Wszystkich gości :   494394

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : Wspomnienia żołnierza - teologa do Ziemi św. 1924 r. / 2

Kategoria :  Prasa górnośląska       Data : 2022-01-13 20:34:57

Wędrówki teologa-żołnierza do Ziemi św.

Chrześcijańska nadzieja. Lud chrześcijański w Konstantynopolu żywi nadzieję, że znów zabłyśnie kiedyś znak Chrystusa Pana nad jej ołtarzami i że zamknięty od 500 lat kapłan dokończy Mszy św. Opowiadają bowiem tak: "Gdy Turcy wdzierali się do Hagii Sofii, kapłan właśnie odprawiał Mszę św. Turcy mordują ludzi jak dzikie zwierzęta. Już się zbliżają do ołtarza. Aby uchronić Przenajświętsze od zbezczeszczenia, kapłan przerywa Mszę św., bierze Ciało Pańskie i kielich z krwią Pańską i ucieka. Turcy za nim. Kapłan ucieka schodami coraz wyżej do wieży. Ale już nie ma wyjścia, schody już nie prowadzą wyżej, i już dobywa Turek włócznię, by przeszyć nią kapłana – wtem się otwiera ściana, wciąga do siebie kapłana i zamyka się znowu. I tak opiewa to legenda, gdy zabrzmi pierwsze Te Deum w katedrze wyzwolonej od Islamu, odda ściana kapłana, stanie on przed ołtarzem i dokończy ofiary Mszy św."

Zauroczenie Konstantynopolem. Zapatrzony w Konstantynopol i jego świątynię oczekuję kompanii. Lada chwila może przybyć, - Już się zbliża okręt, ustawia się i kotwiczy przy wybrzeżu. Jako pierwszy zjawia się Makse. Na wzór starodawnych wodzów, wysiada z miną generała i – pośliznąwszy się upada jak długi na ziemię. Ponieważ nie udało mu się wyglądać na wojowniczego,żołnierza usiłuje wyglądać przynajmniej poważnie. Witam go: „Mam zaszczyt, przywitać jako pierwszy pana feldwebla w Azji”. Uśmiecha się z zadowoleniem. już cała kompania na lądzie, - „Kompania in Linie antreten !” – brzmi Maksa komenda. Teraz chce kompanii pokazać, jak „dzielnego” ona ma feldwebla. Każde drugie bowiem słowo Maksa jest „tüchtig“. Już we Wrocławiu podziwialiśmy jego bajeczną genialność, by zrobic z bagateli uczynek wiekopomny, a z muszki słonia, stawiając siebie samego zawsze tak, że każdego śmiertelnika uwaga musiała bezwarunkowo się zwrócić na niego, na Maksa. Hasłem jego było: „Pokora jest trudną cnotą, dzięki Bogu, że ją posiadam”. Przede wszystkim umiał się zawsze i wszędzie asymilować, zastosować się do najróżniejszych poglądów. Przed komendantem udawał żołnierza od stóp do głowy. Gdy zaś mówił z nami, wtedy każdy temat dotyczący wojska odrzucał gestem genialnym. Gdy spostrzegł, że go obserwują oficerowie, wtedy był wprost surowy wobec Arabów i Murzynów; przed nami zaś szczycił się rzekomą filantropią. Każdemu z nas obiecywał wojskowy krzyż niemiecki i turecką oznakę waleczności. Każdy z nas miał zostać jako pierwszy "gefreitrem", każdy zaś „gefreiter” miał awansować jako pierwszy na podoficera. Obiecywał za dużo, więc nic. Czy może kłamał? Nigdy !! Tylko tak troszeczkę skrzywiał prawdę, jak się skrzywia n.p. szyby szklane Nawet nie nożna go było czymś obrazić! Mogłeś go nazwać kłamcą, lichwiarzem, paskarzem, łajdakiem, on się śmiał z tego. Ale gdybyś mu powiedział: „Ukochany Panie, zdaje mi się, że Pan jesteś lichym kupcem” – wtedy byś się naraził na nienawiść nieograniczoną. Bo on lichym kupcem? Kiedyś wychwalał się przed kompanią, iż cała armia pruska po raz drugi nie posiądzie tak dzielnego feldwebla jak on.Teraz więc „najdzielniejszy feldwebel całej armii” zawołał nas do szeregu, i miał zaszczyt przywitać nas „jako pierwszy” w Azji, przypomnieć nam, że po drugiej stronie morza leży Konstantynopol, że Turcy są naszymi sprzymierzeńcami, że Anglików naturalnie musimy pokonać, gdzie bądź ich spotykamy, - a obiecawszy, że on w pełnym uczuciu swej godności jako ostatni opuści swoją kompanię, chociaż już przez wojnę stracił 40 000 Mk. (faktem !). Nam dał rozkaz wyładowania bagażu i prowiantu.. Kto na swych barkach nie nosił jeszcze ciężarów wojskowych, kto jeszcze nie stękał spocony pod centnarami zapasów wojskowych, ten nie uwierzy, co to za straszny wysiłek.

