Wspomnienia teologa – żołnierza w marszu do Ziemi św.
Jakiś student zapewniał mnie, że w „Bramach Cylicji” poznał według opisu Ksenofona miejsce obozowiska założonego przez greckie posiłki Siedemdziesiąt lat po Cyrusie przekroczył te góry taurskie Aleksander Wielki, aby napełnić cały świat wielkością swych czynów. Św. Paweł tak samo wybrał sobie tę drogę podczas 3. podróży misyjnej. Tu posuwali się pośród nieustannych bojów krzyżowcy Gotfryda de Bouillon (1096 r.) i Barbarossy (w 1190 r.) ku Syrji. I ja tu stoję, nie wiedząc, czego mi przyszłość udzieli, czy chorób, czy niewoli, czy śmierci.
Zbliżał się wieczór, i musiałem myśleć o powrocie. Obawiałem się nieco wyzywań feldwebla, którego opuściłem bez urlopu. Rzeczywiście miałem się czego obawiać. Gdy wstąpiłem, przyjął mnie bardzo niełaskawie. Łysina mu się świeciła w półmroku, jak latarnia morska, nie chciał pojąć, po co tak długo bawiłem w górach, podczas, gdy on nie wiedział, skąd w pustelnym Taurze nakupić w hrabiemu jedwabiu. Na szczęście zaprosili go wieczorem podoficerzy na zabawę, a to ochłodziło jego gorączkę. Nie mogę pominąć tego, że w ten sam wieczór, jeszcze przed popijawą, napisał do żony list o pięknościach okolicy Taurusa. Ponieważ jednak do listów, które nie tyczyły geszeftu bądź interesu, miał mało zdolności, odpisał więc ten zachwycający opis dosłownie z Baedeckera (z podręcznika dla podróżujących). Rozweselony takim bajecznym listem, spieszył z nim prosto do namiotu podoficerów, aby im odczytać utwory swej fantazji. Podoficerowie należycie go podziwiali, aż się wywiązała z tego spora pijatyka.
Zwabiony wesołością i wykrzykami, które wylatywały z namiotu pijaków, zbliżył się wtedy do nich jeden z zatrudnionych Hindusów, którzy w Taurze jako niewolnicy tureccy przy marnym wikcie musieli wykonywać najtrudniejsze roboty. Stanął przed podoficerami, zasalutował i prosił o kawałek chleba. Wtedy wyszedł z nim jeden z feldwebiów – do tego jeszcze katolik i uderzył nędznego, zgłodniałego Hindusa laską, i dał mu szorstkimi słowy do zrozumienia, że się ma natychmiast oddalić. Serce bolało na widok Hindusa odchodzącego w kierunku swego obozu. Jeden z naszych szeregowych zawołał go do siebie i dał mu porządny kawał chleba.
Gdyby później Hindusi, których jeńcami myśmy się za rok stali, w ten feldweblowski sposób się byli obchodzili z nami, wtedy by nie zostało nas wielu przy życiu. Muszę przyznać , że Hindusi, zresztą najszlachetniejszy lud, jaki poznałem, posiadają prawdziwą dobroduszność i grzeczność. Jako jeńców przyjęli nas później szlachetnie, dzielili się z nami wszystkim, co mieli, dopomagali nam chlebem, urządzali nawet swe igrzyska przed naszym obozem, uważając, że tacy biedni jeńcy, jakimi staliśmy się później w Egipcie, także potrzebują rozweselenia i rozrywki.
Po północy wrócil feldwebel od podoficerów bardzo rozweselony i dosyć pijany. Za to na drugi dzień n był nie do zniesienia. Leżał na swym polowym łóżku, jak za dwa grosze tluszczu na talerzach, ciagle medytując nad jedwabiem.
