Wszystkich gości :   26460

Flag Counter
Flag Counter
 





Temat : O Malowidłach i protestantach na Górnym Śląsku

Kategoria :  O Historii Śląska       Data : 2022-04-11 19:46:57

O Śląskich kościołach.

Stare malowidła kościelne. W naszej diecezji katowickiej (1924 r.) nie ma już bodaj żadnego kościoła, który by nie był w środku pomalowany. Dlatego każdy zna malatury kościelne nowoczesnego rodzaju, atoli dawniej największa ilość kościołów była bez malowideł, a ten, którego wnętrze było pomalowane uważano za szczególnie piękny.

Pomiędzy kościołami, które rzeczywiście były pięknie wymalowane, znajdował się w pierwszym rzędzie Dom Boży w Starych Tarnowicach. Dziedziczka tamtejsza, hrabina Felicjana Hunter, nakazała w roku 1707 tamtejszy stary już i prawie upadający kościół zreperować i przebudować. Przy tych pracach ozdobiono wnętrze kościoła freskami (są to malowidła wykonane na świeżym wapnie ściennym,co nadaje malowidłom ściennym trwałość).

Dawny kościół

Zespół Kościoła św. Marcina w Starych Tarnowicach stan dzisiejszy. - Widok od południowego - wschodu. Autor foto: MawrAidd, CC BY - SA, Praca własna, 17 September 2020.   via Wikimedia Commons.

Te nader cenne pod względem sztuki malowidła nie miały sobie równych na całym obszarze od Krakowa do Wrocławia. W roku1756 były  malowidła jeszcze w dobrym stanie zachowane, lecz w r. 1791, były one już tylko częściowo widoczne na stropie. Jednak upływ czasu zrobił swoje, bo te malowidła znikły zupełnie. W najnowszym czasie tj. w początkach dwudziestego wieku znaleziono jeszcze ich resztki, a ponieważ uznano te malowidła za bardzo wartościowe, usiłowane je na nowo odkryć i odświeżyć, lecz udało się to tylko częściowo.

kaplica

Kościół śś. Apostołów Piotra i Pawła w Tarnowskich Górach - kaplica św. Barbary. Autor: Gabriel Wilk - Praca własna.

Bogaci dawniej górnicy tarnogórscy, postanowili w podobny sposób ozdobić kaplicę swej patronki św. Barbary i kosztownymi obrazami malowanymi na ścianach, kaplicę ozdobić.Chociaż, te malowidła były piękne i kosztowne, to jednak nie miały one tych rozmiarów, co malowidła w Starych Tarnowicach.

Prawie około 220 laty (licząc od 1924 r.), gdy obraz cudowny Najświętszej Maryi Panny Piekarskiej posiadał daleko i szeroko największe uznanie, to też, OO. Jezuici w Piekarach, przystąpili do prac w tym kierunku, żeby nadać owemu obrazowi godne otoczenie. Postanowili oni strop całego prezbiterium ozdobić kosztownymi malowidłami. Przedstawiono tam w obrazach całe Salve Regina (Witaj Królowo) a w środku uwieczniono w obrazie scenę nawrócenia króla Augusta II, który na świętą wiarę kościoła rzymsko-katolickiego się nawrócił, był on przedtem protestantem i księciem saskim. Podróżując do Krakowa, gdzie miała mieć miejsce jego koronacja na króla Polski.Zawitał zatem po drodze do Piekar, aby się nawrócić, bo nie była możliwa koronacji na króla Polski protestanta. W Piekarach był on witany uroczyście. Panował on w Polsce z małą przerwą od 1696 r. do 1733 r. – wpis Redakcji).

Inne kościoły zdobiono w taki sposób, jakiego się dzisiaj (w 1924 r.) wcale się nie praktykuje. Brano długie i szerokie płaty płótna, zeszyto je, i w ten sposób uzyskano wielkie płócienne płaszczyzny i na nich wykonywano bardzo wielkie i piękne malowidła. Następnie tak pomalowane płótno rozpinano na ścianach albo na stropie kościoła.

W ten sposób na przykład w Żelaznej pod Opolem sporządzono płótno o wymiarach 7 metrów długie i 7 metrów szerokie. Nieznany artysta namalował na tym płótnie obraz sądu ostatecznego, a potem całe to malowidło rozpięto na stropie w kościele.

Można sobie wyobrazić, że tak ogromne malowidła, budziły wspaniałe i potężne wrażenie. Podobne co do wielkości malowidła na płótnie posiadały w naszych okolicach także kościoły w Bogucicach, Dziećkowicach, Biskupicach, Miasteczku (w Tarnogórskiem). Ale dzisiaj już nie wiemy, co na tych malowidłach było przedstawione

Widzimy z tych kilku przykładów, jak nasi przodkowie pomimo swej biedy i prostoty starali się o godne ozdobienie wnętrz kościelnych. Dowodzą one również ofiarności ówczesnych katolików.

