Wyścig ku morzu. Front zachodni. Gen. v. Falkenhayn. Wokół koncentracji wojsk niemieckich. Faworyzacja frontu zachodniego. Odrabianie błędów Moltkego. Przeniesienie głównej kwatery z Luksemburga bliżej frontu. Organizowanie silnego frontu na jego prawym skrzydle. Frontowe utrudnienia spowodowane zniszczeniem linii kolejowej.
Front zachodni. Po bitwie nad Marną musieli Niemcy wyciągnąć konsekwencje nie tylko z załamania się ich wielkiej ofensywy na Francję, ale także z wypadków na froncie rosyjskim, a przede wszystkim z przegranej Austrii. Musiała ona być w zasadzie braną pod uwagę, trudno się było dziwić temu, że austriacki sprzymierzyniec będzie mógł dalej na swoich barkach powstrzymywać napór Rosji. Ściśle rzecz biorąc, spełnił on zresztą swoje zadanie: za cenę klęsk własnych i inwazji rosyjskiej do Galicji, dał on Niemcom te sześć tygodni, w ciągu których spodziewali się złamać Francję. Miał prawo liczyć na ulżenie mu w trudnej sytuacji, w której Niemcy poza oczyszczeniem z nieprzyjaciela Prus, a więc swej lokalnej akcji obronnej, nie dali mu sukursu z północy w tej sile, w jakiej (12 – 14 dywizji) się zobowiązali; że zaś nie powiodło się im we Francji, za to Austro- Węgry nie odpowiadały. Bez względu zresztą na zobowiązania i pretensje sojusznicze jedno było pewne. Oto, że pozycje austriackie z za Zbrucza znalazły się nad Dunajcem, że Rosja, mając w ręku punkty wypadowe nad średnią Wisłą a w szczególności rejon warszawski w swych rękach, zabezpieczona teraz na lewem swym skrzydle, może łatwiej niż przedtem pokusić się o atak w kierunku zachodnim na Poznań. Należało się przed tem zasłonić.
Drugi moment jaki wchodził w grę, to przeświadczenie, któremu hołdowało i po Marnie dowództwo niemieckie a w szczególności nowy szef sztabu i następca Moltkego, gen. v.. Falkenhayn, że rozstrzygnięcia należy dalej szukać na zachodzie. Ulegał on jeszcze w najbliższych po Marnie miesiącach złudzeniom, że przy szczęśliwym zbiegu okoliczności uda się może powetować Marnę i uczynić na zachodzie Niemców na powrót panami sytuacji, za jakich mogli się uważać po bitwie granicznej. Z tego to powodu nie znajdowały uznania pojawiające się już wtedy głosy, że o wymuszeniu rozstrzygnięcia na froncie francuskim w krótkim przeciągu czasu nie ma mowy, że trzeba zatem myśleć o rozbiciu Rosji, grożącej teraz atakiem, a dopiero, gdy to się uda, próbować na nowo szczęścia na zachodzie. Wedle nich, punkt ciężkości wojny przenosił się już we wrześniu 1914 roku na wschód, gdzie jedynie otwierały się szanse wielkiej wojny ruchowej.
Mimo to dowództwo niemieckie podjęło wielką ofensywę przeciw Rosji dopiero po długim szeregu miesięcy. Falkenhayn chciał zgromadzić we Francji możliwie duże siły, nie tylko ze względu na szanse wywalczenia tam decyzji. Był zdania, że położenie na froncie zachodnim jest bardzo niepewne dla Niemców. Bez należytego zabezpieczenia we Francji nie chciał się angażować na wschodzie. Hołdował on ponadto przeświadczeniu, że przy zbliżającej się jesieni i zimie wszelkie większe operacje na ziemiach polskich będą niemożliwe, przeświadczeniu, którego błędność wnet Rosjanie Niemcom wykazali. Bardzo ważny był jednak moment inny. Oto Niemcy przystępowały wobec rezultatów pierwszych tygodni wojny do przygotowania się do kampanji znacznie dłuższej, niż pierwotnie liczyły, a w związku z tym przystępowały do wyzyskania i wyszkolenia swoich wielkich rezerw ludzkich. Chciały więc użyć na zachodzie rezerw gotowych, a czekać z decydującym pociągnięciem na wschodzie na moment, w którym możliwie wielka część tych nowych rezerw będzie mogła być rzucona na plac boju. Na razie starały się, zabezpieczywszy z grubsza luki na wschodzie, ustalić jak najkorzystniej swą sytuację na froncie zachodnim.
