Wszystkich gości :   494404

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Wypiski z G. Ś. prasy z ostatniej ćwierci XVIII stulecia / 5

Kategoria :  Prasa górnośląska       Data : 2021-10-27 17:37:39

Prasowe wypiski

Czesi a Niemcy. Ci co nasz periodyk czytają, wiedzą iż na życzenie cesarza austriackiego zebrali się w Wiedniu wybitni mężowie czescy i niemieccy, by obmyśleć warunki, pod jakimi by w Czechach Niemcy z Czechami pogodzić się mogli i nadal żyć zgodnie obok siebie. Dotąd bowiem obie te narodowości na ziemi czeskiej srodze się wadziły. Sprawa ta jest dla nas wielce ciekawą i pouczającą, boć Czesi przez długie wieki w podobnym do naszego znajdowali się położeniu. Dlatego warto o tej sprawie pomówić obszerniej.

 

                        Autor foto William Robert Shephard. Domena publiczna, via Wikiledia Commons

Otóż Czesi stanowili przed wielu wiekami osobne państwo polityczne, podobnie jak Polska. Czesi prędzej się atoli zniemczyły, już to dlatego, że były położone bliżej krajów głównych niemieckich i narażone były więcej niż Polska na napływ niemczyzny, po drugie dlatego, że posiadali lichych królów, którzy ubiegając się o niemiecką koronę cesarską nie tylko sami się zniemczyli, lecz sprawili przez to zniemczenie prawie całego kraju. Wiadomo też, że przez zniemczenie się Czechów. zniemczył się też częściowo i nasz Śląsk, który wtedy z Czechami był połączony. Z początku wynarodowili się możni panowie czescy, za ich przykładem poszła szlachta możniejsza, wreszcie miasta. Lud ten wprawdzie z początku wielce napływowej ludności niemieckiej się opierał i w obronie swej narodowości niejednokrotnie za broń chwytał, lecz opuszczony przez swych panów i części mieszczan, musiał wreszcie ulec potężnym przeciwnikom i popadł w pewien rodzaj omdlenia. Wtedy też rozpoczął się najazd ludności niemieckiej do Czechów, którzy zwłaszcza od czasu, gdy Czechy dostały się pod panowanie cesarskiej rodziny Habsburgów, zajmowali oni prawie wszystkie najważniejsze urzędy i zapanowali prawie nad wszystkim, poniewierając przy tym mowę czeską i wszystko co czeskie. Lud rodzimy patrzał na to, zaciskając z początku pięści, później czując swa niemoc, zaczęli wątpić w siebie samych, co sprawiło, że lud czeski „usnął zupełnie”. I nastał czas, w którym mało kto wiedział, że w Europie istnieje jeszcze naród czeski, podobnie jak nie wiedziano, a raczej chciano niewiedzieć, że na Śzląsku żyją jeszcze Polacy.

Zebranie niemiecko-katolickiego związku Mężczyzn. W czasie tego spotkania zdawał poseł raciborski sprawę z czynności sejmowych z ubiegłego roku. Szkoda, że pan Zaruba zniewolonym był wyjechać do Berlina na rozpoczynające się w środę nowe posiedzenie sejmowe, bo zapewnie by i polskim swym wyborcom przy jakiejś sposobnności to samo i po polsku powiedział. Aleć co się odwlecze, to nie uciecze.

Szanownym naszym czytelnikom z miasta i okolicy przypominamy, że w przyszłą niedzielę odbędzie się miesięczne nadzwyczajne zebranie Towarzystwa Polsko – Górnoszląskiego w lokalu p. Bochnika przy ulicy Panieńskiej.