Dopiero rozkaz komendanta do odjazdu wyrwał go z agonii. Wtedy bowiem dopiero się dowiedzieliśmy, dokąd podróżować mamy. Dotąd zawsze nam mówiono o Mezopotanii, o Eufracie, o Niniwie i Babilonie, aż dopiero w Taurze wydała główna komenda jasny rozkaz, że się kompania ma udać do Palestyny.
Praca pakowania i ładowania odbyła się dosyć żywo i wesoło, bo Palestyna wabiła każdego z nas. Tylko Makse był niezadowolony, bo utracił część swojej renomy, nie mając jedwabiu. W południe byliśmy gotowi do odjazdu.

Starożytne mury Bramy Cylicji - to starożytne miasto greckie położone w Cylicji, obecnie na terenie współczesnej Turcji. Autor Klaus-Peter Simon. CC BY-SA 30, via Wikimedia Commons.
Wszystkie wojska musiały dotąd mozolnie przekraczać góry Taurskie przez „Bramy Cylicji”. Ten wąwóz był prawdziwą bramą dla różnych armii. Nasza kompania była pierwszym oddziałem, którego prowadzono przez nowozbudowany tunel taurski. Nawet później wysłane bataliony tureckie przybyły na wiosnę do Palestyny drogą przez Bramy Cylicji. Ja sam ubolewałem bardzo nad drogą prowadzącą przez tunel – wygodniejszą coprawda, lecz wcale nie historyczną.
Przed wejściem do wnętrza tunelu pracowała cała armia niewolników: Hindusów i Armeńczyków. Turcy skazali wszystkich, jeszcze dotąd nie wytępionych Armeńczyków, do których jako chrześcijan żywią wściekłą nienawiść, albo na powolną śmierć w obozach koncentracyjnych, albo na zabójczą pracę przy przedsięwzięciach rządowych.
We wnętrzu góry otaczała nas ciemność. Było do tego zimno, i nieustannie lała się miejscami woda na nasze otwarte wagony. Jazda trwała więcej niż godzinę, nim się ukazało przed nami światło. Wyjechawszy niby z nocy w dzień, podziwialiśmy potężną scenerię. Nad nami stały grożne i strome, niebotyczne skały, pod nami otwierała się czarna przepaść, z której można było słyszeć szum rzeki. Był to krajobraz dziki i posępny. Rzadko kiedy bawi tutaj Europejczyk, a góry są jeszcze pełne zwierzyny i ptaków drapieżnych. (Jednemu z naszych podoficerów udało się wtedy, zestrzelić orła). Znów musieliśmy wjechać w ciemne wnętrze góry, lecz wkrótce wydostaliśmy się na światło dzienne. Coraz bardziej ukazywał się nam piękny krajobraz, coraz obszerniejszy mieliśmy widok na góry, aż się naraz przed nami ukazały w oddali dwie prostopadłe ściany, przez które dało się widzieć rozległą szeroko ziemię Cylicji. Szybko, jak w panoramie, przesuwały się w dole krajobrazy, jak wielki szczegółowy plan sztabu jeneralnego. Miałem wrażenie, że nie jadę koleją żelazną, lecz aeroplanem podróżuję, tak głęboko leżała nizina Cylicyjska pod nami. Kolej żelazna sprawiała wrażenie, jakby sama była przyklejona do skalistych gór. Wrażenie ,lotem aeroplanu stawało się tym bardziej rzeczywistym przy przejazdach przez wysokie, żelazne mosty, wzniesionych jakby z cieńkich patyczków. Była to jazda szalona, zanim wieczorem dotarliśmy do miejscowości Gelebek. Z tej przystani widzielismy po raz ostatni urocze szczyty Taurskie, fantastycznie się rysujące na lazurze nieba..
Z dalszej jazdy do Syrii przypominam sobie tylko ruiny pewnej twierdzy krzyżackiej i ślicznie położone miasto Adana,w którym zobaczyliśmy pierwsze palmy, jako wedetę na krańcach ziemi biblijnej. Dowiedzieliśmy się w Adanie, że nas już Anglik oczekuje. Armia turecka bowiem, do której chciano nas przydzielić, nazywała się "Jilderyzm", tj. "blyskawica".