W związku z tym nastawieniem rezerwy sformowane w Niemczech w ciągu pierwszych trzech miesięcy wojny szły przede wszystkim na wzmocnienie frontu zachodniego. Już w początku października 1914 r. Gotowe było 6 i ½ nowych korpusów rezerwowych (13 dywizji, z których 11 wraz z 2 dywizjami piechoty morskiej poszły na front zachodni, a tylko 2 na front wschodni. Pomimo odesłania tych słynnych dwu korpusów, a więc 4 dywizji, z prawego skrzydła do Prus, siły niemieckie wzmogły się więc we Francji o 9 dywizji, nie licząc obrony krajowej, dochodząc w dniu 1 listopada do 86 dywizji liniowej i rezerwowych oraz 9 – 10 dywizji obrony krajowej, razem 96 dywizji; na froncie wschodnim znajdowało się 16 dywizji liniowych i rezerwowych i 6 dywizji obrony krajowej, czyli razem 22 dywizje; stosunek zatem 4: 1.

Krajobraz po bitwie. Niemieccy żołnierze oglądają gruzy jednego z fortów w okolicy Lüttich (Belgia) w 1914 roku. Foto pobrano z publikacji książkowej prof. Andrzeja Chwalby "Samobójstwo Europy" - WW.
Objęcie szefostwa sztabu generalnego niemieckiego przez Falkenhayna było bez wątpienia zmianą korzystną, aczkolwiek wnet okazało się, że nie ma on wcale przymiotów wielkiego wodza, mogącego zmienić zasadniczo losy wojny. Lecz niemniej zasługą jego dla Niemców było w chwili, gdy wojna tak na zachodnim, jak i na wschodnim froncie była przegrana, podjęcie akcji wychodzącej z założenia, że zwycięstwo jest możliwe. Teoretyczne ujęcie sytuacji i konsekwencje, jakie z niej wyciągnął, były niewątpliwie słuszne, praktyczne wykonanie powziętych planów okazało się jednakże wnet bardzo wiele niedociągnięć. Zastawał on, obejmując swój posterunek, cały prawie front niemiecki w walce o powstrzymanie nacierającego nieprzyjaciela i ustawienie się, po dokonanym odwrocie z nad Marny, na nowych linijach. Front niemiecki, zarówno pomiędzy Oise i Reims, jak w Szampanji, był bardzo niepewny. Budziło się pytanie, czy Falkenhayn potrafi teraz naśladować swego przeciwnika Joffre'a i przegrupować armie niemieckie do kontrofensywy.
Falkenhayn istotnie myślał o takim na szeroką skalę założonym przeciwuderzeniu i plan tego zamiaru w zasadniczych liniach przygotował niezwłocznie po objęciu szefostwa, bo w nocy z 14 na 15 września 1914 r.. Plan ten wychodził z założenia, że należy wszelkimi siłami wzmocnić niemieckie prawe skrzydło i próbować na nim rozstrzygnięcia, a gdyby ono było niemożliwe, zabezpieczenia wiszącego w powietrzu frontu niemieckiego przez oparcie go o wybrzeże morskie. Falkenhayn starał się zatem odrobić błędy Moltkego, powracając, acz za późno do schlieffenowskiej zasady mocnego prawego skrzydła. W ten sposób rozpoczął akcję, która przy analogicznej kontrakcji ze strony sprzymierzonych spowodowała t.zw. wyścig do morza walczących armii, trwający od połowy września do połowy listopada 1914 r.
W konsekwencji swej zasadniczej myśli powziął Falkenhayn plan przerzucenia całych armii na prawe skrzydło z lewego i centrum. Gdy prawe skrzydło niemieckie przez ruch odwrotowy miało dać czas do zgromadzenia w tyle nowych sił uderzeniowych, gromadzić się miała w rejonie Maubeuge 6-ta armja, przerzucona z Lotaryngji; armia ta miała następnie wraz z cofającą się tymczasem na St. Quentin armję 1-szą rozpocząć kontrofensywę. Pomiędzy armie 1-szą i 2-gą wstawiona być miała armja 7-ma, przeniesiona z Alzacji, która na razie cofać się miała wraz z armją 2-gą na linję Laon-Reims z tych samych powodów, co armie skrajnego prawego skrzydła. Z chwilą ukończenia koncentracji armii 6-tej miała być rozpoczęta kontrofensywa. Armie centrum: 3, 4 i 5-ta miały tymczasem trwać na zajmowanych pozycjach. Obronę Lotaryngii i Alzacji objąć miały mniejsze grupy gen. v. Falkenhausena (w Lotaryngji) i Geadego (Alzacja).
