, dzierżący już wówczas księstwo raciborskie i mający zastaw na księstwie opolskim wysyła Bernardowi Bohemowi w Budzie (na Węgrzech) próbki rud z okolic obecnych Tarnowskich Gór (21).

   W styczniu następnego roku górmistrz Leonhard von Gendorf z Budy odpisuje na list margrabiego, dotyczący zapewnie również rud tarnogórskich. Jak wynika z treści odpowiedzi Gendorfa (22), margrabia prosił go także o przysłanie mu doświadczonych górników. W każdym razie zatem już w r. 1624 zaczęto wydobywać rudy ołowiu i srebra w Tarnowskich Górach sposobem górniczym.

   II.Technika pracy górniczej w XVI wieku. W początkach górnictwa Tarnowskich Gór wybito dużą ilość małych szybów,obliczonych na eksploatację płytkich pokładów. Po ich wyczerpaniu trzeba było sięgnąć głębiej do wnętrza ziemi. Wówczas nie wystarczały już prymitywne sposoby odwadniania, trzeba było budować sztolnie.

   Punkt ciężkości, jeżeli chodzi o technikę górnictwa tarnogórskiego, spoczywał na zagadnieniu odwodnienia. Przy małej głębokości szybów wydobywano początkowo wodę w kubłach, na kołowrotkach poruszanych ręcznie, czasami także pompami ręcznymi przy użyciu drewnianych rur. Przy większej głębokości wprowadzano kunszty poruszane kieratami, do których wprzęgano nieraz duże ilości koni. Wobec nieszczelności rur drewnianych wydajniejsze były odwadniarki, przy których wody nie pompowano, lecz wciągano ją, na przykład w skórzanych worach. Takich właśnie odwadniarek używano w Tarnowskich Górach (23).

   Woda z odwadniarek odprowadzana była do rzek i potoków w rynnach, po to, by znów nie przesiąkała do kopalń. Gdy przy dobrym działaniu odwadniarki w przyległych kopalniach wydobycie było tak małe, że kunsztmistrzowi nie opłaciło się zaprzęgać koni, lecz musiał uprzedzić na 14 dni z góry o zaprzestaniu pracy. Gdy przez te 14 dni wydobycie nie poprawiło się wskutek wyczerpania pokładów lub tp., pracę odwadniarki wolno było zatrzymać. Przy pomocy odwadniarek osuszano nie raz kopalnie do głębokości 15 łatrów tj. około 42 metrów (24). Odwadniarki zjawiają się już od samego początku górnictwa tarnogórskiego. W r. 1526 przywilej na odwadniarki otrzymują od ks. Jana Opolskiego Antoni i Mikołaj Lipka. Mieli oni stawiać kunszt w Tarnowskich Górach i od właścicieli przyleglych kopalń otrzymywać obliczane w zawiły sposób wynagrodzenie pieniężne (25).

   Później wciąż spotykamy wiadomości o budowie nowych odwadniarek. W r. 1529 buduje w Tarnowskich Górach odwadniarkę M. Heidenreich. Już w r. 1532 do budowy trzech „kunsztów” w Liszczu przystępuje gwarectwo, utworzone przez Decjusza (26). Gwarectwo to napotykało na duże trudności, gdyż miało wydobywać wodę ze szczególnie dużej głębokości. W r. 1533 odwadniarki wobec tych trudności jeszcze nie pracowały i powstał spór między gwarectwem Decjusza, a gwarectwem wrocławskim, które miało w Liszczu nadanie na 14 miar i chciało budować swoje odwadniarki. Spór ten rozstrzygnął w r. 1533 margrabia, dając gwarectwu krakowskiemu termin uruchomienia kunsztów. Gwarectwo Decjusza musiało uruchomić w przewidzianym terminie swe odwadniarki, gdyż jest o nim mowa w roku następnym. (27).

   W r. 1535 margr. Jerzy zawiera umowę z cieślą i budowniczym z Karniowa, Heunischem, przyznając mu dziewiątą nieckę od osuszonych kopalń oraz zapewniając mu ochronę odwadniarek jego wzoru przed naśladownictwem w ciagu 8 lat (28). W r. 1537 utworzyło się gwarectwo, które przystąpilo do budowy trzech odwadniarek w Żyglinie (Żyglińskie Góry).