Autor: Ks. Radziński.

Kościoły katolickie, które były dawniej w rękach protestantów. Od roku 1758 usiłowali tak katolicy, jak i protestanci ustalić dokładnie, które kościoły na Górnym Śląsku były dawniej w rękach protestantów. Pomimo starannych poszukiwań, także w miejscach urzędowych i środkami urzędowymi, dotąd nie można było odpowiedzieć na to pytanie dokładnie. Na ile taka odpowiedź dzisiaj jest możliwa (1924 r.), chcemy ją naszym czytelnikom przedstawić.

Na ziemi Pszczyńskiej (obejmującej w dawnych czasach dzisiejszy powiat pszczyński, południową część powiatu katowickiego i wschodni pas powiatu rybnikckiego) protestantyzm rozpoczął się rozszerzać od roku 1523. Od roku 1548 znoszono ich obecność w miarę spokojnie, a od około roku 1568 pomagał im i popierał ich, i to usilnie hrabia Karol Promnic, pan i dziedzic ziemi pszczyńskiej. Z pomocą tego pana i innych magnatów protestanci weszli w posiadanie kościołów katolickich w następujących miejscowościach: Pszczyna, Goczałkowice, Bieruń, Mikołów, Wodzisław, Żory, Stara wieś, Brzeźcie, Ćwiklica, Wisla, Bzie, Grzawa, Krzyżowice, Łąka, Marklowice, Miedźna, Mokre, Orzesze, Pielgrzymowice, Połomia, Poręba, Radlin, Studzionka, Suszec, Tychy, Szeroka, Warszowice, Woszczyce.

Na ziemi Bytomskiej. (obejmującej dawniej powiaty: bytomski, Tarnogórski, Zabrski i katowicki) Głównie zaprowadził protestantyzm margrabia Jerzy brandenburski (Hohenzollern). Liczni magnaci popierali i wspomagali nową wiarę protestancką, i tak udało się im od roku 1526 zająć następujące kościoły katolickie: Bytom, Miasteczko (to błędne rozeznanie, ponieważ nie było wtenczas jeszcze kościoła w Miasteczku, a wtenczas nazywane zwyczajowo Georgenberg, ponieważ nie można było zająć tego, co nie istnieje), Stare Tarnowice, Bielszowice, Bujaków, Chorzów, Piekary, Paniowy, Żyglin, Miechowice, Radzionków, Repty, Lubsza, Lubliniec, Woźniki, Biskupice, Zabrze.

Jeżeli się przejrzy tę listę, wtedy można stwierdzić, że prawie wszystkie stare kościoły naszej dzisiejszej diecezji katowickiej (1924 r.), były niegdyś przez jakiś czas w ręku protestantów. Jedynie kościoły w Mysłowicach, Bogucicach, w Lędzinach, Pawłowicach, Boguszowicach, Rybniku pozostały nadal w rękach katolików. Tak było około roku 1600. (Znaczny obszar ziemi z Mysłowicami, Katowicami, Bogucicami itd., należał wówczas do pewnej katolickiej i magnackiej rodzinie z Polski, i ta rodzina nie oddała kościołów na swej ziemi protestantom. Lędziny należały do klasztoru w Staniątkach w Polsce i dlatego także one zdołały utrzymać kościół swój w rękach katolickich. W ogóle, gdzie panowie pozostali wierni kościołowi katolickiemu, tam też i kościoły pozostały katolickie, a odwrotnie: gdzie panowie i magnaci przeszli na protestantyzm, tam usuwali – chociaż całkiem bezprawnie – kapłanów katolickich i w ich miejsce ustanawiali „predykantów luterskich” – Wpis redakcyjny).

Stosunki te jednak się zmieniły. Dnia 8 sierpnia 1627 r. burgrabia Karol Hanibal Dohna, który przybyl na Górny Ślask z wielkimi pelnomocnictwami od cesarza, z zaleceniem zrobienia porządku na tutejszej ziemi. Wydał w imieniu cesarza polecenie, aby usunięto pastorów tam wszędzie, gdzie byli ustanowieni w miejsce katolickich kapłanow. Byłoby to zatem ponowne przywrócenie do urzędów tych wszystkich kapłanów, którzy z tych urzędów zostali bezprawnie usunięci