W co są bogate okolice Raciborza i samo miasto? Okolica miasta Raciborza. Jest zaiste bogatą w pewien rodzaj wyzyskiwaczy i w ludzi nierozsądnych, którzy się wyzyskiwać pozwalają. Tak na przykład mieszka na Brónkach, w pobliżu młyna Domsowego i lazaretu wojskowego sławna „karciarka” H., która wyroczniami swemi już niejedną mareczkę od ludzi wyłudzila i wiele złego w świecie nabroiła. W jarmark ostatni był też u niej pewien chłop z Zawady. Temu musiała karcianka owa nagadać straszne rzeczy, bo chłop stracił rozum i zaczął tak szaleć, że go wójt musiał kazać pilnować, by nieszczęścia jakiegoś nie było. Tak przedstawia ową sprawę żona tego chłopa. Wójt w Zawadzie będzie więcej o wypadku tym wiedział. Ale mamy i innych „mądrych” w okolicy Raciborza, a do nich należą mianowicie sławne nasze „dochtórki” i samorodni „doktorzy”. Starawieś ma swoją sławną „Kraiźlinę”, która jak wiemy, nawet panie w mieście „smaruje”. O „haderloku” sławnym w Lyskach raz już wspominaliśmy, nie warto więc drugi raz o nim pisać. Z Kraźliną starowiejską sąsiaduje sławetny „lekarz” Piostzick na Brónkach, ongiś (ł) owczorz, który się do kunsztu leczenia ludzi na owcach zaprawiał. Cieszy się on podobno większą „praktyką” niż niejeden lekarz raciborski. W ostatnim czasie znalazły podobno i Budziska swego „cudownego” lekarza. W Tłustomostach i w Krzyżanowicach są zaś baby „mądre”, które, gdy kogo „morzy”, glizdy i inne robactwa po prostu „zażegnują”, co atoli nie zawsze ma pomagać!

Kto był pierwowzorem? Najdawniejszym jednak ze wszystkich jest były łowczorz Matysiok w Boguminie. Sława jego sięga nawet poza granicę pruską. Przyjeżdżają też do niego ludzie aż z Alzacji i Lotaryngii, zwłaszcza chromi, którym natura przez pomyłkę dała jedną nogę krótszą od drugiej, prosząc, by im nogę tę przedłużył. Ten błąd natury „leczy” Matysiok w ten sposób, że każe chromym nosić przy krótszej nodze „grubsze podeszwy”! Toć to samo, by i szewcy w Alzacji poradzili. Wielką też wziętość posiada Matysiok u szlachty bawarskiej, zwłaszcza od czasu, gdy miał pomóc pewnemu landratowi czy też komuś z rodziny landrata. Widocznie i i między szlachtą głupich nie brakuje. Dawniej też „praktykował” jakiś sławny kowal, czy też łowczorz w Wojnowicach i wyrywoł chorym zamiast bolących zębów, niewinne szczęki. Lecz ten zaćmiony sławą bogumińskiego Matysioka, przestał już praktykować. Matysiok posiada zwłaszcza wprawę w naciąganiu nóg, a czyni to tak dzielnie, że gdy ktoś przed „operacją” był chromym, to po operacji już wcale chodzić nie może. Czy nasza władza o tym wszystkim nie wie? Dowie się dowie, gdy któregoś zęby zabolą albo jakaś wrażliwa część ciała.

Co piszą niektóre pisma niemieckie. Otóż niektóre z tych pism rozgłosiły, ze znany misjonarz Ojciec Piegza, rodowity Górnoślązak, działający w Bułgarii z wielkim pożytkiem dla Kościoła, został w końcu roku zeszłego , tamże zamordowanym. Pogłoska ta jest zmyśloną. Ojciec Piegza żyje i cieszy się jak najlepszym zdrowiem.

Kto stara się o pomoc dla ubogich? Prowincja szląska wyda w roku 1889/90 769 tysięcy marek na utrzymanie swych ubogich. Pierwszą ratę już ściągnięto.

Zgon w klasztorze Trapistów. W Natalu w południowej Afryce zmarł w dniu 25 listopada roku zeszłego Brat Sarkander z zakonu Cystersów. Zmarły pochodził z Raciborza i był synem zmarłego tutaj sekretarza Schwartza. Do zakonu należał od lat 10, z tych przeżył lat 6 w Afryce.

Najszczęśliwsze miasto. Otóż jest nim na Górnym Śląsku niezawodnie Byczyna. Dla mieszkańców miasta tego: rozpoczął się rok nowy miłą niespodzianką. Otóż oświadczono im, że miasto się znajduje w tak szczęśliwej majątkowej sytuacji, że mieszkańcy w przeciągu pierwszych trzech miesięcy b.r. nie muszą płacić żadnych podatków komunalnych (gminnych). Cóż na to powiedzą mieszkańcy Królewskiej Huty?

Płonia. W poniedziałek wieczorem powstał tu ogień w zagrodzie gospodarza Sobeczko. Spalił się dom mieszkalny murowany i stodoła. Przypuszczano, że ogień miał być podłożonym. Pierwsza sikawka przybyła z Brzezia, a potem dopiero z Raciborza.