Konstantynopol – Syria. Pierwszy wieczór w Azji Mniejszej! Księżyc świeci cudownie i mile. Wysokie namioty nasze stoją na przybrzeżu, jak ogromne białe chaty. Siedzę w piasku sam. Woda morska nawet się nie marszczy, bez najmniejszego poruszenia; tylko pod brzegiem Konstantynopola drga nad tonią stłumiona łuna. Wtem niespodzianie przystępuje do mnie inny teolog, podoficer. „Szukam cię już z dawna powiada. „Czy wiesz o tym, że tu w Kadykej przebywamy na miejscu historycznym”? – „Szczerze mówiąc : Nie”. „Tak, tak Kadykej, to starodawne Chalkedon. Tu się odbył w 451 r. czwarty sobor Kościoła katolickiego, na którym wyklęto heretyka Eutychesa”.Mówiono nam, że niedaleko od morza miał być kościół katolicki. Szukaliśmy dość długo, by zdążyć na nabożeństwo różańcowe. Lecz nie znaleźliśmy nic.Nieustanna służba wojskowa, nudna i nędzna, wypełniła pierwsze dni pobytu w Kadykej. Musiałem kopać rowy, budować prowizoryczne baraki i między tym wszystkim odgrywać rachmistrza i kasjera, ponieważ Makse w sprawach pieniężnych najbardziej ufał teologom katolickim. Niestety pod wpływem słońca azjatyckiego stał się tak nerwowym, że wszystkich ciągle wyzywał niedołęgami nie posiadającymi najmniejszej żyłki kupieckiej. Wiedziałem dobrze, że się nigdy nie zdobędę nawet na najniższy stopień jego genialności; dlatego mnie takie narzekanie wcale nie wzruszyło. By jednak dodać wyzywaniom Maksa pewną prawidłową podstawę, uciekłem mu czasem celem zbadania okolicy. W ten sposób on miał się z czego denerwować, ja zaś z czegoś się cieszyć.

W zabudowaniach przybrzeża znajdowało się kilka jam, w których mieszkały rodziny tureckie. Podobnego proletariatu u nas nie można sobie nawet wyobrazić. Zląkłem się, gdy tych ludzi po raz pierwszy ujrzałem. Jama służyła im za pomieszkanie. .Pewnego dnia kazano mi towarzyszyć, żołnierzowi w randze kapitana przy zwiedzaniu Konstantynopola. Cieszyłem sie bardzo, bo przede wszystkim chciałem zobaczyć Hagię Sofię i dom, w którym umarł Mickiewicz. Ponieważ już okolicę znałem, byłem przewodnikiem Prowadziłem komendanta do przystani Mody. Wyzywał strasznie na gospodarkę turecką, gdy musiał przechodzić przez brudne, bagniste podwórka, przedostawać się przez mury, które na szczęście były niskie, ale zamilkł zachwycony na widok prześlicznych, cudownych will. (tam w Modzie plutokracja całego świata posiada swoje wille). Ma się uczucie, jakbyś był w bajce. Domki wybudowano z wybornym gustem w stylu wschodnim. Po murach wspinają się róże. Już sławny wódz Belizariusz, pogromca Gotów, wybudował sobie na tym miejscu bajeczną willę, w której zamieszkał u schyłku swoich lat.Urocza cisza panowała w tej cudnej miejscowości. Nie było słychać najcichszego szelestu. Głęboko pod nami było widać jak śnieg bielutkie tarasy prowadzące do rażąco błękitnego morza. Na widnokręgu witały nas wyspy książęce.