Na ten rozkaz burgrabiego bądź cesarza powołał się biskup krakowski Marcin Szyszkowski, i dnia 16 sierpnia 1627 roku ze swej strony rozporządził, ażeby wszyscy dziedzice wymienionych miast i wsi ( o ile one należały do jego diecezji). Tak rychlo, jak to tylko jest możliwe oddali wszystkie kościoły, które dawniej były katolickie, ponownie do użytku katolickiego, i by prezentowali zdolnych kapłanów katolickich, których można byłoby ustanowić proboszczami; kto by zaś tego rozporządzenie nie usłuchał ten utraci prawo do reprezentacji; ażeby zaś nikt z dziedziców nie próbował by się uniewinnić nie znajomością tego rozporządzenia, tenże biskup polecił dziekanowi dekanatu bytomskiego postarać się o to, aby rozkaz burgrabiego i rozporządzenie biskupa były odczytane we wszystkich kościołach górnośląskich.

Zatem i świecka i duchowna władza wydala nakazy. Ale realizacja tych sprawą nie była łatwą. Należało sprostać wykonaniu tych nakazów i zjednać im posłuch. Tylko powoli i stopniowo odzyskiwali katolicy z powrotem swoje kościoły, cmentarze i probostwa. Wkrótce się okazało, że doprowadzenie do stanu poprzedniego wydłuży się na lata. Kapłani katoliccy byli zmuszeni dochodzić stanu poprzedniego często przez procesy sądowe. Niektóre zaś prawa i dochody utracili na zawsze. Atoli kraj stawał się znowu cały katolicki, lecz protestanci innymi sposobami ponownie sie tutaj wkręcali.

Obrazki z 30-letniej wojny. Jeszcze nie tak dawno byliśmy świadkami czterech długich lat wojny (pierwsza WW). I wiemy, że nawet dawne i trwałe porządki często się rozluźniły i na nieporządki przemieniły. Tak było podczas każdej wojny, tylko szkody nie były jednakowo wielkie. Szczególnie wielkie były szkody i nieporządki, które spowodowała wojna 30-letnia (1618-1648). Kilka małych obrazków z onego czasu przedstawiamy dziś naszym czytelnikom, i to mianowicie obrazki z życia kościelnego na obszarze naszej nowej diecezji.

W pewnej liście podatkowej z roku 1447 opisano to, co wydarzyło się we wsi kościelnej o nazwie Chudowla. A zatem stał tam niegdyś kościół, który przypuszczalnie stanowił ośrodek istniejącej w tej wsi parafii. Parafia ta przestała istnieć zupełnie w owym czasie, gdy prawie wszystkie kościoły górnośląskie przeszły w ręce protestanckie, albo też w czasie wojny 30-letniej.

Dzisiaj w Chudowie (1924 r.) nie ma ani resztki jakiegoś kościoła, probostwa,, bowiem wszystko znikło bez śladu. Obecni mieszkańcy tej wioski nic a nic nie wiedzą o tym, że kiedyś w ich wsi był wystawiony kościół i to parafialny i dlatego nawet nikt z mieszkańców nie wierzy w jego dawne istnienie. Podobnie jak w Chudowie zaginęły także niektóre inne parafie w owym czasie, jak n.p. w Niewodnikach i innych wsiach w okolicach Opola.

W Paniowach położonych blisko Chudowa, istniała od czasów starodawnych osobna parafia, posiadająca własny kościół, własnego samodzielnego proboszcza, a nawet probostwo i gospodarstwo farne.W czasie wojny 30-letniej był ów kościół w rękach protestanckich. Później udało się katolikom go odzyskać dla siebie, ale wszystko inne, co do kościoła tego przynależało, przepadło na zawsze; proboszcz już się tu utrzymać nie mógł, pozbawiony fundacji, które wcześniej były przywiązane do kościoła.

Z parafialnego kościoła, niegdyś samodzielnego, stał się on niesamodzielną filią kościelną, który przydzielono do kościoła parafialnego w Bujakowie.W podobny sposób także w niektórych innych gminach samodzielne kościoły przemieniły się na niesamodzielne, n.p. w Knurowie.

Jak dzisiaj, tak i dawniej posiadały kościoły katolickie także różne wartościowe przedmioty i to z metali szlachetnych, ze złota, srebra. Ale te kościelne budowle i nieruchomości, jak i te cenne przedmioty przepadły.

Kościelne księgi wielkiej wartości, należące do kościoła w Chorzowie, zostały całkowicie zniszczone, a cenne stoły i krzesła z klasztoru chorzowskiego znajdowano w domach prywatnych.Może niejeden z czytalników zapyta zdziwiony, jak to takie zdarzenia mogły mieć miejsce? Nie będzie się dziwił, gdy przeczyta to, co napisano poniżej.