   W r. 1551 duża spółka gwarków wrocławskich i krakowskich utrzymywała trzy odwadniarki, które pracowały na zasadzie udziału w wydobyciu sąsiednich osuszonych kopalń (za ósmą nieckę). Gwarectwo to musiało być przedsięwzięciem na wielką skalę, gdyż na jego trzech odwadniarkach pracowało 360 koni, nie miało jednak powodzenia, co widać stąd, że wkrótce pozwolono mu wyprząc konie bez obowiązującego uprzedzenia na 14 dni z góry (29).

   W r. 1561 Krzysztof Keller, którego wspólnikami byli Hans Karlin z Wrocławia i Niemeck z Wittemberg, zawarł umowę ze wszystkimi gwarkami z Tarnowskich Gór, Żyglina i innych miejscowości o osuszenie kopalń odwadniarkami nowego wzoru. Krzysztof Niemeck w następnym roku już skarżył się margr. Jerzemu Fryderykowi na naruszenie jego przywileju (30). Wynika stąd, że obok tego nowo utworzonego gwarectwa odwadniającego, gwarków krakowskich i wrocławskich, działały w Tarnowskich Górach i inne. W r. 1564 założono na sztolni św. Jakuba odwadniarkę poruszaną siłą wodną z potoku lasowickiego, który później nazwano od wód sztolniowych Stołą. Już w r. 1567 wspominają radcy karniowscy o dwóch odwadniarkach, poruszanych siłą wodną. Przenoszenie siły odbywało się wówczas przy pomocy konstrukcji z długich listew. Później też zjawiają się nowi majstrowie, obiecujący budować odwadniarki według nowych wzorów, rzekomo zapewniających wiekszą wydajność.

   Sama praca wydobywcza w kopalniach, o ile nie groziło niebezpieczeństwo kurzawki, nie nasuwała szczególnych trudności z uwagi na płytkość szybów tarnogórskich. Należało jedynie zachować ostrożność i pośpiech w eksploatacji, gdyż wcześniej czy później we wszystkich niemal szybach występowały trudności z wodą i kurzawką. Wiele szybów porzucano z tego powodu bardzo szybko. Ze względu na to, stosunkowo rzadko stosowano szyby wentylacyjne i świetlne.

   Z uwagi na kruchość pokładów zupełnie wyjątkowo zdarzały się szyby i chodniki, które nie wymagały obudowy ciesielskiej. Do tej obudowy chętnie używano drzewo dębowe, choć później przy wielkiej ilości szybów musiano się zadowolić drzewem miękim. Kamieni, znajdowanych przy robocie górniczej nie wydobywano, lecz używano ich do budowy filarów (31). W walce z kurzawką posługiwano się słomą, która zatrzymywała kurzawkę, umożliwiając odpływ wody. Słomą zatykano miejsca, którymi przedostawała się kurzawka.

   Rudy wyrąbywano przy pomocy klinów i motyk, następnie wnoszono je do podszybia przy pomocy niecek, skąd wyciągano je na powierzhnię kubłami, ciągnionymi na powrozie przez kołowrót. Później musiano wprowadzić wózki górnicze. Gdyż przywilej margr. Jerzego Fryderyka z r. 1599 wspomina o popychaczach wózków (hundtlaufer), (32).

   Doprowadzenie powietrza w sztolni św. Jakuba odbywało się przy pomocy rury, które były prowadzone od szybów wentylacyjnych do czoła sztolni. Przebicia między szybami były znane i zapewne musiały się często zdarzać wobec nagromadzenia dużej ilości szybów. Chodniki były miejscami tak wąskie, ze można było przejść przez nie tylko na czworakach (33).

   W późniejszym czasie do wydobywania rud zastosowano także siłę koni, zaprzężonych do kołowrotów. Kołowroty poruszane końmi stosowano m.in. przy sztolni św. Jakuba. Przy eksploatacji rud ani znanego już wówczas, na przykład w górnictwie saskim, prochu, ani roboty ogniowej, co tłumaczy się miękkością rud tarnogórskich. Gdy jednak w sztolni św. Jakuba natrafiono na skałę, przez cały rok przebito zaledwie 8 łatrów (34). Eksploatacja rud nie była zbyt dokładna. Później w XVIII w. w starych złożach znajdowano jeszcze sporo rud, mimo że często powtarzały się zarządzenia, zakazujące przedwczesnego opuszczenia kopalń. Na zaprzestanie eksploatacji wymagane było zezwolenie władz górniczych, którego udzielano po obejrzeniu robót przez żupnika i przysięgłych.