Olimp Brusyjski. Ponad którymi wznosił się majestatyczny, śniegiem pokryty Olimp brusyjski, pamiętny dla nas Polaków. ( W 1444 r. ,ścięto dwudziestoletniemu Władysławowi Warneńczykowi, walczącemu pod Warną z Turkami, głowę i posłano ją do Brusy, ówczesnej stolicy tureckiej. Brusyjscy katolicy wykupili ją płacąc złotem i pochowali w kaplicy u stóp Olimpu .Ciała króla Władysława III Warneńczyka nie odnaleziono na polu bitwy.

symboliczny nagrobek

Symboliczny nagrobek Władysława III. Warneńczyka w Królewskiej Katedrze na Wawelu.Autor foto: Poznaniak - Praca własna CC BY-SA 2.5 Wikimedia Commons.

Symboliczny nagrobek Władysława III Warneńczyka sporządzono w Królewskiej Katedrze na Wawelu. Umowę na wykonanie nagrobka podpisał 10 stycznia 1903 roku Kardynał Jan Duklan Puzyna, wykonał go w Rzymie z czerwonego marmuru i brązu Antoni Madeyski. W kwietniu 1906 roku został on umieszczony w katedrze wawelskiej, a jego oficjalne odsłonięcie nastąpiło 7 lipca 1906 roku.

Puzyna

Kardynał kniaź Jan z Kozielska Puzyna, Książę, Biskup Krakowski. Portret olejny Kazimierza Pochwalskiego (w zbiorach żywieckich).

Jan Duklan Maurycy Paweł Puzyna herbu Oginiec (ur. 13 września 1842 w Gwoźdźcu, zm. 8 września 1911 w Krakowie) – polski duchowny rzymskokatolicki, biskup pomocniczy lwowski w latach 1886–1895, biskup diecezjalny krakowski w latach 1895–1911, kardynał prezbiter od 1901. Wnuk generała Józefa Dwernickiego.(Dodatek z Wikipedii).

Jest jednym z najlepszych w Polsce przykładem historyzującej rzeźby nagrobnej. Nawiązuje do gotyckich tumbowo-baldachimowych sarkofagów królewskich z katedry. Na wierzchu tumby postać młodego króla w pełnej zbroi jako rycerza i obrońcy chrześcijaństwa ze Szczerbcem w rękach. Pod nogami monarchy figura młodego lwa, który jest atrybutem siły i męstwa, brak innych atrybutów władzy królewskiej – z wyjątkiem korony, co wskazuje na chęć podkreślenia nie tyle godności monarszej co gloryfikacji zmarłego jako rycerza. Na bokach tumby widoczny jest fryz z herbów Polski i Węgier. (Dodatek z wikipedii.)

symboliczny

Fragment symbolicznego grobowca Władysława III. Warneńczyka (z 1906 r), autorstwa Antoniego Madeyskiego. Autor foto: Cezary Piwowarski Creative Commons. Foto pobrano z polskiej Wikipedii.

Na dalszej drodze do przystani spotkaliśmy dużo eleganckich Turków. Kobiety tureckie miały zasłonięte twarze, gdyż tylko małżonkowi wolno oglądać twarz żony. Lecz zauważyliśmy to samo co ś.p. Alban Stolz, mianowicie ,że młodsze niewiasty zasłonę noszą cieńszą niż starsze kobiety. Widocznie i turczynki nie są wolne od próżności kobiecej.Nie mogliśmy się dowiedzieć, kiedy parowiec ma odpłynąć do Konstantynopola. W tej chwili zagaduje nas jakiś rabin po niemiecku: „ Zdaje mi się, że pan Konfrater nie zna się na języku tureckim. Nie mylę się przecież, gdy przypuszczam, że Pan jest teologiem katolickim?” – Komendant zaskoczony takim jasnowidztwem, pyta: skąd Pan wnioskuje, że ten żołnierz jest teologiem:” – Nu Panie kapitanie, to przecież każdy duchowny drugiego pozna po twarzy”, lecz wkrótce okazało się, że rabin studiował przed dziesięciu laty w Niemczech. Był wobec nas bardzo grzecznym, zakupił bilety i był nam podczas przejazdu znakomitym przewodnikiem i tłumaczem. Gdyśmy przy pożegnaniu dziękować chcieli, odpowiedział” „O proszę Panów, dla duchownego współbrata czyni się przeciesz wszystko”. Z przejazdu okrętowego korzystało również kilku niemieckich żołnierzy z dużymi wieńcami, przeznaczonymi widocznie na groby towarzyszy broni. Dwaj żołnierze szukali awantur z kobietami tureckimi. Nazajutrz znaleziono ich zamordowanych na ulicy. Tak to czasami wyglądało.Przy wielkim moście zatrzymał się okręt. Na moście otoczyło nas znowu nerwowe życie wschodnie. Najmarniej z wszystkich narodów prezentowali się sami Turcy.