Kwatera główna została przeniesiona z Luksemburga do bliższego frontu Charleville – Mezieres. Ten śmiały plan nowego szefa sztabu został jednakże zaraz u wstępu zmodyfikowany i zmieniony, głównie z powodu oporu szefa oddziału operacyjnego sztabu niemieckiego, pułk. Tappena, który twierdził, że tak znaczne cofnięcie prawego skrzydła, jakiego chciał Falkenhayn, wywoła w wojsku fatalne wrażenie, jako zupełnego chwilowo odwrotu, oraz że da nieprzyjacielowi zbyt wielką swobodę ruchów. Innego zdania był szef polowych transportów kolejowych, pułk. Groener, który mimo zniszczenia połączeń kolejowych Belgii i północnej Francji uważał za możliwe przeprowadzenie tego planu. Mimo to Falkenhayn ustąpił, przesądzając przez to rychły koniec na froncie zachodnim wojny ruchowej na rzecz pozycyjnej. Postanowiono, że armie niemieckie zatrzymają się na linii Noyon – Reims – Verdun i, że armie prawego skrzydła ; 1- sza,7 – ma i 2 – ga podejmą od razu ofensywę. Armia 6 – ta miała być przeniesiona z Lotaryngii do St.Quentin i stamtąd w momencie, gdy u przeciwnika objawiać się będzie znaczne znużenie, rozpocząć ruch oskrzydlający. Zasadniczym błędem tego zmodyfikowanego planu było zatrzymanie frontu niemieckiego z daleko większym wysunięciem go na południe, a przez to i przesunięcie koncentracji 6 – tej armii z Maubeuge dalej do St. Quentin, to znaczy przy poniszczonych połączeniach kolejowych znaczne jej opóźnienie. W praktyce wyszło to na korzyść sprzymierzonych, którzy, mając za sobą doskonałą a nietkniętą sieć kolejową francuską, mogli z daleko większą szybkością przeprowadzić transporty wojsk. W wyścigu o to, kto pierwszy dalej przedłuży swój front ku północy i dzięki temu potrafi oskrzydlić przeciwnika, miały przy tym zmodyfikowanym planie niemieckim wojska francusko – angielskie lepsze szanse, co się też zaraz w praktyce pokazało. Falkenhayn zaś zaraz przy objęciu swego stanowiska dowiódł, że mimo dobrych pomysłów operacyjnych brakuje mu i autorytetu, i zaufania do tych właśnie swoich pomysłów.
Po stronie francuskiej także nie od razu uchwycono istotę sytuacji. Na razie armie francuskie , kontynuując pościg, próbowały frontalnego przełamania cofającego się przeciwnika. Najmocniej nacierano na armię Klucka, która zwłaszcza 13 września staczać musiała ciężkie walki. Manewr oskrzydlający przeciw Kluckowi, wykonany z Campie'gne w okolicy Noynon przez dwa korpusy (IV i XIII) i korpus jazdy Sodeta, prowadzone przez gen. Castelnau, nie osiągnął jednak zamierzonego celu. Rzucono na skrzydło Klucka nowy korpus, IX korpus rezerwowy (strzegący dotąd Szlezwigu – Holsztynu), skutkiem czego atak francuski w ostrych walkach 16 i 17 września został odparty. Na innych odcinkach frontu walki zaczęły wygasać, doprowadzając wreszcie 22 września do ustalenia się frontu.