Parę dni przed naszym nadejściem odwiedził angielski lotnik Adanę i zrzucił nad miastem kartki z napisem: "Dlaczego jeszcze nie nadchodzi Jilderyzm - błyskawica? Gromochron już was oczekuje". Było widocznie już wszystko przygotowane na odpowiednie przyjęcie. Anglicy znali nawet bardzo dobrze miejsce koncentracji wojsk niemiecko-tureckich. Była to wioska o nazwie Muslimije, położona przed Alepem. Dlatego postawił wtedy Loyd George. (Ten sam, który kojarzył Galicję wschodnią II Rzeczpospolitej, z Galicją hiszpańską, widocznie nie uczono go Geografii, a takich najbardziej ciągnie do polityki - LAH), w parlamencie angielskim wniosek, aby się nie troszczono o front palestyński, ale uderzono raczej natychmiast na Muslimiję, i stąd rownocześnie zabrano Palestynę i Mezopotanię. Dobrze, że się wtedy Anglicy nie zastosowali do wniosku L. Georgea, bo inaczej nie bylibyśmy wcale ujrzeli Ziemi świętej.
Pewnej niedzieli dostaliśmy się nareszcie sami do Muslimije.Dworzec był piękny w stylu maurskim.jak okiem sięgnąć rozciągał się step, porośnięty żółta trawą i tak zwaną manną (tj. krzaczek, którego gałązki zawierają słodki sok). Wszędzie stały niemieckie i tureckie namioty Trąbirogowie tureccy wygrywali na tych instrumentach różne fantastyczne melodie. Piechota turecka urządzała w równinie ćwiczenia, zaś niemiecka kawaleria wiodła konie do poidła. Już w następny dzień stał nasz własny obóz, wzniesiony na modłę starorzymskich obozów, między wszystkimi innymi oddziałami. Byliśmy więc ogniwem w łańcuchu tureckiego "Jiderym", byliśmy w Syrii.
Muslimije - Libanon. Muslimije nie jest miejscem znanym z historii. Jest to skromna wioska o domkach kurdyjskich, które robią wrażenie naszych kopek siana. Kopulaste domki są bardzo praktyczne, ponieważ palące promienie słoneczne nie ogrzewają je tak silnie jak płaskie dachy domostw arabskich.Swą ważność zawdzięcza wieś Muslimije tej okoliczności, że jako stacja kolejowa leży na dwóch torach. Jeden prowadzi przez Eufrat do Mezopotanii, drugi do Palestyny i do Arabii. Skupiono tu wszystkie oddziały, aby Anglikowi nie dać poznać, dokąd wojska są przeznaczone. Lecz Anglik w tych krajach miał tyle szpiegów, że się niebawem o każdym nowym transporcie łatwo dowiadywał. Przez wioskę płynie rzeka Kuwek, bardzo obfita w raki. O godzinę drogi na południe jest położone wielkie miasto Alepo, znane nam z historii. Kiedy zostało założone nie wiadomo. Arabowie twierdzą, że Alepo gościło już Abrahama w swych murach. Opowiadają bowiem, że Abraham zawitał podczas swej podróży z miasta położonego w Mezopotanii o nazwie Charan do Habel (obecna nazwa miasta). Tutaj ponoć doił (po arabsku = haleb) przed bramą północną swe owce i sprzedawał to mleko po ubogim. Z tego wydarzenia ma pochodzić nazwa miasta. Jest to natomiast jedna z wielu legend, w których kochają się i chlubią, się nimi Arabowie. Rzeczywistością zaś może być to, że Abraham przeszedł podczas swej podróży do ziemi obiecanej ten tutejszy kraj, ponieważ starodawna droga z Charan do Palestyny prowadzi przez Muslimiję i Alepo.