Refleksja kapitana. Nasz komendant kłaniał się z początku każdemu oficerowi tureckiemu, ale zobaczywszy dyndającego majora, który równocześnie machał dwoma u palca przywiązanymi śledziami (oczywiście na wieczerzę przeznaczone), zlikwidował ukłony przyjacielskie. Najpierw odwiedziliśmy meczet (świątynię) Jeni Dżami. Po zapłaceniu dwu piastrów bakszyża otrzymaliśmy ogromne papucie, bo do meczetu wolno wejść tylko boso albo w papuciach, aby uczcić świętość miejsca. Przewodnika nie było. Na wszystkich ścianach widniały wiersze koranu (biblii muzułmańskiej) napisane dużymii arabskimi literami. Ogromne szklane lichtarze zwisały od sufitu. W półmroku świątyni widać było wielu modlących się Turków. Byli tam przedstawiciele prawie wszystkich warstw społecznych: patrycjusze, hamali (tragarze), wojskowi; wszyscy boso. Klękali, podnosili się, padali na twarze, zawsze z godnością i spokojem według obrzędu Machometa. Długo mogłem się przyglądać ich modlitwie, gdyby mi komendant nie był uciekł.Prosiłem, byśmy odwiedzili prastarą, czcigodną Hagię Sofię: lecz szorsko mi odmówił, mniemając, że jeden meczet podobny jest do drugiego. On znał tylką jedną godną widzenia rzecz w całym Konstantynopolu, a to była studnia, podarowana niegdyś sułtanowi przez cesarza Wilhelma. Dla komendanta była to świątynia, do której bezwarunkowo należy pielgrzymować, musiałem mu towarzyszyć przy szukaniu tej relikwii i zaczynałem rozumieć, dlaczego istnieje dla żołnierzy: "irregularis ex defectu libertatis", tj. Dlaczego Kościół wojskowy nie dopuszcza wszystkiego do święceń kapłańskich, z powodu braku wolności.Policjańci tureccy relikwii wilhelmowskiej, zdaje się, wcale nie znali. Wysłuchali grzecznie zapytań komendanta budującego w powietrzu najpiękniejsze studnie na migi, przytakiwali godnie głowami i w końcu pokazali w jakim kierunku iść, by się pytającego pozbyć. Wędrowaliśmy od Annasza do Kajfasza, od jednego policjanta do drugiego, ale żaden z nich nie wskazał nam studni cesarskiej. Może też być, żeśmy mówili narzeczem tureckim tak osobliwym, że policjańci carogrodzcy nie rozumieli, o co nam się właściwie rozchodzi.

Studnia cesarza Wilhelma,  była jedną z wielu podarunków dla Sułtana tureckiego (cesarza) ze strony cesarza Wilhelma. Obydwaj obdarowywali się wzajemnie. W lutym 1890 roku podarował cesarz niemiecki Wilhelm sułtanowi tureckiemu, w zamian za otrzymane od tegoż podarunki.cztery piękne ogiery rasy trakeńskiej.Ogiery te w tym samym miesiącu zostały dostarczone do stolicy Turcji.

Gdy w 1517 roku Osmanowie podbili Egipt i kalifat został przeniesiony do Stambułu, miasto to stało się centrum islamskiego świata. W XVI - XVIII wieku miasto ozdabiano pałacami, meczetami i innymi kompleksami architektonicznymi. Po pierwszej wojnie światowej 15 marca 1919 roku, do miasta wkroczyły wojska alianckie. W 1923 r. stolicę Republiki Tureckiej przeniesiono do Ankary, 28 marca 1930 r. miasto zostało oficjalnie nazwane Stambułem dla potrzeb kontaktów międzynarodowych.