Wyjątek stanowiły okolice Verdun, gdzie Niemcy próbowali odzyskać opuszczone niedawno pozycje i gdzie 5 – ta armia wraz z grupą v. Strantza probowały otoczenia Verdun od wschodu. Szczególnie zacięcie walczono o przejście przez Mozę na południe od Verdun, gdzie Niemcom udało się częściowo przeprowadzić swe zamiary. Wprawdzie Francuzi odparli ataki na Fort Troyon, ale nieco dalej ku południowi zdobył III korpus bawarski ważny Fort Camp des Romains (25 września) oraz St. Mihiel, a z nimi i przejście przez Mozę. W ten sposób ustaliły się na długi czas linie frontu w centrum i na południu. Na północy natomiast rozwijał się coraz szybciej wyścig ku morzu. Planowana tam ofensywa niemiecka miała się rozpocząć 24 września przez przekroczenie Sommy na zachód od St. Quentin. Do tego czasu miała być ukończona w tym rejonie koncentracja 6 – tej armii bawarskiego następcy tronu Ruprechta, która jednak z powodu trudności transportowych opóźniała się dość poważnie. Dnia 23 września znajdowały się na zachód od St. Quentin dopiero 2 korpusy, dwa inne znajdowały się w marszu na Guise i La Fe're, piąty wyładowywał się w Cambrai; w rezultacie armia, zamiast uderzyć całą masą, musiała być rzucana częściami na front, co zupełnie przekreślało cele, jakie pierwotnie stawiano tej armii niemieckie dowództwo. Zaczem wobec wiadomości nadchodzących o tym, że armie sprzymierzone zaczynają również przedłużać swoje północne skrzydło w kierunku morza, nie brakło w naczelnym dowództwie niemieckim pomysłów, aby całą armię 6 – tą przerzucić znacznie dalej na północ, a nawet pod Lille.

Josep Jeffre, francuski marszałek.
Akcja francuska i niemiecka w wyścigu do morza były bowiem analogiczne tak w pomyśle, jak i wykonaniu, a zgodne zupełnie co do rezultatu. Tak jak Falkenhayn zmierzał do oskrzydlenia Francuzów, tak i Joffre, nie mogąc prowadzić dalej frontalnie ofensywy, postanowił oskrzydlić Niemców od północy i, rzuciwszy znaczniejsze siły w kierunku granicy Belgii, gdzie jeszcze broniła się Antwerpia, i gdzie znaczna część kraju nie była opanowana przez Niemców, dostać się na tyły armii niemieckiej i zmusić ją do opuszczenia Francji. Tak Niemcy, jak i Francuzi wzmacniali swe skrzydła północne przez przerzucanie armii z frontu alzacko-lotaryńskiego, który przez dotychczasowy przebieg operacji stracił na znaczeniu. Tak Niemcy, jak i Francuzi nie osiągnęli zamierzonego rezultatu w wyścigu do morza, osiągnęli jedynie przedłużenie i ustalenie frontu zachodniego.
Dwumiesięczne prawie operacje w północnej Francji, zwane wyścigiem ku morzu, podzielić można na 3 zasadnicze okresy. Pierwszy stanowia walki toczone w końcu września między rzekami Oise a Albert, z dwoma ważnymi dla obu punktami: Amiens i St. Quentin. Drugi – to walki między rzekami Sommą a Lys, z głównym ogniskiem Lille, w pierwszej połowie października; w trzecim okresie od połowy października walczono między rzeką Lys a morzem, nad Izerą, o porty decydujące o przeprawie przez Kanał La Manche.
Na razie ofensywa francuska uprzedziła zapowiadaną na 24 września ofensywą niemiecką. Atak gen. Castelnau w kierunku Noyon, o którym pisano już poprzednio, był jednocześnie zapowiedzią przeniesienia całej jego armii 2 – giej ze wschodu na front północny. Trzy dalsze korpusy tej armii grupowały się dalej na północ, a mianowicie na południo – wschód od Amiens, a koncentrację ich kryła kawaleria i wojska brytyjskie. Była to t. zw. Armia pościgowa. „armee' depoursuite”, mająca jednak w istocie wykonać manewr oskrzydlający Niemców w kierunku St. Quentin.