Miasto Aleppo w Syrii, stan z 2004 roku. Autor Gianfranco Gazzetii / Gar, CC BY-SA 4.0. Wikimedia Commons.
Wyprawa Cyrusa na Babilon (401 r. przed Chr.) prowadziła przez Alepo (Chalybon), i podczas krucjat oblegali krzyżowcy częstokroć twierdzę alepską, której nigdy nie mogli zdobyć. Tylko córka ówczesnego sułtana alepskiego uciekła z jednym z książąt krzyżowieckich i stała się w Europie wzorową chrześcijanką.Muslimije jest tak samo położone jak Alepo, na krańcach puszczy syryjskiej. Można śmiało powiedzieć, że już na drugim, lewym brzegu rzeki Kuwek zaczyna się puszcza. Nieraz widzieliśmy, jak wiatr wschodni przynosi śniade, brunatne chmury piasku, rozsypując je nad stepem.
Po długim transporcie kolejowym rozpoczęły się w Muslimije ćwiczenia wojskowe. Rano drżeliśmy od zimna, a w południe dokuczały nam nieznośne promienie słońca.Wielu z nas nabawiło się przez to sporo różnych chorób, na przykład wystąpiły pierwsze przypadki malarii, na którą wtedy już wielu z naszego oddziału zmarło. Noce były nadzwyczajnie zimne, co powodowało, że wszystkie kałuże wodne zamarzały.
Pewnego dnia odwiedziliśmy samą wioskę. Muslimija leżała jak martwa w palących promieniach słońca południowego. Nagle zobaczyliśmy duży ruch. Prawdopodobnie meldowali tubylcy szejchowi, że się zbliżają dźjaury (= niewierni), Leniwe wielbłądy podnoszą się z odpoczynku, na wpół dzikie psy szczekają wściekle na nas, zjawiają się wieśniaczki broniące już z dala swe dzieci przed naszym "złym wzrokiem". Nazbierało się w oka mgnieniu masę ludzi hałasujących i bakszyża (napiwnego) żądających. W ich towarzystwie zbliżamy się do mieszkania szejcha. Jest to jedyny po europejsku wybudowany domek. W ogródku przed drzwiami rosła osamotniona figa. Jedyne drzewo w całej wiosce.
Szejch wyszedł z domu, aby nas przywitać. Był to starszy brodaty Arab o poważnych rysach twarzy. Ubrany był w jedwab zielony, tego samego koloru nosił turban, to był znak, że jest on potomkiem Machometa. Rozpoczął nasze powitanie słowami: "Witam was w imię Allaha wszechmiłosiernego, który jest wszystkim, a nie w imię sułtanów stambulskich, którzy są niczym. Mój dom jest waszym domem. Zdrowia życzę wam i powtórnie zdrowia. Marhaba, marhaba teju. - (pozdrowieniem "salem alejkum" wita muzułman tylko muzułmanów, a nie chrzescijan).
Aforyzmy o dobroczynności.
Dobrodziejstwa szczerym sercem udzielane sa jak gwiazdy, co nie zachodzą, jak kwiatki co nie wiednieją.
Kto przy dobroczynnosci ubiega się tylko o podziękę, żadnego nie ma zysku dla duszy.
Przy dobroczynności zawsze zyska więcej ten, co udziela niż ten, co odbiera
Jeśli ubogiemu masz co wyświadczyć, nie pytaj go się, jako stał się ubogim, pytaj siebie samego, jakoś stał się bogatym!
Niezawinione ubóstwo ma prawo do kazdego serca szlachetnego.
W oczach niejednego biednego jest dlatego tak ciemno, ponieważ w sercach możniejszych tak mało jest słońca.
Źródła.Periodyk górnośląski , "Gość Niedzielny". Ścieżka dostępu przez Ś.B.C.
Klaus-Peter Simon, CC BY-SA 3.0 , vi