Studzienna. U nas był znów nóż w robocie. W niedzielę wieczorem pokłócił się jakiś cygarnik z pewnym mieszkańcem wsi naszej i uchwyciwszy w gniewie za nóż, wbil mu go w kość policzkową poniżej oka tak silnie, że nóż się ułamał. Następnie ów cygarnik drapnął (uszedł). Tkwiący w kości koniec noża próbowano najprzód wyciągnąć zębami, a gdy to się nie powiodło, wyciągnięto go kleszczami. Koniec tego noża był na na 3 cm długi. Okazało się ,że rana na szczęście nie jest niebezpieczną, a co najważniesze oko nie zostało uszkodzone. Oj! Te noże nieszczęsne.

Sudoł. Szczególne nieszczęście prześladowało w zeszłym tygodniu chałupnika tutejszego Ignacego Miketę. W dniu 8-go był on w Bienkowicach, jako naganiacz czynny. Tam postrzelił go pan Doms, wprawdzie nie niebezpiecznie. Pan Doms chciał zbyć poszkodowanego 50 fenigami, ale M. czuł po swędzeniu, jakie mu rana sprawiała, że ból jest wart więcej i oświadczyl panu D., ze musi udać się z rana do doktora, a na to potrzebuje wiecej. Wtedy dopiero dał mu pan Doms 1, 50 fenigów. M. Zadowolił się tą drobną sumką i poszedł do domu. Nazajutrz chociaż go rana ciągle swędziła, wdrapał się M. na stojące obok domu jego drzewo orzechowe, chcąc suche gałęzie poobrzynać. Przy tem wydarzył się mu wypadek gorszy od poprzedniego. Nagle bowiem pośliznął się i spadł na ziemię ze znacznej wysokości. Upadek był tak silnym, że M. stracił przytomność i władzę w nogach. Sprowadzono do niego księdza i doktora i biedaczysko leży do dziś. Życzymu mu , aby wyzdrowiał jak narychlej. Niechaj jednak w przyszłości na żadne polowania nie chodzi. Pisząc o polowaniu przypomina mi się, że w jednej z bliskich wsi strzelił nie tak dawno temu jakiś niepowołany myśliwy do zająca, ale zamiast w niego trafił w okno zagrodnika Pawła K. Już to okolica raciborska obfituje w znakomitych strzelców! Dzięki Bogu, że polowania już się nie zadługo skończą, bo czlek zaiste życia nie pewien!.

Raczany. W piątek wieczorem o godzinie 6-tej powstał ogień w dominium tutejszym. Ogień ten obją dwie stodoły i to największe, napełnione od góry do dołu zbożem. Ogień był tak silny i gwałtowny, że nie było możliwym cokolwiek uratować. Najpierw przybyła na miejsce pożaru straż ogniowa i sikawka z Pietrowic, i jej też zawdzięczać należy, że sąsiednie budynki i chlewy zdołano uratować. Później dopiero przybyły sikawki z Kietrza, z Kórnicy, z Janowic, z Makowa, z Langowa i ze Strzebonia. Tej ostatniej nie można było użyć, bo gdy chciano lać wodę, okazało się że sikawka była zamarznięta. To pięknie! Najwięcej zdziałała sikawka z Pietrowic. Szkoda popożarowa nie jest wielką, bo wszystko było dobrze zabezpieczonym. Jak na razie nie wiadomo w jaki sposób powstał pożar. Ludzie mówią , że naprawiano młockarnię parową (parówkę, lokomobile), i że przy tym ogień powstał. Parówka rzeczona także się spaliła. Dominium Raczany należy do rządu, a dzierżawi je p. Selchow z Rudnika.

Ściborowice. W parafii naszej (Komorniki) urodziło się w roku ubiegłym 93 dzieci, w liczbie tej 8 nieślubnych. Zmarło zaś osób 42. Przyrost ludności jest więc dość znacznym. Chorowano tu też na ową „nowomodną” chorobę, zwaną influenca , lecz dzięki Bogu nikt na nią nie umarł.

Królewska Huta. W kopalni radzionkowskiej wybrano w zeszłym tygodniu na starszego knapszaftowego, nadsztygara tamtejszego. Ponieważ atoli wybór nie był stosowny do przepisów w oznaczonym czasie ogłoszonych, zamierzają górnicy przeciwko wyborowi pana nadsztygara zaprotestować.