Dzięki doskonalej sieci kolejowej koncentracja armii Castelnau wyprzedziła koncentrację 6 armii niemieckiej, o której trudnościach pisano już powyżej. Armii tej, która miała dokonać oskrzydlenia Francuzów, teraz jej samej zagroziło oskrzydlenie, którego jednak zdołano uniknąć. Dowództwo niemieckie, przez wywiad kawaleryjski i lotniczy powiadomione o koncentracji i rozpoczęciu akcji przez Castelnau, poczęło w miejsce spodziewanego ataku rzucać wielkie siły, jakimi dysponowało, by wspomóc koncentrującą się dopiero armię – 6 tą. Już 21 września zaczęły się starcia kawalerii, 22 – go zaś września rozpoczęły się na odcinku pomiędzy Oise i Sommą, forsowane przez gen . Castelnau, zacięte walki, trwające cały tydzień (do 28 września). Kluck bronił zaciekle swego prawego skrzydła, dalej jednak na północ począł się posuwać Castelnau i to skutecznie naprzód, przeszedłszy Sommę około Pe'ronne. Nadchodzące jednak z głębi kraju i rzucane zaraz na front korpusy 6 – tej armii niemieckiej odrzucily Francuzów z powrotem poza Sommę. Ofensywa gen. Castelnau nie udała się. Francuzi okopali się na linii Bray nad Sommą (16 km na zachód od Pe'ronne) – Roye - Ribe'court nad Oise (10 km na południe od Noyon); wojska niemieckie uczyniły to samo. Zesztywniał nowy odcinek frontu, a oba dowodztwa poczęły na północ od niego na nowo tę samą operację, która się tutaj nie udała. Francuzi osiągnęli tylko tę korzyść, że front niemiecki zagiął się pod Noyon prawie pod kątem prostym ku północy, a ten t.zw. „kąt pod Noyon stał się na cała resztę kampanii najniebezpieczniejszym dla Niemców odcinkiem frontu, przeciw któremu Francuzi prowadzili ciągle akcje to z południa, to z północy, i który Niemcy tracili i odzyskiwali wśród bardzo ciężkich walk.
Dalsze przedłużanie obustronnie frontu ku morzu po zakończeniu ofensywy gen Castelnau dokonało się przez wysłanie tam tak przez Francuzów, jak i przez Niemców nowych armii. Joffre sformował już w końcu września na lewym skrzydle armii gen. Castelnau w okolicy Arras nową armię 10 – tą pod dowództwem ge. Maud'huy, złożoną z 3 korpusow (X, XXI, XXXIII) i z dywizji kawalerii, i polecił jej oskrzydlenie Nienców wzdłuż Scarpe na południe od Lille. W początkach skierowana została również na północ walcząca dotąd nad Aisne'ą armią angielską gen. Frencha, która skoncentrowała się tam w rejonie St. Omer – Hazebrouck, przedłużając front sprzymierzonych do Flandriji, na linię Bethune – Ypres. Dnia 5 października przybyła nadto na północny front osobistość, która zaważyć miała na losach operacji, jak się wnet okazało, więcej niż nowa armia. Byl nią gen. Ferdynad Foch, ktorego Joffre wysłał tam jako swego zastępcę (adjonint au ge'ne'ral en chef) dla kierowania akcjądwu północnych armii francuskich oraz uzgadniania z nią działanie skierowanej tam jednocześnie armii angielskiej. Kierownictwo jego odbilo się odrazu na sytuacji w postaci korzystnej dla sprzymierzonych, a przede wszystkim na sile oporu obydwu walczacych tam armii francuskich w stosunku do rozpoczętej jednocześnie ponownej próby oskrzydlenia, podjętej przez Niemcow. Podejmował ją Falkenhayn ponownym przegrupowaniem swoich sił. Ściągnięte zostały z innych części frontu 4 ½ korpusu do rejonu Douai – Cambrai z poleceniem rozpoczęcia akcji w kierunku Arras przy pomocy zmasowanej na ich prawym skrzydle kawalerii ( I i II korpus jazdy, a wnet i IV, razem w ilości 7 dywizji) pod dowodztwem gen. V. D. Marwitz. Akcja ta zetknęła się z rozpoczętym jednocześnie manewrem francuskim w kilkudniowej zaciętej bitwie, określanej jako bitwa pod Arras (2 – 10 października), a zakończonej znowu bez zamierzonego przez obie strony rezultatu. Foch, przybywszy na front, wstrzymał Castelnau, który 5-go października gotów był cofać się poza Sommę, i doprowadzi do tego, iż Castelnau w ciągu następnych dni, wedle własnego wyrażenia Focha „stal jak mur”; utrzymał też armię 10 – tą, która pod jego kierownictwem, mimo otoczenia Arras z trzech stron, utrzymała to miasto
Akcja kawalerii niemieckiej, podjęta w gęsto zaludnionej, przemysłowej okolicy Lens oraz (IV korpus) w kierunku na Hazebrouck, aby się dostać na tyły przeciwnika, nie powiodła się, mimo telefonicznego zakomunikowania 3 października gen. Marwitzowi następującego rozkazu Wilhelma II; „Jego Cesarska Mość życzy sobie zobaczyć jutro kawalerię armii na tyłach nieprzyjaciela”. W istocie 3 korpusy tej jazdy utknęły pomiędzy Lens i Armentieres, straciwszy swobodę ruchów. Druga faza wyścigu ku morzu została zakończona, tak jak pierwsza, bez decydującego rezultatu.