Niespodzianki w czasie zwiedzania miasta. Naraz znajdujemy się w otoczeniu conajmniej dziwnym. Przechodzimy ulicami coraz ciaśniejszymi, a nawet zaczyna się prawdziwy labirynt uliczek.. Wyczuwamy silny zapach czosnku, słyszymy także przeraźliwy hałas. Stąpamy po bagnie i błocie, spotykamy ludzi chudych jak kościotrupy i konie z otwartymi ranami. Prędko zawracamy, bo i komendant nie znalazł swojej studni i ja także niestety nie oglądałem Hagii Sofii i domu Mickiewicza. Postanowiłem zrealizować to pragnienie drugim razem.Ale w Kadykaj dostaliśmy w ten sam dzień rozkaz, że mamy się natychmiast przygotować do wymarszu. Na drugi dzięń, a była to niedziela, rozebraliśmy nasze duże namioty, władowaliśmy wszystko do wagonów, w południe wyruszyliśmy. Morze uśmiechało się do nas na pożegnanie, powietrze było czyste. Jechaliśmy wzdłuż zatoki ismidzkiej, po prawej stronie wciąż mając morze, po lewej zaś urodzajny kraj. Towarzysze chętnie mi odstąpili miejsce przy oknie. Niestety byłem tak zmęczony półdniową pracą pakowania, żem zasnął. Jakaś miłosierna dusza obudziła mnie, gdy się po lewej stronie ukazały ruiny twierdzy Ankyron, otoczonej posępnymi , stromymi topolami.Tu w Ankyron, zmarł 22 maja 337 roku Konstantyn Wielki.

Ostatnie chwile życia Konstantyna Wielkiego.Gdy przeczuł zbliżający się koniec życia, zapragnął chrztu i odrodził się w Chrystusie. Gdy weszli dowódcy wojsk i ze łzami w oczach narzekali, że opuszczeni będą, życząc mu długiego jeszcze życia, kiwał głową i odpowiedział, że teraz dopiero otrzymał życie prawdziwe i wie, jakich dóbr stał się uczestnikiem. Chrzest odkładał tak długo. bo nosił się z zamiarem przyjęcia go w wodach Jordanu za przykładem Zbawiciela.

Sobór kościoła katolickiego w Nicei.W Ismidzie samym ( w starodawnej Nikomedii) zatrzymał się pociąg. Nikomedia była miastem męczenników. Tu umęczono św. Leona lekarza, św. Gorgonnjusza, urzędnika cesarza Dioklecjana, św. Barbarę i innych jeszcze wyznawców Chrystusa Pana.W tych stronach, co nazwa, to jedna większa i pamiętniejsza od drugiej. Niedaleko od Ismidu (Nikomedii) leży Isnik, dawniejsza Nicea, gdzie w 325 r. odbył się pierwszy sobór Kościoła katolickiego pod przewodnictwem św. Atanazego. Uczestnikiem tego soboru, na którym wyklęto z Kościoła heretyka Arjusza, był też św. Mikołaj, biskup myrski. W nocy przejeżdżamy szesnaście mostów rzeki Pursak. Wcześnie rano jesteśmy na ogromnej nizinie. Tu Gotfryd de Bonillon odniósł zwycięstwo nad muzułmanami (w 1097 r.), a w drugiej krucjacie (1147 do 1149 r.) poniosło tutaj wojsko niemieckie straszną klęskę od Turków. Miasto leżące w pobliżu pobojowiska nazywało się Eskiszehir. W 1917 r. było Eskiszehir sławne ze swego domu żołnierza (+Soldatenhelm) na cały korpus azjatycki, bo się tam dostawało najtańsze i najlepsze, wprost bajeczne obiady. Za to też leżało kierownictwo w ręku zakonnic katolickich, pomiędzy którymi było i kilka Górnoślązaczek..