Bytom. Masarze tutejsi wystosowali podobno do rejencji prośbę, aby im było wolno sprowadzać znów żywe świnie z Austrii. Bicie świń po stronie austriackiej i sprowadzanie stamtąd mięso jest bowiem, zdaniem masarzy naszych, połączone z dużymi trudnościami i dlatego mało kto z tego korzysta. Ciekawe jest to, jaką decyzję podejmie rejencja.

Rynek w Woźnikach. Autor foto Przykuta - Praca wlasna, CC BY- SA, via Wikimedia Commons.

Woźniki. Po raz trzeci już wybrano tu p. Radlika, na posadę burmistrza. Mieszczanie muszą snać z rządów p. Radlika być zadowoleni. Rzadko to się widzi w innych miastach.

Poznań. W mieście naszym i w innych miastach naszego Księstwa panuje influenza (To choroba odzwierzęca) i to w straszliwy sposób. Wskutek tego choróbstwa trzeba było na pewien czas zamknąć seminarium duchowne w Gnieźnie.

Smutne doświadczenie zrobili Polacy w okręgu chojnickim, w Prusach Zachodnich, na przyjaźni z niemieckimi katolikami. W okręgu tym wybierano do parlamentu zwykle Polaka, do sejmu zaś nie, gdyż przy wyborach klasowych, jawnych, nie mogło wielu Polaków zależnych głosować na kandydata polskiego. „Pomimo to głosowali Polacy i do sejmu na kandydata polskiego, by pokazać, że jeszcze żyją. Otóż w roku zeszłym zbliżyli się do Polaków zamieszkali w okręgu tamtejszym niemccy katolicy, których jest w tym okręgu bardzo a to bardzo mało i ze słodkim uśmiechem powiedzieli co następuje: Słuchajcie Polacy! Glosujcie w tym roku na kandydata niemiecko-katolickiego, my wam za to w roku przyszlym dopomożemy do wyboru polskiego posła do parlamentu”

Dobroduszni Polacy, dbający o dobre stosunki, zgodzili się na taką prośbę niemieckich współwyznawców chociaż prawdą jest, że nie potrzebują ich pomocy przy wyborach do parlamentu, gdyż sami są dość liczni, i głosowali na kandydata niemiecko-katolickiego, który też został wybranym .Lecz cóż się dziś stało? Dziś oto niemieccy katolicy zapomnieli o danym przyrzeczeniu, i postawiwszy na posła do parlamentu także swego kandydata, żądają, by Polacy i teraz na niego głosowali. Ale Polacy poznawszy się na farbowanych lisach, odrzekli jednogłośnie: Hola panowie, dziękujemy za waszą przyjaźń, sami sobie damy radę, a na przyszłość rozbrat z nami! I będą głosowali na swego polskiego kandydata. Dzielnie też zgromił Niemców katolików Przewielebny ksiądz Wolszleger z Zamartego w „Gazecie Toruńskiej.” Jedynym zyskiem z tego wydarzenia jest, że Polacy zmądrzeli i już nigdy nie będą popierać tam niemiecko-katolickiego kandydata, poznawszy się na wdzięczności „ukochanych” współwyznawców!.

Górnośląskie witze!

Pewien wieśniak, który profesorowi drewno przywiózł, patrzał z podziwem na mapę (landkartę), wiszącą na ścianie i nie mógł odgadnąć coby te różne kreski znaczyć miały. Zapytał zatem pana profesora, co to wszystko na tej mapie znaczy? Na zapytanie jego wytłumaczył mu profesor, że to karta, na której są morza, wszystkie miasta i rzeki.

A Wroclaw jest tam też? – zapytał chłopek. Oczywiście, że jest o tu! – wskazał mu profesor. A to niech wielmożny pan profesor będzie taki dobry i zajrzy, co tam mój synek robi, który jest w wojsku

Czcigodna rodzina. (Matka odwiedza syna, który siedzi w więzieniu za złodziejstwo). – A cóż synku, czy ciebie tu biją? Ale kaj tam matulu, ani nie tykają. A pożywienie masz? Owa, jeszcze jakie! Codzień z mięsem i z okrasą. Oj,oj,oj, a toż to łaska prawdziwa; szanuj sie synku, skoro dobre miejsce dostałeś.

Źródła:  Wypiski z górnośląskiej prasy z ostatniej ćwierci XVIII stulecia. Ścieżka dostępu ŚBC

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Austria_hungary_1911.jpg



Autor artykułu : Leonard wybrał i zamiescił




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com