Źródła: Wojciech Zaleski. "Dzieje górnictwa i hutnictwa na Górnym Śląsku do roku 1806". Wydanie II Szczęsne 2017. Wydawnictwo Klinika Języka Lucyna Animowska-Maciejewska, Sokolnicza 8, Szczęsne. Strona internetowa: www.baśnjakniedzwiedz.pl

Wydrukowano za zgodą Gabriela Maciejewskiego.

Przypisy:

   1. (W potwierdzeniu posiadłości i dochodów arcybiskupa gnieźnieńskiego przez papieża Inocentego II z 7 lipca 1136 r., wymieniono dziesięcinę z żelaza, a także „villa ante Bitom que Zuersov dicitur, cum rusticis, argenti fossoribus”. „Cod.Pol. Maj.”,XI, 10. Wutke” Cod.Sil.”, XX, I identyfikuje Zuersov z Chorzowem, co wydaje się prawdopodobniejsze od Siewierza, z powodu bliskości Chorzowa i Bytomia).

    (W r. 1226 biskup Wawrzyniec z Wrocławia udziela Kazimierzowi I Opolskiemu rad co do wysokości ceł. Na podstawie przesłuchania starców w Oleśnie ustalono m. in., że w Siewierzu płaci się od fur, wiozących ołów, jednego skojca od jednego konia –(Gramer F. „Chronik der Stadt Beuthen”. Bytom 1863, str. 15). W r. 1247 Władysław ks. Opolski udziela fundacji św. Wincentego we Wrocławiu prawa osadzania w jej posiadłości Reptov (tj. Repty) osadników na prawie niemieckim, którzy m. in. będą mieli wolność wydobywania ołowiu (plumbum habebunt liberum – „Cod. Sil.”, XX (str. 4). Stenzel, który pierwszy ten dokument przedrukował („Urkundensammlung”, str. 308-309 wyraża wątpliwość, czy słowa te nie odnoszą się do wolnej sprzedaży ołowiu, a nie jego wydobywania, co wydaje się mało uzasadnione, bo trudno sobie wyobrazić wolność sprzedaży ołowiu bez wolności jego wydobywania.).

   2. W. Roździeński (Officina Ferraria albo Huta y Warstat z Kuźniami Szlachetnego dzieła żelaznego”. Wydanie katowickie z r. 1936 z pierwodruku 1612 r., 55) pisze, że Bytom „srebrnym, był zwań”, a mieszczanie bytomscy „mając srebra dość...ku ozdobie srebrne stopnie stawiali u swych łożnic sobie”.).

   3. Ks. Jan Długosz (wyd. lipskie 1712, „Historiae Polonicae”, str. 1152-53) twierdzi, że przyczyną zajścia była pycha mieszczan, wzbogaconych na wydobywaniu ołowiu i srebra. Mnich Libental w relacji spisanej w r. 1500 (Stenzel „Scriptores Rerum Silesiacarum II”, 148-153, pisze, że zbrodnię popełniono na tle sporów o różne dochody między klasztorem a kościołem parafialnym. Do opowiadania do przebiegu samej zbrodni dorzuca Libental także relację o demonie Szarlenie.

   4. Steinbeck A. „Geschichte des Schlesischen Bergbaues, seiner Verfassung, seines Betriebes”, Wrocław 1857, II, 143.

   5. Długosz Jan pisze (…). Roździeński pisze, że górnicy chcieli się pozbyć złego ducha Szarleja i w tym celu. „Rozmaite mu przykrości wyrządzali”. Szarlej „bacząc ich zmowę”...powiedzial im...że kruszec-przez onę swą złość – utracić mieli. Rozkazał wszystkim z trzaskiem, którzy byli w górze (to znaczy w kopalni – przyp. autora) by na wierzch uciekali, bo woda jak morze prędko góry zaleje. I tak zaraz wstała wielka woda – jak rzeka góry zalała. I tak zaraz wstała woda wielka – jak rzeka góry zalała”. Potem jeszcze górnicy „wielekroć nie mieli onej pierwszej fortuny, bo im przeszkadzały zawżdy wody – a zatem te góry ustały”.