Misje św. Pawła z Barnabaszem. Wieczorem dojechaliśmy do Aflum Karahissar. Nad miastem panuje twierdza wybudowana na zębatej, rosochatej górze. Za czasów perskich prowadził tu główny trakt (gościniec) do wnętrza cesarstwa perskiego. Na drugi dzień byliśmy w Konji. Na dworcu spotkałem katolickiego misjonarza, który narzekał na antyluterską kolonię niemiecką. Zmusili go do opuszczenia wspólnego stołu przez ciągłe odczytywanie nienawistnych "dzieł" Lutra.Konja (Ikonium) jest pamiętnym miastem. Gdy je w prastarych czasach Cyrus zawojował z bratem swoim, cesarzem perskim Artakserksesem, wtedy założył tu Cyrus w Ikonium, jako w ostatnim mieście Frygji, obóz i bawił tu przez trzy dni. Jeszcze większego znaczenia dodał miastu Ikonium św. Paweł, głosząc tu słowo Boże z Barnabaszem. (Dz. Ap. XIII. 51- XIV, 5). Pismo św. opisuje misje św. Pawła tak: "W Ikonium weszli razem do bóźnicy żydowskiej i tak przemówili, że uwierzyło wielkie mnóstwo Żydów i Hellenów. Ale Żydzi niewierzący podburzali i rozgoryczali umysły pogan przeciw braciom. Mimo to długi czas spędzili na śmiałym przemiawianiu w Panu, który dawał świadectwo słowu łaski swojej i sprawiał, że cuda i dziwy działy się przez ich ręce. Toteż pospólstwo miejskie rozdwoiło się: jedni mianowicie trzymali z Żydami, a drudzy z Apostołami. Gdy jednak ze strony pogan i Żydów wraz z ich przełożonymi przyszło do zmowy, by ich zelżyć i ukamieniować, wtedy powiadomieni o tym, uciekli do Lystry i Derby, miast Likaońskich, i do całej krainy okolicznej; - i tam opowiadali Ewangelię". W Lystrze (w pobliżu Ikonium) uleczył św. Paweł "chromego od urodzenia, który nigdy nie chodził. A rzesze widząc, czego Paweł dokonał, podniosły swój głos i mówiły po likaońsku: Bogowie upodobnili się ludziom i zstąpili do nas". I nazywali Barnabę, Jowiszem, a Pawła Merkurem ( to bogowie pogańscy). A kapłan Jowiszów, który był przed miastem, woły i wieńce przywiódł do bramy i chciał wraz z ludem składać ofiary. Ale św. Paweł zaledwie uspokoił rzesze, co sprawiło,że nic im nie ofiarowali. Tyczasem nadeszli niektórzy Żydzi z Antiochii i z Ikonium, a pozyskawszy tłumy, obrzucili kamieniami Pawła. i w mniemaniu, że umarł, wywlekli go za miasto. Lecz, gdy go uczniowie obstąpili, wstał i wrócił do miasta; a dnia następnego udał się z Barnabą do Derby. A skoro w tym mieście ogłosili Ewangelię i pozyskali wielu uczniów, wrócili znowu do Lystry do Ikonium i do Antyochii" -

Lystra i Derbe dziś już nie istnieją.Na dworcu miasta Konji (Ikonium) zobaczyliśmy pierwsze wielbłądy, niosące kosztowne dywany. Były to wielbłądy anatolskie, piękniejsze od arabskich, lecz słabsze. W pobliżu dworca mieszkał w drewnianej chałupce pewien turecki kapitan, który w tej chacie przeżył prawie całą wojnę. Chata miała strzechę pojeżoną, była krzywa i niepozorna. Pan kapitan karmił właśnie kury i kozy.

Kiepski kucharz wojskowy. Na obiad musieliśmy w Konji bardzo długo czekać. Nareszcie do kuchni polowej przystąpił jakiś wytwornie ubrany pan o twarzy inteligentnej i w  złotych okularach. Rozpoczął z wielką godnością i powagą mieszać w kotle, i wydał po zakończeniu mieszania z grzecznym uśmiechem każdemu należną porcję. Był to pastor X, kierownik domu żołnierza, który zechciał nas zaszczycić własnoręcznie ugotowanym obiadem. Miałem nadzieję, że jego kazania były lepsze od przygotowanych przez niego obiadów, ponieważ cała obiadowa uczta składała się z przypalonej pszenicy.

Pamiętliwe miejsca z dawnych wydarzeń.Wieczorem zajechaliśmy do Eregli (Kybistra, Herakleja). Tu się buntowali żołnierze Gotfryda podczas pierwszej krucjaty. I myśmy rozpoczęli wieczorem także bunt, bo nam dotychczas nie wydano przeznaczonej dla nas spyrki (skwarki), podczas, gdy oficerowie ją smacznie zajadali. Wyprawiliśmy delegację do komendanta o równouprawnienie do skwarek. Za to sierżant (dozorca nad żywnością, obiecał nam,że całą kompanię obije po "pyskach". Delegacja niewiele pomogła, bo na kolację dostaliśmy tylko kawę, która smakowała tak, jak gdybyś język wywiesił na świeże powietrze. Aby nie doszło do dalszych rozruchów, dano jeszcze w nocy rozkaz do odjazdu. Podczas jazdy mijaliśmy wiele pamiętnych miejsc. Słabe wspomnienie pozostało mi tylko po górach Kara Dagh i Sultan Dagh, które Barbarossa podczas swej krucjaty (w 1189 - 1192) przekroczył.