We Warszowicach tamtejszy kościół przejęli także protestanci. W roku 1628 na polecenie cesarza usunięto stamtąd protestanckiego pastora, a kościół zamknięto dla nabożeństw protestanckich. Atoli, ponieważ katolicki kapłan nie mógł tam rychło przybyć ( z winy protestanckiego patrona), był ów kościół przez 19 lat zamknięty, aż około roku 1647 znowu przybyło protestanckie wojsko szwedzkie, które kościół otwarło dla protestanckich nabożeństw. Dopiero w roku 154 mógł katolicki kapłan wprowadzić się znowu do Warszowic.Ale w ciągu 30 i więcej lat mogło i musiało wiele przedmiotów zniszczeć i zniknąć bez śladu.Podobne losy przechodził kościół w Krzyżowicach i większa część kościołów w okolicy Żorów. Nie było bowiem na miejscu nikogo, ktoby się zaopiekował kościołami katolickimi.

W parafii Biskupickiej, do której należała dzisiejsza Ruda oraz dzisiejsza Rudzka Kuźnica (wówczas nazywana Złotogłowiem), był wprawdzie w owym okresie protestanzmu proboszcz katolicki, ale był tak zubożały, że w roku 1575 musiał prosić swego przełożonego do dania mu środków do jako takiego skromnego utrzymania. Czy i o ile się to stało, nie ma pewnych zapisów, ale to jest pewne, że w roku 1639 proboszcz biskupski wymieniony jest tylko w rzędzie ubogich chałupników. Obszar dworski Ruda nie płacił mu ani feniga, parafianie ze Złotogłowia (Rudzkiej Kuźnicy) płacili tyle co nic. W podobnie wielkiej nędzy i biedzie żyli wszyscy ówcześni proboszczowie na obszarze dzisiejszej naszej diecezji.

W Radzionkowie pod koniec 30-letniej wojny był proboszczem ks. Albert Foltyński. Także i jego kościół był dawniej w rękach protestanckich, był zarządzany przez pastorów, i pozostał później także zupełnie bez duchowieństwa.

Gdy nareszcie przybył ks. Foltyński, to był on duszpasterzem nietylko dla Radzionkowa, ale dla całej okolicy, gdzie bardzo mało było duchowieństwa. Był on wprawdzie proboszczem w Radzionkowie, ale miesiącami musiał chrzcić w Tarnowskich Górach, i tam chrzcił dzieci z Radzionkowa, Orzecha, Nakła, Żyglina, Rybnej,Piasecznej, Miasteczka, Lasowic, Sowic, Pniowic. Pracował zatem conajmniej dla czterech parafii. W sposób podobny byli i inni proboszczowie tak obarczeni i przeciążeni pracą, gdyż wlaśnie za mało było wtenczas kapłanów.

Ważniejsze wydarzenia bywają dziś na piśmie dla potomności zachowane z dokładnym ich opisem. Tak też było i w dawniejszych czasach,Co jest prawdą, bo nie pisano dawniej tak wiele, jak dzisiaj, ale to, co dawniej napisano, miało rzeczywiście większe znaczenie. Te cenne dokumenty chciano wydobyć z ukrycia, gdy po 30-letniej wojnie stosunki sie uspokoiły i gdy chciano zaprowadzić porządek. Z owych dokumentów byłoby można poznać prawa katolickich kościołów, proboszczów i probostw.

Ale właśnie dlatego przeciwnicy kościoła katolickiego owe dokumenty usunęli i zniszczyli. Takiego zniszczenia starych dokumentów i papierów, jak to napewno wiadomo w Chorzowie, Radzionkowie, Żyglinie, Woźnikach.

O wielu innych probostwach czytamy, że posiadały stare kroniki (czyli zapiski historyczne), spisy inwentarza itd., które mogły dać bliższe wyjaśnienie różnych stanów i rzeczy, ale one rozmyślnie bądź nierozmyślnie zaginęły.Chociaż piśmienne dowody o prawach starych kościołów katolickich zaginęły, to jednak pozostały jeszcze inne dowody, na które później się powoływano, aby przez spory i procesy sądowe odzyskać, to co zrabowano.

Ks. Radziński: jest wysoce prawdopodobne, że pod nazwiskiem Radziński, stał proboszcz parafii radzionkowskiej  ks. Józef Knosała.

Zródła: Periodyk górnośląski "Gość Niedzielny". Dróżka dostępu ŚBC

https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Stare_Tarnowice_Ko%C5%9Bci%C3%B3%C5%82_%C5%9Bw._Marcina_stary_2.jpg

Gabriel Wilk, CC BY-SA 4.0 , via Wikimedia Commons

 



Autor artykułu : Leonard wybrał i zamieścił




© Copyright Leonard Hajduk

Design www.bambynek.com