   6. Abt, E.L.G. „Geschichte des Blei – und Silbererzbergbaues um Tarnowitz und Beuthen in Oberschlesien”. Rękopis z 1787 r. w Archiwum Wyższego Urzędu Górniczego (Oberbergamtu) we Wrocławiu. Korzystałem z odpisu maszynowego Śląskiej Biblioteki Publicznej w Katowicach (autor publikacji książkowej). (...)

   7. „Cod. Sil.”, XX, 54 i 55.

   8. „Cod. Sil.”, XX, 64-66.

   9. Wynika to stąd, że w dymarce żelazo nie osiąga pełnej płynności. Stąd jest „kute”, a nie „topione”.

   10. „Cod. Sil.”, XX, 64-66, przedruk Tomasza von Stradowo „Das alte Bergrecht von Iglau und seine bergrechtlichen Schöffensprüche“, Innsbruck 1897, str. 102-104.

   11. O.c.,II, 144.

   12. Gumowski w „Historii Śląska“, PAU, Kraków, IH, 657-8.

   13. Koch H. „Denkschrift zur Feier des 100-jährigen Bestehens d. Friedrichsgrube bei Tarnowitz“, Berlin 1884,8.

   14. Tamże, 9.

   15. Roździeński (o.c.,56) pisze o tym, że górnicy „wielekroć się po tym (tj. po upadku Bytomia – przyp. autora) o kruszce kusili” w innych miejscach, a w 1584 r. starzec Jan Szmisz (Hans Schmisch), liczący 92 lata, zeznał przed urzędnikami margrabiego, iż przed około 80 laty Antoni Hornig uprawiał górnictwo koło Bytomia, miał „kunszty” poruszane przez konie i wydobywł wiele rud, jednak z powodu drożyzny i braku owsa (dla koni) górnictwa tego zaniechał (Rękopis Abta). Trudno oczywiście polegać z pewnością na ścisłości tego zeznania, z którego by wynikało, że jeszcze 20 lat przed pierwszymi wzmiankami dokumentarnymi o górnictwie tarnogórskim podejmowano próby wydobywania rud koło Bytomia, ale w każdym razie trudno wiązać to zeznanie z górnictwem tarnogórskim, gdyż przy jego początkach Szmisz musiał być już człowiekiem dorosłym (30 – letnim).

   16. Łabędzki Hieronim „Górnictwo w Polsce”, Warszawa 1841, str. 107-109. Podaje on, że za Kazimierza Jagiellończyka w Olkuszu 800 koni pracowało przy odwadniarkach, przypomina też wierszowany utwór niemiecki z XV w., wedle którego książę Wirtemberski miał w tych słowach odradzać cesarzowi Albertowi II zdobywanie Kutnej Hory:

 Disz Perg Lewt sin Gest

Diser ist von Polan

Der andere von Pomeran

Der dritte von Michsen, itd.

   17. Zimmermann, Albrecht Fr. „Beyträge zur Beschreibung von Schlesien”, Brzeg 1783, II, str. 219.

   18. Roździeński, o.c. 57.

   19. O.c., II, 146.

   20. „Beyträge” itd., tom U

   21. „Cod. Sil.”,XX, 224.

   22. „Cod. Sil.”,XX, 225.

   23. Abt, o.c., 201.

   24. Rękopis Abta, 214. Abt podaje tygodniowy koszt utrzymania przy odwadniarce koni na 2 000 florenów, co jest oczywistym błędem. Zdaje się, że ma być 200 florenów.

   25. „Cod. Sil.”, XX, 231-2.

   26. „Cod. Sil.” , XXI, 30-31.

   27. Rękopis Abta, 201.

   28. Rękopis Abta, 206, za Abtem Steinbeck, o. c., II, 1967 i za Steinbeckiem „Cod. Sil.”;XXI, 38.

   29. Rękopis Abta, 210.

   30. „Cod. Sil.”,XXI, 128 i 129.

   31. Patrz opis dawnych robót w „Schlesische Provinzialblätter” I, 95. Autor tego opisu opiera się na pozostałych śladach dawnych robót.

   32. Zivier „Akten und Urkunden”, 330, inne szczegóły o systemie eksploatacji według Abta.

   33. „Schlesische Provinzialblätter”, I, 96.

   34. Rękopis Abta, 200.

 



Autor artykułu : Wojciech Zaleski




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com