Góry Taurskie.Pewnego poranku obudziliśmy się w dzikiej nizinie, leżącej pośród gór Taurskich. Już Ksenofon, oficer greckich ochotników, służących w armii Cyrusa, opisuje te niebotyczne góry. "Góry obwarowane i całkiem strome sięgają od morza do morza". Aby zwolnić najstarszych żołnierzy od znojów grożących im podczas przekraczania Taurusa, oraz, by stamtąd mogli wygodnie statkami dopłynąć do Cylicji. Było to w 401 r. przed nar. Chrystusa; ale dla nas nie wchodziła droga morska w rachubę, bo na morzu czuwały parowce francuskie.Stanęliśmy na dworcu Kara. punar (czarne źródła) i w dodatku w wąwozie, otoczonym zewsząd olbrzymimi, skalistymi górami.

Wspomniany dworzec, najwyżej położony z wszystkich dworców Mniejszej Azji (bo w wysokości 1700 m) stoi przy gościńcu, który był już znany starszym narodom. Ponad nami wznosiła się zielona wyżyna z wesołymi barwami. Na tym wzgórzu musieliśmy rozłożyć namioty.Poza wzgórzem były widoczne różowe skały, sięgające do niebios.

Rozpoczęło się nudne i trudne wyładowywanie. Za trzy godziny wszystkie namioty ustawiono na wyznaczonym miejscu, 500 m powyżej dworca. Wleczenie szesnastocetnarowych namiotów, którą to pracę nas zawsze tylko sześciu wykonywać musiało, było tak męczące, że dostałem silnego ataku serca. Lecz prześliczny widok wynagrodził nam wszelkie trudy. Drugi dzień rozpoczął się przyjemnie. Najstarsi z nas byli weseli jak dzieci. Wszyscy biegali boso i z zakasanymi rękawami. Z naszego stanowiska można było oglądać dworzec pod nami, jak na maleńką igraszkę. Chwała Bogu, żeśmy się wynieśli z tej zaraźliwej dziury dworcowej, w której panuje straszna malaria. Cieszyliśmy się widokiem szczytów gór, ocierających się o chmurki, cieszyliśmy się ciepłym słońcem, którego promienie spoczywały na drzewach, skałach i rzece,płynącej w dolinie. Z jednej strony spadała woda zielonawa, od wiatru rozszarpywana z wielkim szumem do rzeki wpadająca.Wszyscy byli rozradowani z wyjątkiem samego Maksa.

Nie każdy potrafii się cieszyć pięknem przyrody.Dla niego były góry zbyt wysokie, łąki i drzewa zbyt zielone, a zaś skały zbyt różowe. On lubił szarość. Naszego zachwycenia nie rozumiał. W jego głowie krążyły wyższe myśli. Jeden z oficerów bowiem (pan hrabia) zażądał od niego jedwabiu na dwa szlafroki, a teraz najdzielniejszy feldwebel nie wiedział, jak udowodnić swą znaną powszechnie dzielność. Skąd wziąć w górach Azji jedwab ? W rozmyślaniu nad tym zadaniem zasnął nareszcie, i to było okazją dla mnie, by udać się samopas w góry.Wybrałem jako cel wycieczki najwyższy szczyt. Czasami zasłaniały drogę skały do wysokości małej chaty. Wszędzie rosły sosny, między nimi zaś charpęcina.W miarę jak szedłem wyżej, stawała ię droga coraz trudniejsza. Naraz ujrzałem poza szczytem, do którego chciałem się dopiąć, jeszcze inny wyższy..

Źródła.Periodyk górnośląski , "Gość Niedzielny". Ścieżka dostępu przez Ś.B.C. 

https://pl.wikipedia.org/wiki/Jan_Puzyna

https://www.google.com/search?client=firefox-b-d&q=Gdzie+jest+gr%C3%B3b+W%C5%82adys%C5%82awa+Warne%C5%84czyka+w+wiki+polskiej

https://pl.wikipedia.org/wiki/Nagrobek_W%C5%82adys%C5%82awa_III_Warne%C5%84czyka



Autor artykułu : Leonard wybrał i zamieścił




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com