Tymczasem zaszedł na terenie belgijskim wypadek niezmiernie doniosły a korzystny dla Niemców: upadek Antwerpii. Była ona jedną z największych i najlepiej ufortyfikowanych twierdz w Europie, w niej też, jak widzieliśmy, znalazła ostoję armia belgijska, odepchnięta z drogi wiodącej ku Francji przez potężny rozmach sierpniowej ofensywy niemieckiej. Trwanie armii belgijskiej w Belgii w oparciu o tę wielką twierdzę było nieustanną groźbą dla tyłów działającej we Francji armii niemieckiej, groźba tym większą, że przedłużanie się frontu ku północy prowadziło do niezmiernie niebezpiecznego na dłuższą metę wygięcia frontu niemieckiego na wypadek, gdyby wysuwane ku północy siły sprzymierzonych nawiązały bezpośredni kontakt z frontem w Belgii. Na razie w północnym kącie Francji panowała sytuacja bardzo nieokreślona. W bezpośrednim sąsiedztwie ważnych i silnie trzymanych twierdz nadmorskich istniała strefa ewakuowana przez wojska francuskie już od czasu bitwy granicznej, a do niej należała także uzbrojona twierdza, jedno z wielkich miast północnej Francji, Lille. Dopiero Foch, po swoim przybyciu na front północny, kazał Lille obsadzić ponownie 9 października.

Moździerz austriacki burzący forty każdej ówczesnej (pierwszej WW) twierdzy m. in. w Belgii.
W poczuciu niebezpieczeństwa grożącego Niemcom ze strony Antwerpii w momencie zmagań nad Marną, polecił Moltke, jeszcze 7 września gen. Beselerowi, dowodzącemu siłami niemieckimi, skupionymi pod Antwerpią, przejść do ataku na tę twierdzę. Jak wiadomo, w sierpniu nie udało się Niemcom odciąć armii belgijskiej od Antwerpii; król Albert wycofał swą armię pod osłonę jej fortów i 25 sierpnia przedsięwziął stamtąd flankowy wypad, niebezpieczny dla posuwającej się naprzód pierwszej armii niemieckiej. Zamknięcie armii belgijskiej i zabezpieczenie przed nią tyłów niemieckich powierzono dowodcy III korpusu rezerwowego, gen Beselerowi, którego siły wzmocniono wnet dywizja piechoty morskiej. Zanim jeszcze mógł on przejść do nakazanego ataku na Antwerpię, nastąpił w czasie bitwy nad Marną drugi wypad armii belgijskiej, który w razie niepomyślnego dla Niemców obrotu mógł się dla nich okazać katastrofalny. Został on jednak w kilkudniowych walkach przez Beselera powstrzymany. Falkenhayn po objęciu szefostwa sztabu nalegał więc tym silniej na energiczne podjęcie operacji przez Beselera, które rozpoczął je w istocie 26 września, doprowadzając w ciągu niesłychanie krótkiego czasu, bo dni 12, do upadku potężnej twierdzy.
Siła Antwerpii jako twierdzy polegała nietylko na olbrzymich fortyfikacjach, wzniesionych kosztem wielu milionów franków, ale także na położeniu, dzięki któremu, opierając się od północy o neutralne terytorium holenderskie, nie potrzebowała się obawiać zupełnego otoczenia. Liczono też, że przy pomocy swego garnizonu fortyfikacje Antwerpii będą się mogły opierać do roku silnej, chociażby 300.000 armii. Wiedzieli o tym Niemcy, preliminując w swych planach ofensywy na Belgię aż 11 dywizji do oblężenia Antwerpii.
Źródła: Jan Dąbrowski "Wielka Wojna", w "Wielka Historia Powszechna" Tom VII cz. 2. Nakładem Księgarni: Trzaski, Ewerta i Michalskiego. 1937 r. / Reprint W-ctwa KURPISZ 2000. https://www.gettyimages.de/fotos/general-erich-von-falkenhayn.
